Algorytm wyszukiwarki Google naruszył dobra osobiste? Na to pytanie odpowie SN

Wyszukiwarki internetowe to potężne narzędzia. W mgnieniu oka znajdują dziesiątki linków odpowiadających na pytanie zadane przez użytkownika sieci. Obok odnośnika do konkretnej strony otrzymujemy krótką informację o jej zawartości, tzw. snippet. Często jest to fragment poszukiwanego artykułu. Sąd Najwyższy wkrótce wypowie się, czy taka krótka notka może naruszać dobra osobiste. Wyrok poznamy 13 grudnia.

Uczciwy przedsiębiorca gangsterem?

Sprawę zainicjował przedsiębiorca Arkadiusz L. Pozwał on amerykańską spółkę Google LLC o ochronę swojego dobrego imienia oraz biznesowej renomy. Wniósł o zasądzenie 10 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia oraz – przede wszystkim – o usunięcie spornego odnośnika do jednej ze stron internetowych.

Po wpisaniu imienia i nazwiska powoda oraz miasta Olsztyn, popularna wyszukiwarka pokazywała bowiem link do prasowego artykułu wraz ze snippetem o treści „Bardzo biedny gangster. Przypadek powszechnie znanego gangstera”. Problem w tym, że słowa te odnosiły się do zupełnie innego człowieka. Owszem, powód występuje w linkowanym artykule, ale przedstawiono go tam wyłącznie w pozytywnym świetle – jako przedsiębiorcę, który podjął walkę z mafią w mieście.

Obecnie Arkadiusz L. prowadzi działalność polegającą na sprowadzaniu samochodów z USA. Z tego powodu dba o swój wizerunek uczciwego przedsiębiorcy. Ochrona dobrego imienia może być jednak w obecnym stanie rzeczy utrudniona. Często bowiem potencjalni klienci przed rozpoczęciem współpracy szukają w internecie informacji o kontrahencie. Możliwe więc, że komuś w oczy rzuci się powiązanie powoda ze słowem „gangster”.

Dwa sądy, dwie różne opinie

Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo z dwóch powodów. Po pierwsze, stwierdzono, że próżno doszukiwać się winy po stronie pozwanego. To bowiem wyszukiwarka automatycznie i na podstawie sieciowych algorytmów dopasowuje wyniki do wpisanego zapytania. Po drugie, zauważono, że przeciętny użytkownik internetu nie powiązałby Arkadiusza L. ze słowem „gangster”, gdyż po otwarciu linku i przeczytaniu artykułu poprawnie zrozumiałby stan faktyczny sprawy.

Sąd Apelacyjny zajął z kolei stanowisko odmienne w obydwu powyższych kwestiach. Uznał przede wszystkim, że to właściciel wyszukiwarki odpowiada za działanie algorytmów, a co za tym idzie za otrzymywane wyniki. Stanowisko to jest logiczne, gdyż to przecież pracownicy firmy Google tworzyli kod narzędzia i mają wpływ na sposób jego działania. Takie rozumowanie znajduje poparcie w orzecznictwie Europejskiego Trybunały Sprawiedliwości, który w wyroku z dnia 13 maja 2014 roku (I C 131/12) przesądził o istnieniu prawa do bycia zapomnianym, czyli o roszczeniu o usunięcie z wyników wyszukiwarki konkretnych informacji.

Ponadto wskazano, że przeciętny użytkownik sieci rzadko zagłębia się w treść artykułów i raczej poprzestaje na lekturze nagłówków. Szczególnie jeśli chce szybko dostać krótką i konkretną informację o danej osobie. Sąd II instancji odniósł się więc dość krytycznie do poziomu staranności typowego internauty.

Jaki jest przeciętny internauta?

Skargę do Sądu Najwyższego złożył pozwany. Jego główne zarzuty dotyczyły przyjętego przez Sąd Apelacyjny miernika staranności przeciętnego internauty. Zdaniem pełnomocnika skarżącego, taka osoba jest dostatecznie uważna i właściwie poinformowana. Nie wyciąga więc pochopnych wniosków z pobieżnej lektury niewielkiego wycinka materiału prasowego.

Według mnie, takie stanowisko – szczególnie w realiach niniejszej sprawy – nie zasługuje na aprobatę. Doświadczenie życiowe pokazuje, że, szukając ogólnych informacji o potencjalnym usługodawcy, większość osób raczej poprzestaje na danych najbardziej rzucających się w oczy. Nikogo bowiem nie interesuje szczegółowa biografia handlarza samochodami, lecz wyłącznie podstawowe informacje o jego rzetelności. Osób oferujących tego rodzaju usługi jest przecież wiele, więc przeciętny klient decyduje się na wybór przedsiębiorcy, co do którego już na pierwszy rzut oka nie ma żadnych wątpliwości.