Jazda rowerem w kasku nie jest obowiązkowa. Czy aby na pewno?

25 lipca 2019
/

Z roku na rok coraz więcej ludzi wybiera rower jako główny środek transportu. Rośnie również liczba osób amatorsko uprawiających kolarstwo. Kierowcy samochodów nie są jeszcze przyzwyczajeni do tego stanu rzeczy, więc często niedostatecznie uważają na cyklistów. Ci z kolei jeżdżą brawurowo i zdarza się, że bez wyobraźni. To wszystko powoduje duży wzrost wypadków z udziałem niechronionych blachą uczestników ruchu. Mimo tego nie zdecydowano się wprowadzić obowiązku jazdy w kasku. Czy rzeczywiście tak jest?

Brak formalnego obowiązku jazdy w kasku

Opinie na temat zasadności wprowadzenia nakazu jazdy z odpowiednią ochroną głowy są podzielone. Aktywiści rowerowi wskazują, że ograniczałoby to ich wolność. Poza tym stanowiłoby to symboliczne potwierdzenie, że kolejnymi obowiązkami obarczani są jedynie rowerzyści, a nie kierowcy. Ponadto przywoływane są statystyki, zgodnie z którymi urazy głowy nie stanowią wcale najczęstszych skutków wypadków z udziałem cyklistów. Z drugiej jednak strony, niewątpliwie, zawsze lepiej mieć dodatkową ochronę, niż jej nie mieć. Poza tym obowiązek jazdy w kasku na motocyklu czy na nartach jest chwalony i wszyscy bez problemu go przestrzegają.

Fakty są jednak takie, że w obecnym stanie rzeczy brak jest ustawowego obowiązku poruszania się rowerem w kasku. Podobnie będzie w przypadku tzw. urządzeń transportu osobistego, które wkrótce zostaną uregulowane ustawowo. Chodzi tutaj głównie o hulajnogi czy deski elektryczne, które ostatnio zyskują na popularności. O aspektach prawnych jazdy hulajnogą już pisaliśmy.

Wypadek kolarza-amatora

Jak jednak pokazuje najnowszy wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, sytuacja nie jest wcale taka jednoznaczna. Sprawa dotyczyła kolarza-amatora, który uległ wypadkowi w czasie jednego z treningów. Omijając leżącą na drodze gałąź, wpadł w niezabezpieczoną dziurę w jezdni. Na skutek tego upadł i uderzył głową w asfalt. Jechał bez kasku. Obrażenia okazały się poważne. W mózgu cyklisty doszło do nieodwracalnych zmian.

Mężczyzna zdecydował się pozwać powiat o zadośćuczynienie za doznaną krzywdę i odszkodowanie z tytułu poniesionych kosztów leczenia. Argumentował, że to zarządca drogi ponosi winę za zdarzenie, gdyż zaniechał naprawy zniszczonej drogi. Zdaniem pozwanego drogę kontrolowano 4 dni przed wypadkiem i wtedy była jeszcze w odpowiednim stanie. Poza tym rowerzysta jechał z nadmierną prędkością, co stanowiło główną przyczynę wypadku. Za tak rozległe jego skutki odpowiada natomiast brak kasku na głowie kolarza.

Przeczytaj również:
Czy można jeździć rowerem po chodniku?

Jazda rowerem bez kasku świadczy o braku rozsądku

Sąd Okręgowy w Szczecinie uwzględnił powództwo, lecz jedynie w części. Uznano po pierwsze, że rowerzysta nie jechał z nadmierną prędkością. Było to bowiem między 35 a 50 km/h, czyli dużo poniżej administracyjnego limitu. Po drugie ustalono, że zarządca drogi zdawał sobie sprawę z jej złego stanu, a co za tym idzie, powinien zlecić częstsze kontrole i doraźne naprawy. Wina pozwanego była więc bezsprzeczna.

Odszkodowanie dla kolarza nie zostało jednak wypłacone w całości. Stwierdzono bowiem przyczynienie się poszkodowanego do powstania szkody w 30%.  Zdaniem Sądu Okręgowego brak obowiązku korzystania z kasku ochronnego nie zwalnia rowerzysty z konieczności dbania o swoje zdrowie w stopniu najwyższym. Uznano za wiedzę powszechną, że korzystanie z tego urządzenia zmniejsza ryzyko doznania poważnych obrażeń głowy, szczególnie podczas jazdy z dużymi prędkościami rowerem szosowym. Co istotne, opinie biegłych jednoznacznie potwierdziły, że kask mógłby uratować poszkodowanemu zdrowie.

Sąd Apelacyjny stwierdził jeszcze wyższe przyczynienie się poszkodowanego

Wyrok został zaskarżony do Sądu Apelacyjnego, który ostatecznie wydał rozstrzygnięcie jeszcze mniej korzystne dla poszkodowanego. Ustalono stopień przyczynienia się do szkody aż na 50%. W uzasadnieniu przeczytamy, że doświadczenie życiowe oraz zdrowy rozsądek nakazują kolarzom-amatorom jazdę w kasku. Rozwijają oni bowiem prędkości nawet wyższe niż motorowerzyści, a często wręcz zbliżone do osiąganych przez motocyklistów. Sąd zauważył również, że Międzynarodowa Unia Kolarska UCI oraz Polski Związek Kolarski wprowadziły obowiązek używania kasków w trakcie zawodów kolarskich, a nawet w czasie niektórych rodzajów treningów.

Dodatkowym zarzutem, który został w tym przypadku postawiony poszkodowanemu, było nienależyte obserwowanie drogi i zły dobór trasy pod trening kolarski. Skoro planował on przejazd przez określoną pętlę z dużą prędkością, powinien najpierw – dla własnego bezpieczeństwa – sprawdzić stan drogi. Ubytki, które są bezpieczne dla większości pojazdów o szerokim ogumieniu, mogą bowiem nie być takie dla rowerów o bardzo wąskich oponach.

Wyrok SA w Szczecinie z 12.04.2019, I ACa 996/16