Wytyczne śmierci, czyli podstawy prawne kary śmierci

W obecnie obowiązującym polskim porządku prawnym nie ma możliwości skazania kogokolwiek na karę śmierci. Choć jest to informacja powszechnie dostępna i niebudząca wątpliwości natury normatywnej, warto zgłębić prawne fundamenty ferowania kary śmierci i jej wykonywania.

Materię prawną, która stanowi bazę poniższych rozważań, należy traktować jako regulacje historyczne, nieznajdujące dzisiaj żadnego zastosowania.

Kodeks karny z 1932 r.

Art. 37 KK zaliczał karę śmierci do kar zasadniczych – obok więzienia, aresztu oraz grzywny. Art. 38 natomiast określał wprost sposób wykonywania kary śmierci – przez powieszenie. Kara śmierci nie była więc traktowana „wyjątkowo”. Towarzyszył jej ten sam reżim, co w przypadku innych kar – skazać na śmierć można było tylko wtedy, gdy ustawa przewidziała taką karę za dany czyn. Nie wolno przy tym zapominać o sądowym wymiarze kary. Jeżeli przepis buduje sankcję w sposób „widełkowaty”, sąd nie ma całkowitej swobody orzekania w ustawowym zakresie kary. Musi zważyć poszczególne elementy przestępstwa oraz osobę sprawcy i na tej podstawie adekwatnie przesuwać sanacyjnym suwakiem.

Kodeks karny z 1969 r.

Tutaj kara śmierci zajmuje nieco inne miejsce w hierarchii kar. Nadal zaliczana jest do kar zasadniczych, ale ustawodawca poświęca jej odrębny paragraf. Art. 30 § 2 stanowi, że: karą zasadniczą o charakterze wyjątkowym, przewidzianą za najcięższe zbrodnie, jest kara śmierci. Taki zabieg legislacyjny sugeruje normatywną zmianę pojmowania kary śmierci. Zajmuje ona w systemie kar szczególne miejsce. Tylko jakie to ma znaczenie? Wciąż obowiązują te same reguły – orzec karę śmierci można tylko wtedy, gdy przepis szczególny taką sankcję przewiduje. Na znaczeniu nie traci również filtr sądowego wymiaru kary.

W czym więc należy upatrywać wprowadzenia treści art. 30 § 2? Można pokusić się o kilka tez, Pierwszą będzie ta o charakterze bardziej politycznym. Władzom państwa być może zależało na tym, by kara śmierci z pozoru jawiła się jako najwyższa i wyjątkowa sankcja, mimo iż nie znajdowało to odzwierciedlenia w przepisach szczególnych. Drugą tezą mogłoby być wprowadzenie kolejnej wytycznej do sądowego wymiaru kary. Wymierzając karę za np. zabójstwo, sąd – poza standardowymi testami miarkowania kary z art. 50 – powinien dodatkowo uwzględnić art. 30 § 2. To dawało mu kolejne argumenty za lub przeciw orzekaniu kary śmierci. Zabójstwo, które sądził, było niewątpliwie zbrodnią, ale miarkując, stwierdzał, że nie najcięższą. Trzecia teza – chyba najtrafniejsza – wiązać się będzie z ostatnią częścią artykułu.

Zasada zamiany

To określenie ukułem na potrzeby niniejszego artykułu. Opisuje mechanizm z art. 30 § 3 KK z 1969 r. Zgodnie z tym przepisem, za przestępstwo zagrożone karą śmierci oraz w innych wypadkach przewidzianych w ustawie można orzec karę zasadniczą dożywotniego pozbawienia wolności albo 25 lat pozbawienia wolności. Uważano to za nowatorski ukłon w stronę sędziów, którzy nie chcieli orzekać kary śmierci.

Z jednej strony mogli oni przed nią uciec, odpowiednio argumentując sądowy wymiar kary. Problematyczne jednak pozostawały przypadki zbrodni, w których nie było mowy o okolicznościach łagodzących. W takich sytuacjach linia orzecznicza i sądy odwoławcze mogły niejako „wymuszać” orzekanie kary śmierci. Sędziowie przeciwni tej sankcji napotykaliby problemy z sądowym wymiarem kary i jednym z jego składowych – pierwszeństwem sędziowskiego sumienia. Dlatego też ustawodawca dał możliwość zamiany – jeżeli przypadek podpadał pod karę śmierci, można ją było przekształcić w karę pozbawienia wolności. Rzeczywistość jednak kształtowała się swoimi drogami. Kara śmierci w Polsce była orzekana i wykonywana do końca lat 80. XX w.

Dla miłośników polskiego kina przygotowałem zapis porażającej sceny z Krótkiego filmu o zabijaniu w reż. K. Kieślowskiego. Proces Łazara toczył się bowiem na podstawie wspomnianych regulacji KK z 1969 r.

MEC. BALICKI: Przepraszam, Panie Sędzio! Wiem, że nie ma zwyczaju.

SĘDZIA: Nie ma. Fakt.

MEC. BALICKI: Chciałem spytać – już po wszystkim, czy nie miało znaczenia… Gdyby był adwokat starszy, ktoś o głośnym nazwisku, nie ja.

SĘDZIA: Żadnego.

MEC. BALICKI: To co mówiłem nie mogło… Może gdybym inaczej…

SĘDZIA: Pana przemówienie było chyba najlepszą mową przeciwko karze śmierci, jaką słyszałem od lat. A wyrok musiał być taki. Pan nie popełnił żadnego błędu – ani jako prawnik, ani jako człowiek. W trudnych okolicznościach, ale cieszę się, że Pana poznałem.

MEC. BALICKI: Do widzenia!

SĘDZIA: W tej sprawie może można sobie wyobrazić lepszego sędziego. To, co się stanie, obciąża mnie. Nie pociesza to Pana?

MEC. BALICKI:  Nie.