Wysoki Sądzie, jestem matką! - opowiadania z sali sądowej

17 lipca 2018
/

Korytarz jest wypełniony po brzegi. Nawet ochroniarze nie wiedzą, jak ustawiać wchodzących, by móc się im dokładnie przyjrzeć. Pomimo lipcowej pogody przed drzwiami sali rozpraw czuć jedynie chłód. Kogo tym razem zaprosił do siebie sąd? Uważnie przyglądam się wszystkim. Tego chudego mężczyznę, nerwowo rozglądającego się wokoło? A może tę kobietę, która sprawdza, czy numer sali zgadza się z tym na wezwaniu?

- Sprawa Kps 268/17. Zapraszam! – donośny głos protokolantki skutecznie wyrywa nas z zadumy. Zainteresowani podnoszą się ociężale, wyczuwając, że coś się w końcu wyjaśni. Bo to chyba o to chodzi? Idziemy na Policję, do Prokuratury, żalimy, pozywamy, skarżmy po to, by coś się skończyło, by móc uporządkować sprawy w rodzinie, w firmie, na ulicy.

Drzwi się za mną zatrzaskują. Zwyczajna sala rozpraw – kilka ławek, mównica, stół sędziowski na podwyższeniu. A jednak na twarzach wezwanych rysuje się niepokój, pewnego rodzaju zakłopotanie – jakby przekroczyli granicę, jakby nie było odwrotu.

- Witam wszystkich serdecznie! Proszę usiąść! – stanowczo aczkolwiek zdecydowanie zaczyna sędzia, młoda kobieta o długich czarnych włosach swobodnie opadających na togę, purpurowy żabot i złotego orła. Manifestacyjnie poprawia łańcuch – Rozpoznana zostanie sprawa Pana Zdzisława Nowaka, oskarżonego o znęcanie się psychiczne oraz fizyczne nad matką Elżbietą Nowak w okresie od 01.01.2010 do 31.12.2016, tj. o przestępstwo z art. 207 § 1 KK. Na rozprawę stawił się oskarżony … - padają kolejne imiona i nazwiska świadków - członków rodziny, pokornie chylących głowę na zawołanie sędziego. A jednak do tego doszło. Wzywając Policję tego feralnego dnia, nie podejrzewali, że niedługo potem padną zarzuty. Chcieli go tylko uspokoić, ochronić starą kobietę przed napastnikiem. Ale w końcu to nasz wujek, brat, ojciec…

Sędzia wyprasza świadków na korytarz i swój wzrok kieruje w stronę pokrzywdzonej, schorowanej kobiety, oszpeconej podłużną blizną na czole.

- Poproszę Panią do barierki – ordynuje sędzia, badając postawę i ruchy staruszki.

- Kochana – zaczyna pokrzywdzona, dźwigając się z sądowych ław – niestety nie słyszę Pani. – ciężko wypuszczając powietrze z płuc, wymownie spojrzała na kobietę z orłem.

- Pani Agnieszko – natychmiastowo zareagowała sędzia, kierując uprzejme słowa do protokolantki – proszę przyprowadzić pokrzywdzoną do ławy.

Pod ramię staruszki wsuwa się energiczna ręka młodej kobiety, która - opuściwszy stanowisko przy komputerze – podbiegła do świadka.

- Przydałoby się jeszcze krzesło – zauważa sędzia, widząc jak wiele trudności sprawia starszej kobiecie pokonanie dystansu, jaki dzieli ławę sędziowską i mównicę.

Niewiele myśląc, złapałem ramę krzesła stojącego obok mnie na tyłach sali.

- Wysoki Sądzie, jeśli wolno mi pomóc – dałem o sobie znać, podnosząc krzesło.

- Dziękuję serdecznie Panu. Pani Agnieszko, Pan poda Pani krzesło. Proszę je ustawić przy pokrzywdzonej blisko ławy – sędzia posyła mi dyskretny uśmiech.

Staruszka co krok spoglądała na ławkę oskarżonych, skąd całą sytuację obserwował jej syn. Patrzył na matkę z nieskrywanym podejrzeniem, uważnie śledził każdy jej powolny ruch, jakby w nim zapisany był wyrok.

- Pani Nowak, przygotowano Pani krzesło. – kontynuowała swoje obowiązki przewodnicząca – Czy Pani mnie słyszy?

- Ta-ak – przytaknęła staruszka – ale to bardzo dla mnie trudne – spuściła wzrok, na tyle nisko by nie krzyżował się ze spojrzeniem syna.

- Proszę Pani, jako matce przysługuje Pani prawo do odmowy zeznań. Czy chce Pani z niego skorzystać? Rozumiem, że cała sytuacja jest dla Pani bardzo trudna – sędzia starała się łączyć formalizm i współczucie.

- Ah… - westchnęła matka – Ja nie wiem, jak … To jest dla mnie trudne – głos kobiety się załamał.

Na sali zapadła cisza, którą po chwili przerwał cichy jęk pokrzywdzonej. Pospiesznie wyjęła chusteczkę higieniczną z kieszeni, usiłując opanować fale emocji. Bezskutecznie, dyskretnie zaszlochała.

- Pani Nowak, proszę mnie posłuchać – sędzia wychyliła się za ławę, przesuwając na bok przeszkadzający jej łańcuch – nie musi Pani zeznawać. Prawo nie nakłada na Pani obowiązku. Stara się rozumieć Pani sytuację – słowa przewodniczącej wypełniało współczucie – jako sędzia mogę wiele, ale moje decyzje również mają swoje granice. Proszę mi zaufać.

Staruszka zdawała się w ogóle nie słuchać. Każde słowo sędziego upadało niepochwycone na akta. Zgniecioną chusteczką ocierała kolejne krople łez. Kobieta podniosła odważnie głowę i spojrzała na syna, kierując spojrzenie pełne bólu i trudu. Przewodnicząca czekała na decyzje pokrzywdzonej, która – odsłoniwszy nadgarstki i liczne zasinienia – delikatnie ujęła jej dłoń.

- Wysoki Sądzie, jestem matką! – urwała staruszka, głęboko oddychając – wstyd mi, że tutaj dzisiaj stoję. – słowa mieszały się ze szlochem – To mój syn – wskazała na ławę oskarżonych. – To prawda, co zostało powiedziane. Od lat mnie dręczył, wyzywał, bił! Ale to mój syn, Wysoki Sądzie, rozumie mnie Pani – to nie było pytanie. Sędzia spuściła wzrok, trzymając rękę w objęciach staruszki – 2 tygodnie temu miałam wypadek. Spadłam ze schodów, straciłam przytomność. Obudziła mnie sąsiadka, która pomogła mi wstać. Dlatego, Wysoki Sądzie, przychodzę dzisiaj w opatrunkach. Nikogo ze mną nie było. Młodszy syn ma swoją rodzinę, córka jest po operacji. Całe życie starałam się im wszystko dawać, nie zabiorę im teraz tego. Jedynie Zdzisław zdecydował się ze mną zostać, zanim zaczął pić – dławiące emocje powróciły a z nimi kolejne łzy, pospiesznie wycierane mokrą chusteczką. – Wysoki Sądzie, jestem matką – kontynuowała kobieta – a on – wskazując na oskarżonego – jest moją jedyną nadzieją, że nie zostanę sama, że drugi raz nie upadnę. Proszę go nie skazywać, proszę go nie zabierać. Proszę mnie zrozumieć – wolę ciężką starość z synem pijakiem niż samotność. Serce matki stać na wiele…

 

Historia wydarzyła się naprawdę. Zbieżność osób i nazwisk przypadkowa.