Dominik Panek, autor bloga piłkarska mafia o korupcji w polskiej piłce nożnej

18 grudnia 2018
/

Dominik Panek, dziennikarz który poświęcił wiele lat swojego życia by odkryć przed społeczeństwem tajniki największej w Polsce afery korupcyjnej. Niedawno mieliśmy przyjemność gościć go w naszej redakcji. Podczas długiej rozmowy opowiedział nam jak rozwijała się korupcja w polskim futbolu oraz kiedy zaczęła się jego historia w walce z tym procederem.

Panie Dominiku, jest Pan człowiekiem który zdecydował się poświęcić swój czas, by stać się „jednoosobowym piłkarskim IPN-em”. 25 maja 2008 roku założył Pan blog pt. „Piłkarska Mafia”. Jak możemy wyczytać z opisu, jest to "najlepsze źródło informacji o korupcji w polskim futbolu". 25 listopada minęło dokładnie 10 i pół roku, od kiedy stał się Pan najczęstszym postronnym gościem we wrocławskich sądach. Tam właśnie odbywały się i nadal odbywają rozprawy dotyczące największej w Polsce aferze korupcyjnej. Zacznijmy od początku.

Datę powstania bloga znamy wszyscy, jednakże kiedy tak naprawdę rozpoczął Pan swoją przygodę z prywatnym śledztwem w sprawie tej piłkarskiej afery? Była to chwila emocji, która zamieniła się w powołanie? Czy jednak przemyślane działanie?

Cała sprawa rozpoczęła się w 2004 roku, kiedy została ujawniona korupcja w polskim futbolu. Wszczęto pierwsze śledztwo. Tu warto przypomnieć, że ustawa o korupcji w sporcie weszła w życie 1 lipca 2003 roku, więc to od tego momentu ustawianie meczów i wręczanie łapówek za ten proceder stało się przestępstwem. Wokół tego aktu prawnego była cisza. Nikt, kto nie był bezpośrednio zainteresowany nawet o niej nie wiedział.

Prokuratura Rejonowa Wrocław - Psie Pole na podstawie artykułu w Gazecie Wyborczej Wrocław wszczęła śledztwo w sprawie o podejrzenie ustawiania meczów przez klub piłkarski Polar Wrocław. Śledztwo prowadził jej szef, ponieważ jako jedyny znał się na sporcie. Ułatwiło mu to działanie. To był odprysk całej afery, od którego się wszystko zaczęło i można powiedzieć, że skończyłoby się na zatrzymaniu kilku osób gdyby nie to, że o sprawie stało się głośno.

Pewnego majowego dnia 2005 roku do oddziału antykorupcyjnego wrocławskiej policji zgłosił się Piotr D. Był on wówczas prezesem GKS Katowice. Opowiedział o ustawianiu meczów w jego klubie, jak to wygląda, jak przekupują sędziów i właściwie wtedy nadało to "potężnego kopa" całemu śledztwu, które wszczęte zostało przez wydział zwalczania przestępczości zorganizowanej działającej przy Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu. Od tego się wszystko zaczęło.

Zająłem się tym, ponieważ pracowałem w Radiu Wrocław. Zajmowałem się dziennikarstwem śledczym i sportem. Z tego względu padło na mnie. Chcąc nie chcąc połączyłem te dwie sprawy i zdobyłem informacje od jednego z prokuratorów.

Jest to ogromne przedsięwzięcie dla jednego człowieka? Czy ma pan swojego Anioła Stróża lub osobę, która Pana w tym wspiera?

Oczywiście jest to gigantyczne przedsięwzięcie. Mogę powiedzieć, że prowadzę je sam, jednakże pomagali mi niektórzy wrocławscy dziennikarze, od kiedy mieszkam w Warszawie. Często nie miałem możliwości być na wszystkich rozprawach sądowych. Wtedy oni opowiadali mi co na nich się działo, przekazywali mi informacje, które mnie interesowały. Były to osoby z Radia Wrocław i Gazety Wrocławskiej - ludzie, na których zawsze mogłem liczyć. Wspierali mnie kiedy tego potrzebowałem w pracy, czy też przy blogu.

Chciałbym wspomnieć tutaj o jeszcze jednej bardzo ważnej osobie. Mój znajomy prawnik, który czuwał i pomagał w sytuacjach, kiedy potrzebowałem profesjonalnej opinii. Dzięki niemu mogłem odpowiadać sprawnie na pisma, kierowane do mnie przez "bohaterów" afery korupcyjnej.

Jak wspomnieliśmy na początku, minęło wiele lat odkąd pojawił się pierwszy wpis na blogu. Czy patrząc z perspektywy czas czuje się Pan odpowiedzialny za doprowadzenie tematu do końca?

Zawsze się czułem odpowiedzialny. Pochodzę ze starej szkoły dziennikarskiej, w której istniał pogląd, że jak coś się zaczęło to trzeba skończyć. Nieraz deklarowałem, że będę prowadził blog do momentu, kiedy zapadną wszystkie prawomocne wyroki. Nieważne czy będą to wyroki skazujące czy uniewinniające. Trzeba to skończyć, chociażby dla osób uniewinnianych w tych procesach. Wiadomo, że o zatrzymaniach i zarzutach pisali wszyscy, natomiast teraz nie ma dużo zainteresowanych. Dlatego u mnie na blogu można znaleźć wszystkie informacje, nie tylko te budzące emocje.

W czasach aktywnego uczestnictwa spotykał się pan bardzo często z wymiarem sprawiedliwości. Czy Pana zdaniem prokuratura i służby dobrze spełniają swój obowiązek?

Na pewno jeżeli prześledzić wszystkie moje wywiady podczas tych 14 lat od wszczęcia pierwszego śledztwa można zauważyć, że moje zdanie się zmieniało. Teraz z perspektywy czasu uważam, że bardzo dobrze działała zarówno policja (w początkowych fazach śledztwa), jak i prokuratura, a także CBA. Była to gigantyczna praca, z którą mierzyło się zaledwie kilkanaście osób. Pamiętajmy, że mieli poznać ogromny fragment rzeczywistości polskiego sportu. Śledztwo dotyczyło okresu od 1 lipca 2003 do początku 2006 roku. Trzeba było analizować kilka tysięcy meczów, sprawdzić bilingi, ślady logowania telefonów komórkowych i analizować. Ze wszystkiego należało wyciągnąć wnioski, które pozwolą ustalić, czy konkretnym osobom można postawić zarzuty, czy też nie.

Oczywiście można mieć pretensje, że śledztwo trwało od 2005 do 2014 roku. Trwało to bardzo długo. Natomiast nad sprawą pracowało tylko 3 prokuratorów, później 2 agentów CBA. Można sobie wyobrazić - to była gigantyczna praca. Moim zdaniem nawet szaleństwo. Oskarżyć 100 osób w jednym akcie oskarżenia? Z drugiej strony rozumiem ich intencje. Materiał dowodowy pokazywał zależności pomiędzy tymi osobami. Sąd niestety nie ma warunków, aby osądzić tylu oskarżonych w jednym procesie. Nie ma też takiej sali sądowej gotowej ich pomieścić, dlatego ta sprawa została podzielona na dwie części.

A co z sądami? Jak wyglądał przebieg spraw?

Najważniejsza z nich, która poszła do sądu 31 lipca 2010 roku dotycząca tzw. Gangu Fryzjera jeszcze się nie skończyła. Trwają mowy końcowe. Mogą potrwać kilka miesięcy. Prawomocnego wyroku można oczekiwać najwcześniej w 2019 roku, ale znając polskie sądownictwo i to jak się tymi sprawami zajmuje nie jestem optymistą. Są sprawy, które są jeszcze w sądach. Trafiły do sądów od Krakowa przez Katowice, Wrocław Poznań, Szczecin a nawet Inowrocław. Normalny człowiek mógłby uznać to za absurd. Sprawy tak sobie wędrują po Polsce. Moim zdaniem Ci co mają tylko kilka zarzutów powinni być "załatwiani" jak najszybciej. Sądy powinny wydawać wyroki w prostszych sprawach i to w przeciągu roku - półtora.

Nie sposób zauważyć, że prowadząc swojego bloga opisuje Pan ciemne karty historii wielu ludzi. Jak afera korupcyjna wpłynęła na Pana życie prywatne? Pojawia się reakcja ze strony negatywnych bohaterów wspominanych na pańskim blogu?

Teraz już właściwie nie. Nie mam od okołu dwóch lat żadnego kontaktu z osobami, które opisałem i miały do mnie pretensje. Wcześniej było tego sporo, ale bez przesady. Kilka osób występowało jawnie, natomiast wiele było gróźb anonimowych wysyłanych drogą internetową. Było to dosyć niepokojące. Na szczęście żadna z tych gróźb się nie zrealizowała. Nie chce mówić o ich charakterze.  Jeden z oskarżonych nękał mnie swoimi pismami, usilnie starał się dowiedzieć gdzie mieszkam. Pisał do mnie na adres służbowy. To wzbudziło moje zaniepokojenie.

A czy byli i tacy, którzy okazali skruchę?

Tak. Myślę że większość z nich to sympatyczni i inteligentni ludzie. Mało się zdarzyło takich ludzi, którzy by byli agresywni. Kontakty na procesie - pozytywne. "Dzień dobry! Dzień dobry! Słyszałem pana materiał w trójce". Większości z nich zależało, żebym informował o decyzjach w ich sprawie, szczególnie o niezasadności zatrzymań, uniewinnieniach. Jeden ze skazanych oskarżonych wysłał mi nawet życzenia świąteczne. Bardzo sympatycznym był Pan Marian Dusza, pochodzący ze Śląska. Nie żyje już niestety. Zawsze bardzo grzecznie i miło, pierwszy się witał mimo, że był ode mnie starszy.

Afera korupcyjna zaczęła się w 2004 roku po publikacji Przeglądu Sportowego pt. Lista Fryzjera, zawierającej listę sędziów, którzy ustawiali mecze. I dalej już poszła, ruszyła machina. Kilka klubów dostało kary degradacji lub minusowych punktów, ale jak wiadomo, większości się upiekło. Było kilka spraw bardzo głośnych, dotyczących dużych nazwisk. Może wspomnimy kilka z nich.

Dariusz Wdowczyk – 3 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat, 7 lat bezwzględnej dyskwalifikacji (zmienionych później na 4), 3-letni zakaz udziału w organizacji profesjonalnych zawodów sportowych, 100 tys. zł grzywny, a także ponad 20 tys. zł kosztów sądowych. W 2013 powrócił na ławkę trenerską i w różnych klubach z różnymi skutkami przetrwał do 19 września 2017 roku. Mówi się, że na tle innych skazanych to bardzo dotkliwa kara.

Czy można uznać, że został ukarany na pokaz?

Spotkałem się z takimi opiniami. Nie wiem z czego wynikają. Nawet sam Pan Wdowczyk sądzi, że został ukarany na pokaz. Przecież on dobrowolnie poddał się karze, uzgodnił ją z prokuratorem. Ne rozumiem zastrzeżeń, skoro sam się zgodził. Moim zdaniem kara powinna być surowsza. Tak samo jak dyscyplinarka, która zapadła w PZPN i została zmniejszona.

Na portalu Weszło pojawił się artykuł o młodym piłkarzu z Ukrainy. Tamtejsze organy dyscyplinarne zarzuciły mu udział w ustawieniu 35 spotkań meczowych w wieku 17 lat. Młody chłopak został ukarany dożywotnim zakazem gry w piłkę. Tu mamy dorosłego mężczyznę. Zawsze na to pytanie odpowiadam: Czy wiecie co się stało z młodymi piłkarzami Korony Kielce, którym zniszczono karierę przez trenerów, którzy ustawiali mecze?

W aktach sprawy można wyczytać, że jeden z piłkarzy Korony Kielce zeznawał, jak Wdowczyk pożyczał młodym piłkarzom pieniądze na łapówki. Wydaje mi się, że jest to wyjątkowo szkodliwe i a sam zainteresowany dawał zły przykład dla wszystkich innych. Taka deprawacja młodych zawodników mi się nie mieści w głowie. Zawsze jak pada pytanie, czy on mógłby być trenerem reprezentacji Polski mam w głowie powyższą sytuację. Pytanie. Czy ten człowiek powinien się czuć surowo i na pokaz ukarany?

Pozostając w temacie trenerów. Andrzej Woźniak dostał propozycję pracy w reprezentacji Polski. Człowiek skazany za ustawianie meczów w tak eksponowanej instytucji. Jak ocenić taką decyzję?

Zamieściłem jego listę zarzutów na blogu. Ten człowiek współorganizował proceder korupcyjny razem z Wdowczykiem. W skrócie: jeżeli ktoś chce w klubach zatrudniać, to nic mi do tego, ale do reprezentacji nie powinno się zatrudniać ludzi zamieszanych w korupcję.

Czesław Michniewicz, z bilingów wynika, że 711 razy dzwonił do Fryzjera, czyli szeryfa całej korupcyjnej machiny. Niby to nie jest dziwne, bo był w Amice Wronki, więc mógł sobie dzwonić, ale wiadomo, że również on był we wszystko zamieszany. Co sądzi Pan o decyzji Zbigniewa Bońka, by uczynić z niego trenera młodzieżowej reprezentacji Polski?

Nie ukrywam, że po lekturze jego wyjaśnień i analiz połączeń telefonicznych z Ryszardem F. pseud. Fryzjer, który był domniemanym założycielem i szefem (lata 2003 - 2006) nie uważam że powinien pracować w reprezentacji. Podkreślam, pan Czesław nie miał postawionych zarzutów i w świetle prawa jest osobą niewinną. Są jedynie zasady moralne, które nie powinny pozwolić na taki stan rzeczy. O czym my rozmawiamy, skoro kilka miesięcy temu jednym z trenerów reprezentacji Polski została osoba zamieszana w korupcję, współpracownik Wdowczyka. Wydaje mi się, że świat stanął na głowie. Nie rozumiem decyzji Zbigniewa Bońka.

Co sądzi Pan o młodych piłkarzach zamieszanych w tę aferę? Chociażby przykład Łukasza Piszczka? Można uznać, że był to błąd młodego człowieka, który jednak żałuje i chce się zmienić?

Jeżeli tak by było w rzeczywistości mógłbym się zastanowić, czy nie ma Pan racji. Jednakże jeżeli weźmiemy pod uwagę, że prokuratura apelowała wielokrotnie o zgłaszanie się dobrowolnie i informowanie o przestępstwa, w których uczestniczyli...

Łukasz Piszczek jest jednym z najlepszych piłkarzy, jego kariera pokazuje, że zrozumiał że źle zrobił i wierzę, że teraz jest porządnym człowiekiem, a tamto to był jednorazowy błąd. Uważam jednak, że nie powinien grać w reprezentacji. Nie ma to związku z sukcesem sportowym.

Chciałbym też zwrócić uwagę, że ówcześni piłkarze Zagłębia Lubin, w tym Pan Łukasz, mogli samodzielnie zgłosić się do organów ścigania. Wtedy z pewnością zostaliby potraktowani bardziej ulgowo. Była nawet sytuacja, w której organy ścigania gwarantowały uniknięcie kary, jakby osoby zamieszane w sprawę same opowiedziały o przestępstwie, co do którego prokuratura nie miała żadnych informacji.

Nawiązując jeszcze do tej największej w historii polski afery korupcyjnej. Czy w polskim futbolu jest już lepiej?

Zmieniło się zdecydowanie na lepsze. Nie mówimy już od wielu lat o ustawianiu meczów w Polsce. Kiedyś rozmawiałem z pewną osobą, która zajmowała się sprawą sportowej afery korupcyjnej dość mocno. Pamiętam jak mówiła, że nawet jeżeli teraz ustawia się mecze w Polsce, to są to pojedyncze przypadki trzymane w ścisłej tajemnicy. Spotykają się osoby, wyjmują baterie z telefonów. Kwoty, które się pojawiają są gigantyczne, ale nie ma dowodów.

To jest gdybanie. Natomiast jeżeli rzeczywiście tak jest, to na pewno nie na masową skalę, gdzie każdy o tym wie i wszystko jest ustawiane jak kiedyś, np. spadki, awanse, finały Pucharu Polski. To było szaleństwo. Zastanawiam się co by się stało, jakby prokuratura zbadała sprawy sprzed 2003 roku, kiedy kupowanie meczów nie było w świetle prawa przestępstwem. Wiele znanych nazwisk, które nie otrzymały zarzutów podczas tego śledztwa, mogłoby się zdziwić.

Znam jeden taki przypadek znanego obecnie trenera. On twierdził, że nie uczestniczył w ustawianiu meczu. Media pisały coś innego. To trochę niesprawiedliwe, bo prokuratura nie potrafi zweryfikować, czy to była prawda. Ciekawe jest to, że prokuratorzy na początkowym etapie przesłuchań podejrzanych i świadków pytali o to, jak historia wyglądała w przeszłości. Później skupili się jedynie na tym, za co można postawić zarzuty.

Czy w ostatnim czasie stało się coś, co mogłoby być porównywalne choć w niewielkim stopniu do tej głośnej sytuacji?

Na Ukrainie się mówi, że jest afera, w którą zamieszane są prawie wszystkie kluby w tamtejszych 4 ligach. Nie jestem w stanie tego zweryfikować. W Polsce była afera, w którą zamieszane było 80 klubów, ponad 600 osób było oskarżonych, ustawionych zostało około 600 meczów. Nie chce mi się wierzyć i nie słyszałem o takiej aferze, która by mogła równać się rozmiarem z tą w polskim futbolu. Chyba nigdzie się taki drugi Fryzjer nie pojawił.

Z perspektywy czasu, patrząc na ilość ustawionych meczów i zamieszanych osób jest Pan w stanie określić, czy polskie społeczeństwo mogło się spodziewać, że ta afera korupcyjna urośnie do takich rozmiarów?

Chyba nie. Jeżeli ja popatrzę na polskie społeczeństwo ze swojej perspektywy, czyli kibica piłkarskiego od początku lat 80. Chodziłem na niemal wszystkie mecze Śląska Wrocław. Przez wiele lat inne oglądałem rozgrywki w telewizji i na żywo. Nawet bym nie wpadł na to, że one mogłyby być ustawiane. Myślałem, że "piłka jest piłką", nigdy nic nie wiadomo. Tak tłumaczyłem sobie, dlaczego piłkarze grają tak słabo w danym meczu. Skoro ja się nie spodziewałem, to tym bardziej zwykli kibice, którzy nie są tak zakorzenieni w tym sporcie. Środowisko piłkarskie i dziennikarze mogli coś wyczuć, ale nie na taką skalę.

Powoli zbliża się koniec wielkiego procesu? Czy będzie to zakończenie Pańskiej misji w Internecie?

Szczerze mówiąc chciałbym. Nie mam już czasu na pracę przy tym blogu. Wynika to z tego, że kiedy rozpocząłem pracę nie miałem dzieci. Teraz mam dwójkę. One angażują mój czas i nimi bym chciał się zajmować. Jest już coraz mniej tematów i jeżeli wszystkie procesy skończą się prawomocnym wyrokiem, to skończę blog. Jeżeli nie, to siłą rozpędu będę siedział w wieku 70 - 80 lat jeszcze przy laptopie ledwo widząc i wypisując info, że w 8 lidze ktoś dał skrzynkę piwa za ustawienie meczu z inną drużyną (śmiech).

Bardzo popularnym zajęciem w sporcie jest prowadzenie zakładów bukmacherskich. Znamy kilka głośnych przypadków, kiedy zmieszanie hazardu ze sportem okazało się niszczące w skutkach. Mówi się głośno o sprawie sędziego Huberta Siejewicza. W lipcu 2013 roku został sfilmowany w lokalu jednego z zakładów bukmacherskich podczas zawierania zakładów sportowych. Udział w zakładach bukmacherskich jest zabroniony na mocy kontraktów sędziów zawodowych.

Sprawa ta jest o tyle ciekawa, że miał on postawione 4 zarzuty korupcyjne, które prokuratura umorzyła. Są też nowsze sprawy dotyczące innych osób. Pojedyncze przypadki, o których wspominał PZPN, gdy wspominał o karach dyscyplinarnych za branie udziału w zakładach bukmacherskich. Udział osób ze środowiska piłkarskiego w tej "zabawie" jest dużym zagrożeniem dla czystości tego sportu. Nie mówimy tylko o wynikach meczów, ale też o poszczególnych wydarzeniach na boisku takich jak: żółte kartki, faule, rzuty rożne i karne, a także liczba bramek, które mają paść. Jeżeli poszczególne osoby obstawiają takie zdarzenia w meczach piłkarskich to ja nie wiem, czy jak ktoś przyjdzie do nich z dużymi pieniędzmi np. z Azji z propozycją ustawiania meczu o określony wynik, to czy nie wezmą pieniędzy. Na zachodzie jest to dość powszechny proceder.

Czy korupcja w polskim futbolu może rozwinąć się poprzez działalność zakładów bukmacherskich?

Obawiam się, że jest to duże zagrożenie. Sam rzecznik dyscyplinarny PZPN w tamtym roku przed rozpoczęciem rozgrywek ekstraklasy wystosował specjalny apel do środowiska piłkarskiego, żeby w tym nie uczestniczyć i sygnalizować, jeżeli takie propozycje ze strony podejrzanych osób się pojawią. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem zakładów bukmacherskich nie tylko ze względu na zagrożenie dla czystości sportu, ale również jest to nałóg, który może wciągnąć niektórych ludzi i zniszczyć życie.

Czy Pana zdaniem zakłady bukmacherskie są złe z natury, czy wychodzi Pan bardziej z założenia, że wszystko jest dla ludzi i wystarczy znać umiar?

Pewnie. Wszystko jest dla ludzi. Są ludzie, którzy piją dużo alkoholu i nie wpływa to na ich życie i są tacy, który po spożyciu krzywdzą najbliższych i sami niszczą sobie życie. Są też ludzie, którzy obstawiają mecze i się dobrze przy tym bawią (wielu moich znajomych tak robi), a są również tacy, którzy popadają w nałóg i długi, cierpią przez to ich rodziny. To nie jest dobra rozrywka. Moje zdanie może jednak zostać uznane za staroświeckie albo nawet dziwaczne. Dlatego na tym skończę.

Kończąc chciałbym zadać Panu jeszcze jedno pytanie. Jest pan wiernym kibicem Śląska Wrocław i fanem piłki nożnej. Z drugiej strony miał Pan okazję jak mało kto wejść w miejsca, które ten sport przedstawiają w bardzo negatywnym świetle. Jak udało się Panu połączyć zamiłowanie do futbolu,= z dziennikarskim zacięciem dążenia do tak smutnej prawdy? Czy korupcja w polskim futbolu nie zniszczyła piękna tego sportu?

Czułem obrzydzenie do polskiej piłki przez kilka lat. Nie mogłem oglądać i patrzeć na to, na tych ludzi, piłkarzy, działaczy, sędziów, trenerów. Kiedy to się rozpoczęło w 2005 roku co tydzień zatrzymywano kolejne osoby. Ciężko było na to patrzeć, szczególnie że wcześniej widziałem ich albo na boisku albo jako działaczy w środowisku sportowym. Byłem zaniepokojony. Zadawałem sobie pytanie: Kto będzie następny? Wpłynęło to na mnie.

Czas ten jednak minął, a środowisko się wymieniło. Oczywiście jakiś procent zamieszanych w to osób pozostał aktywny w polskiej piłce. Chyba już się z tym oswoiłem i nie czuje negatywnych emocji. Te wracają do mnie tylko, kiedy osoba zamieszana w korupcję zostaje zatrudniona do pracy w Reprezentacji Polski. Trochę pomogło mi to, że jestem kibicem innych drużyn niż Śląsk Wrocław. Mówię tu o zagranicznych klubach takich, jak np. Barcelona, czy St. Pauli. To pozwalało mi na kibicowanie bez "smrodku korupcyjnego", który jest lub który był w naszym kraju.

Nie chciałbym jednak, by czytelnicy odnieśli wrażenie, że teraz też jest źle i fatalnie. Nie taka była moja intencja. Uważam, że teraz zdecydowanie się poprawiło w środowisku sportowym. Myślę, że to wszystko zmienia się na lepsze. Żałuję tylko, że nie ma osób wyspecjalizowanych od korupcji w sporcie, by całkowicie oczyścić ten sport.

Się rozgadałem. Muszę lecieć. Dzieciaki czekają.

Dziękuję za rozmowę.

Z Panem Dominikiem Pankiem rozmawiał Marcin Szczęsny

Zobacz także:

Czy Juventus F.C. współpracuje z mafią?