Nieudzielenie pierwszej pomocy i źle udzielona pomoc – co za to grozi?

18 września 2019
/

Zapewne niemal każdy co najmniej raz przeszedł szkolenie z udzielania pierwszej pomocy. Jest to obowiązkowy element kursu na prawo jazdy, szkolenia BHP w pracy czy nawet lekcji PO w szkole. Przygotowanie teoretyczne nie zawsze jednak wystarcza. W obliczu prawdziwego zagrożenia strach paraliżuje nawet wykwalifikowanych ratowników. Mimo że uratowanie innej osoby wymaga odwagi, podjęcie pewnych działań w tym zakresie jest wymagane przez prawo. Co grozi za nieudzielenie pomocy? Co w sytuacji, w której osobie ratowanej zrobi się dodatkową krzywdę?

Nieudzielenie pierwszej pomocy jako pierwszeństwo

Obowiązek udzielenia pierwszej pomocy można wywieść z dwóch przepisów powszechnie obowiązującego prawa. Po pierwsze, jest to art. 162 §1 Kodeksu karnego, który penalizuje bierność w obliczu zagrożenia życia i zdrowia. Czytamy w nim, że:

Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Na postępowanie karne narazi się ten, kto nie udzieli pierwszej pomocy w przypadku zagrożenia utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Może tu chodzić o groźbę trwałego kalectwa, utraty słuchu, wzroku czy powonienia.

Kary uniknie osoba, dla której podjęcie się pierwszej pomocy stanowiłoby również realne zagrożenie. Nie jest więc konieczne wyciąganie poszkodowanego z płonącego pojazdu czy wejście do strefy zakażonej biologicznie czy chemicznie. Ponadto, zgodnie z §2 zacytowanego wyżej przepisu, przestępstwem nie będzie zaniechanie udzielenia pomocy, jeśli:

  • konieczne jest poddanie poszkodowanego zabiegowi lekarskiemu,
  • możliwa jest niezwłoczna pomoc ze strony osoby do tego powołanej, np. lekarza albo ratownika medycznego.

W orzecznictwie przyjmuje się też, że do wypełnienia obowiązku udzielenia pomocy najczęściej wystarczające będzie samo wezwanie służb ratunkowych. Sądy przyjmują, że od świadków zdarzenia nie można wymagać heroizmu. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach, nie musi wykonywać resuscytacji czy przenosić poszkodowanego w bezpieczne miejsce. Ważne jest, aby zatrzymać się na miejscu zdarzenia, ocenić sytuację i przedstawić ją w odpowiedni sposób dyspozytorowi pod numerem alarmowym.

Przeczytaj również:
Zgoda na jazdę z nietrzeźwym kierowcą jako przyczynienie się do powstania szkody

Obowiązek udzielenia pierwszej pomocy spoczywa na uczestniku wypadku

Drugim przepisem, wprost nakazujących udzielenie pierwszej pomocy, jest art. 44 ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Dotyczy on jednak wyłącznie osób, które uczestniczyły w wypadku drogowym. Czyli w zdarzeniu, w którym ktoś odniósł obrażenia wymagające leczenia przez okres dłuższy niż 7 dni. W ust. 2 pkt 1 wspomnianego przepisu przeczytamy, że:

Jeżeli w wypadku jest zabity lub ranny, kierujący pojazdem jest obowiązany ponadto:  1)  udzielić niezbędnej pomocy ofiarom wypadku oraz wezwać zespół ratownictwa medycznego i Policję.

Na mocy art. 44 ust. 3 obowiązek ten rozciąga się również na wszystkich innych uczestników wypadku. Są nimi pasażerowie pojazdu czy też piesi. Zachowanie się wbrew temu przepisowi stanowi wykroczenie, tak samo jak każde inne naruszenie norm ustawy – Prawo o ruchu drogowym.

Osoba udzielająca pomocy chroniona jest jak funkcjonariusz publiczny

Ustawodawca tak skonstruował przepisy dotyczące udzielania pierwszej pomocy, aby osoba niedoświadczona nie bała się podjąć tego trudnego zadania. W pierwszej kolejności trzeba tutaj zwrócić uwagę na art. 5 ust. 1 ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Czytamy w nim, że:

Osoba udzielająca pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy oraz podejmująca medyczne czynności ratunkowe korzysta z ochrony przewidzianej w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. z 2016 r. poz. 1137) dla funkcjonariuszy publicznych.

Oznacza to, że naruszenie nietykalności cielesnej ratownika-amatora traktowane jest tak samo jak napaść na policjanta. Sprawca takiego ataku może trafić do więzienia aż na 3 lata. Jest to niezwykle istotny przepis ochronny. Osoby udzielające pomocy bardzo często spotykają się bowiem z agresją ze strony poszkodowanego czy świadków zdarzenia. Wynika to z paniki, szoku czy stanu po spożyciu alkoholu albo środków odurzających.

Źle udzielona pierwsza pomoc

Osoba udzielająca pomocy nie poniesie odpowiedzialności za szkodę

Czasami zdarza się, że do udzielenia pomocy konieczne jest poświęcenie jakiegoś innego dobra. Może tutaj chodzić o zniszczenie ubrania czy wybicie szyby w samochodzie. Teoretycznie takie działanie stanowi uszkodzenie mienia. Za to powinien odpowiadać zatem sprawca. Ratownika-amatora chroni tutaj jednak art. 5 ust. 2 wspomnianej wyżej ustawy. Stanowi on, że:

Osoba, o której mowa w ust. 1 [osoba udzielająca m.in. pierwszej pomocy – dop. red.], może poświęcić dobra osobiste innej osoby, inne niż życie lub zdrowie, a także dobra majątkowe w zakresie, w jakim jest to niezbędne dla ratowania życia lub zdrowia osoby znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.

Przepis ten pozwala nie tylko na zniszczenie rzeczy należących do poszkodowanego, ale również na naruszenie jego dóbr osobistych. Może tu chodzić chociażby o cześć i godność. Oznacza to, że ratownik ma prawo rozebrać poszkodowanego. W normalnych warunkach z pewnością wiązałoby się to z ingerencją w jego prywatność. Dopuszczalne jest również pozbawienie wolności. Czasami osoba poszkodowana jest w szoku i chce opuścić miejsce zdarzenia. W takim wypadku można ją zatrzymać, nawet z użyciem siły.

Warto jednak zauważyć, że ratownik-amator nie jest chroniony bezwarunkowo. Trzeba zwrócić uwagę na przepis art. 757 Kodeksu cywilnego, gdzie czytamy:

Kto w celu odwrócenia niebezpieczeństwa grożącego drugiemu ratuje jego dobro, może żądać od niego zwrotu uzasadnionych wydatków, chociażby jego działanie nie odniosło skutku, i jest odpowiedzialny tylko za winę umyślną lub rażące niedbalstwo.

Oznacza to, że nikt nie będzie odpowiadał za szkodę wyrządzoną podczas czynności ratunkowych, jeśli będzie działał w dobrych intencjach i z zachowaniem pewnych elementarnych zasad. Nie jest tutaj oczywiście konieczne przestrzeganie specjalistycznych procedur ratowniczych. Te bowiem znają tylko profesjonaliści. Nie można jedynie działać w sposób, który już na pierwszy rzut oka jest nieprawidłowy. Za nieuprawnione może zostać chociażby uznane wybicie szyby w samochodzie bez uprzedniego sprawdzenia, czy nie da się ich otworzyć.

Co istotne, artykuł 757 Kodeksu cywilnego wyłącza również odpowiedzialność za nieumiejętne udzielenie pomocy. Jeśli ratownik-amator złamie poszkodowanemu żebra w czasie resuscytacji, nie odpowie za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu. Wyjątkiem jest sytuacja, w której nieprawidłowe działanie będzie umyślne albo w oczywisty sposób niezgodne z zasadami znanymi każdemu przeciętnemu człowiekowi.

Osoba udzielająca pomocy może liczyć na zwrot kosztów

Może również zdarzyć się tak, że osoba udzielająca pomocy poniesie jakieś koszty akcji ratowniczej czy inne straty. Może na przykład przekazać swoje ubranie zmarzniętemu poszkodowanemu, które to potem zostanie trwale pobrudzone krwią. W takiej sytuacji ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym przewiduje uprawnienie do żądania naprawienia szkody od Skarbu Państwa reprezentowanego przez wojewodę właściwego ze względu na miejsce powstania szkody.

Wspomniany już wyżej art. 757 Kodeksu cywilnego daje z kolei uprawnienie do żądania zwrotu uzasadnionych wydatków od poszkodowanego. Nawet jeśli udzielenie pierwszej pomocy nie odniosło pożądanego skutku.