Dziki parking na boisku. Czy to legalne?
Epidemia koronawirusa spowodowała konieczność wprowadzenia przez władze różnego rodzaju restrykcji. Aby ograniczyć gromadzenie się ludzi i rozprzestrzenianie choroby, zamknięto wiele różnorakich obiektów. Między innymi, zakazano korzystania z boisk – szkolnych, osiedlowych czy miejskich. Jak pokazuje omawiany w mediach przykład z Zielonej Góry, zamknięty plac do gry w piłkę szybko przejęli kierowcy, tworząc na nim dziki parking. Zamiast efektownych wsadów do kosza obserwujemy manewrujące samochody. Czy pozostaje nam przejść z tym do porządku dziennego?
Kierowcy nie oddadzą przestrzeni tak łatwo
Polskie drogi często przypominają pole walki podjazdowej. Różne grupy interesów – kierowcy, rowerzyści czy piesi – starają się zagarnąć dla siebie coraz większe terytorium. Oczywiście nie zawsze jest to złe. Często bowiem celem takiego aktywizmu jest wyrównywanie szans poszczególnych grup użytkowników dróg. Przykładem może być dążenie do likwidacji przejść podziemnych i szerokich arterii w centrach miast po to, aby odzyskać dla pieszych przestrzenie zajęte przez kierowców w czasach nieograniczonej wolności samochodowej (albo w komunistycznych czasach defilad wojskowych). Niezależnie natomiast od celu takich działań, jeśli te przyniosą pozytywny skutek, będzie on już zawsze silnie broniony. Dlatego można się spodziewać, że przejęte przez kierowców boisko w Zielonej Górze nie zostanie tak łatwo zwrócone mieszkańcom. Jest duża szansa, że właściciele samochodów przyzwyczają się do wygody. Sytuacja natomiast nie wróci do normy po zniesieniu restrykcji.
Przeczekanie sytuacji nie wydaje się więc dobrym pomysłem. Warto zastanowić się, czy taki samochodowy zamach stanu jest legalny i co można z tym zrobić. Problem ten może dotyczyć nie tylko jednego osiedla. Trzeba zająć się nim zatem w ujęciu ogólnym. Skoro tak, to trzeba od razu zaznaczyć, że nie ma jednej odpowiedzi na te wątpliwości. Wszystko zależy od statusu terenu, na którym urządzono taki dziki parking.
Dziki parking – możliwość zastosowania przepisów ruchu drogowego
Niemal nieprawdopodobnym jest, że tego typu plac znajduje się w pasie drogowym drogi publicznej albo nawet drogi wewnętrznej. Niestety tylko w takim przypadku można byłoby myśleć o zastosowaniu przepisów o parkowaniu. Mowa o nich natomiast w ustawie – Prawo o ruchu drogowym. Jeśli jednak tak by się stało, to w przypadku drogi ogólnodostępnej bralibyśmy pod uwagę ogólne przepisy o zatrzymaniu i postoju. Zgodnie z nimi, parkowanie jest możliwe jedynie na jezdni, warunkowo na chodniku, a w innych sytuacjach jedynie na miejscach wyznaczonych. Plac przed budynkiem – o ile zarządca drogi nie postanowi inaczej – nie może więc służyć jako parking. Naruszenie tej zasady oznacza możliwość nałożenia na kierowcę mandatu albo odholowania pojazdu na koszt jego właściciela (jeśli dojdzie do zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym).
Prawo o ruchu drogowym – drogi niepubliczne
Na drogach niepublicznych reguły z ustawy – Prawo o ruchu drogowym mogą być natomiast stosowane tylko i wyłącznie wtedy, gdy zarządca drogi:
- ustanowi strefę ruchu albo strefę zamieszkania (często właśnie taki status mają różnego rodzaju place),
- ustawi znaki drogowe zakazujące parkowania.
Oczywiście trudno spodziewać się, aby właściciel danego terenu uznał boisko piłkarskie za drogę wewnętrzną i myślał o zakazie parkowania. Natomiast różnego rodzaju place przed budynkami mogą być już w taki sposób oznakowane. Najczęściej powstają na nich strefy zamieszkania, w których – zgodnie z art. 49 ust. 2 pkt 4 wspomnianej ustawy – postój pojazdów dopuszczalny jest wyłącznie na miejscach wyznaczonych znakami. Naruszenie tego przepisu również może skutkować mandatem za nielegalne parkowanie.
Najczęściej jednak sporny teren zajęty pod dziki parking nie będzie drogą – ani publiczną, ani wewnętrzną. W takim miejscu karanie mandatem za samo zatrzymanie pojazdu nie jest możliwe. W świetle ustawy – Prawo o ruchu drogowym oceniać można natomiast legalność wjazdu na takie samozwańcze miejsce parkingowe. Jako że boisk osiedlowych czy placów dla pieszych nie zaprojektowano dla aut, najprawdopodobniej nie ma do nich formalnego dojazdu. Jest duża szansa, że przemieszczenie auta na taki teren wymaga jazdy po chodniku czy wjazdu przez przejście dla pieszych.
Kodeks drogowy – co jest zabronione?
Zgodnie z kodeksem drogowym, zabronione jest:
- wykorzystywanie drogi lub poszczególnych jej części w sposób niezgodny z przeznaczeniem,
- wjeżdżanie na pas między jezdniami,
- poruszanie się wzdłuż po chodniku lub przejściu dla pieszych,
- naruszanie zakazu wynikającego ze znaku „zakaz ruchu” albo „zakaz wjazdu”.
Za powyższe wykroczenia może być nałożony mandat. Trzeba jednak pamiętać, że policjant czy sąd musi dysponować jednoznacznym dowodem na złamanie którejś z powyższych zasad. Nie może on domniemywać, że skoro pojazd znalazł się na boisku niedostępnym z drogi publicznej, to z całą pewnością kierowca musiał naruszyć jakąś normę. Nawet jeśli oczywistym jest, że wjazd na dany teren wymagał przejazdu wzdłuż po chodniku, bez przyłapania kierowcy na gorącym uczynku nie można nic zdziałać.
Dziki parking – parkowanie na boisku przez członka wspólnoty mieszkaniowej
Skoro w praktyce parkowanie na boisku czy innego rodzaju placu najczęściej nie będzie wykroczeniem, po pomoc trzeba sięgnąć do przepisów prawa cywilnego. I to również nie zawsze zakończy się sukcesem. Ponownie dużo zależy od statusu danego terenu. Po pierwsze, może się zdarzyć, że sporna przestrzeń należy do wspólnoty mieszkaniowej.
Boisko jako nieruchomość wspólna
W niektórych wypadkach boisko uznaje się za nieruchomość wspólną w rozumieniu ustawy z dnia 24 czerwca 1994 roku o własności lokali. Zgodnie z jego art. 12:
Właściciel lokalu ma prawo do współkorzystania z nieruchomości wspólnej zgodnie z jej przeznaczeniem.
Rzeczone przeznaczenie nieruchomości wspólnej może wynikać z ogólnych zasad prawidłowego gospodarowania albo z uchwały wspólnoty mieszkaniowej. Jeśli mieszkańcy nie podjęli żadnej decyzji w przedmiocie zmiany sposobu korzystania z boiska czy terenu innego rodzaju, można przyjąć, że powinien on być używany zgodnie z jego normalnym przeznaczeniem. W takiej sytuacji dziki parking na placu przeznaczonym do gry w piłkę będzie stanowił naruszenie wspomnianego przepisu. Oczywiście wyłącznie wtedy, gdy tego czynu dopuści się jeden z członków wspólnoty. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, zarząd powinien zwrócić uwagę krnąbrnemu mieszkańcowi i pouczyć go o treści art. 16 ust. 1 wspomnianej ustawy. Przeczytamy tutaj natomiast, że:
Jeżeli właściciel lokalu zalega długotrwale z zapłatą należnych od niego opłat lub wykracza w sposób rażący lub uporczywy przeciwko obowiązującemu porządkowi domowemu albo przez swoje niewłaściwe zachowanie czyni korzystanie z innych lokali lub nieruchomości wspólnej uciążliwym, wspólnota mieszkaniowa może w trybie procesu żądać sprzedaży lokalu w drodze licytacji na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego o egzekucji z nieruchomości.
Zmiana przeznaczenia części nieruchomości wspólnej
Lokator niezadowolony z zajęcia części nieruchomości przez kierowców będzie w trudniejszej sytuacji, gdy zostanie przegłosowany przez wspólnotę. Zgodnie z art. 22 ust. 3 pkt 4 omawianej ustawy, zmiana przeznaczenia części nieruchomości wspólnej jest czynnością przekraczającą zakres zwykłego zarządu. Może być więc ona dokonana pod warunkiem podjęcia przez właścicieli odpowiedniej uchwały większością głosów (obliczaną według faktycznych udziałów). Jeśli rzeczywiście w ten sposób kierowcy uzyskają dodatkową przestrzeń, niezadowolonemu mieszkańcowi pozostaje jedynie zaskarżyć uchwałę do sądu. Ta zostanie uchylona, jeśli:
- jest niezgodna z prawem – zarówno pod względem merytorycznym, jak i z uwagi na naruszenia formalne przy jej procedowaniu,
- jest niezgodna z umową zawartą między właścicielami lokali,
- narusza zasady prawidłowego zarządzania nieruchomością wspólną (w tej przesłance należy przede wszystkim upatrywać sukcesu),
- w inny sposób narusza interesy skarżącego.
Tutaj warto jeszcze zastrzec, że przepisy powyższe znajdują również odpowiednie zastosowanie do stosunków między właścicielami mieszkań a spółdzielnią mieszkaniową.
Dziki parking – parkowanie jako bezumowne korzystanie z rzeczy
Oczywiście często zdarza się również, że pojazd w wątpliwym miejscu pozostawi osoba niebędąca właścicielem ani współwłaścicielem danego terenu. Jeśli nie jest on drogą publiczną czy ogólnodostępną drogą wewnętrzną, zastosowanie mogą znaleźć przepisy prawa cywilnego o bezumownym korzystaniu z rzeczy. Kierowca zostanie tutaj uznany za posiadacza zależnego części nieruchomości. Czyli kogoś, kto dysponuje nią jak najemca czy użytkownik, jednak formalnie nim nie jest. W takiej sytuacji właściciel terenu – wspólnota, spółdzielnia, osoba prywatna czy też gmina albo Skarb Państwa – mogą żądać:
- wydania rzeczy, tj. usunięcia pojazdu z miejsca do tego nieprzeznaczonego,
- zapłaty wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z rzeczy w kwocie odpowiadającej rynkowej stawce najmu – ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy posiadacz jest w złej wierze albo od czasu wytoczenia przeciwko niemu stosownego powództwa.
Zgodnie z poglądami doktryny prawniczej, za złą wiarę uznaje się znajomość prawdziwego stanu rzeczy oraz nieusprawiedliwioną niewiedzę o tym stanie rzeczy. W złej wierze – według tradycyjnej formuły – jest ten, kto „wie albo powinien wiedzieć”. Jeśli więc ktoś parkuje na prywatnej posesji, wiedząc o tym, powinien zapłacić za zajęcie miejsca. Taka sama sankcja czeka osobę, która z okoliczności sprawy powinna z łatwością wywnioskować, że nie jest uprawniona do korzystania z danego terenu i zajmuje go niezgodnie z przeznaczeniem. W przypadku boiska na terenie wspólnoty mieszkaniowej sytuacja wydaje się oczywista.
Parkowanie na terenie publicznym niebędącym drogą
Trochę bardziej skomplikowana jest sytuacja na terenach należących do gminy czy Skarbu Państwa. Teoretycznie place o takim statusie własnościowym są ogólnodostępne. Każdy obywatel może przecież korzystać z przestrzeni publicznej. Trudno więc mówić o bezumownym i obarczonym złą wiarą korzystaniu z miejskich chodników, skwerów czy również boisk piłkarskich. Wyjątek stanowi tutaj sytuacja, w której dany obiekt miejski wyposażono w regulamin. Tego rodzaju zbiór zasad może być uchwalony przez radę gminy jako akt prawa miejscowego. Dzieje się to na podstawie art. 40 ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym. Co istotne, możliwość egzekwowania takich przepisów nie zależy od umieszczenia ich treści w widocznym miejscu. Akty prawa miejscowego – tak samo bowiem jak ustawy czy rozporządzenia – obowiązują powszechnie i bezwzględnie na określonym obszarze. Jeśli więc dany obiekt zostanie wyposażony w stosowny regulamin, kierowca powinien liczyć się z roszczeniem cywilnym o jego bezprawne zajęcie.
Warto jednak zwrócić uwagę, że tego typu akty prawne nie mogą być wyposażone w przepisy karne, które nie mają oparcia w ustawie. Oznacza to, że naruszenie regulaminu nie może stanowić podstawy do nałożenia mandatu przez funkcjonariuszy policji czy straży miejskiej. Wyjątkiem jest sytuacja, w której obok regulaminu zostanie odrębnie uchwalony stosowny przepis porządkowy o zachowaniu się na danym obszarze. W takiej sytuacji służby mogą sięgnąć po art. 54 Kodeksu wykroczeń. Czytamy tutaj, że:
Kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany.
Czy można samemu wymierzyć sprawiedliwość?
Na koniec warto jeszcze zauważyć, że – niezależnie od statusu danego terenu – jego właściciel nie ma prawa do samodzielnego odholowania pojazdu na koszt kierowcy czy do nałożenia blokady na koło. Kompetencje do stosowania tego rodzaju sankcji mają odpowiednie służby. I to tylko w oparciu o przepisy kodeksu drogowego, które przecież na boiskach czy placach najczęściej nie obowiązują. Samowolka właściciela terenu w tym zakresie będzie najprawdopodobniej uznana za naruszenie konstytucyjnego prawa własności nieprawidłowo parkującego kierowcy.
Oczywiście, osoba niezadowolona z przejęcia terenu o innym przeznaczeniu nie może również sama wymierzyć sprawiedliwości. Ewentualne uszkodzenie pojazdu może skończyć się nawet zarzutem karnym, jeśli szkody będą odpowiednio wysokie. Ponadto sprawca takiego czynu powinien liczyć się również z roszczeniem odszkodowawczym na podstawie przepisów kodeksu cywilnego. Trzeba także zaznaczyć, że kłopoty może mieć nawet osoba, która zdecyduje się grać w piłkę między stojącymi samochodami i je uszkodzi. Oceniając winę w spowodowaniu strat, sąd nie musi wcale wziąć pod uwagę faktu naruszenia porządku przez właściciela pojazdu, tj. pozostawienia go w miejscu do tego nieprzeznaczonym. Ewentualne roszczenia mogą być tutaj oddalone jedynie na podstawie przepisów o zasadach współżycia społecznego, których stosowanie stanowi jednak wyjątek.





