Czy zderzenie dwóch pieszych może zakończyć się mandatem?

25 kwietnia 2019
/

Pytanie zadane w tytule może wydawać się absurdalne. Piesi na chodniku przecież często na siebie wpadają, szczególnie w zatłoczonych centrach miast. Czy ktoś kiedyś słyszał, żeby takie zderzenie skończyło się wezwaniem policji i wystawieniem mandatu dla sprawcy? Zapewne nie. W teorii jest to jednak możliwe. Do takiej refleksji skłania ostatni przypadek potrącenia pieszej przez nastolatka jadącego wypożyczoną hulajnogą elektryczną.

Jazda hulajnogą po chodniku jest niebezpieczna

Korzystanie z hulajnóg elektrycznych oraz innego sprzętu tego typu z całą pewnością wymaga uregulowania prawnego. Na chwilę obecną urządzenia te nie są „pojazdami” w rozumieniu ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Osoby poruszające się nimi są zatem uznawane za pieszych. Główną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest możliwość (a wręcz obowiązek) jazdy hulajnogą po chodniku oraz po przejściu dla pieszych. Nie ma znaczenia fakt, że tego rodzaju sprzęt może być szybszy i groźniejszy dla „prawdziwych” pieszych niż rower.

Jak się okazuje, niebezpieczeństwo nie jest jedynie teoretyczne. Znane są już przypadki śmiertelnych potrąceń pieszych przez rozpędzonych użytkowników hulajnóg. Całe szczęście w Polsce nie było jeszcze takiego zdarzenia. W mediach opisano jednak pierwszy przypadek kolizji, która skończyła się dla osoby poruszającej się na własnych nogach krótkim pobytem w szpitalu. Została ona potrącona przez nastolatka poruszającego się na wypożyczonym elektrycznym jednośladzie.

Piesza potrąciła użytkownika hulajnogi?

Wydaje się oczywiste, że to on powinien zostać uznany za winnego. Korzystał ze sprzętu potencjalnie niebezpiecznego. Jechał szybko, przez co piesza nie zdążyła zareagować w porę. Poza tym użytkownicy hulajnóg są w zdecydowanej mniejszości. Wobec tego to raczej oni powinni dostosować się do innych osób korzystających z chodnika.

Jakże więc duże musiało być zdziwienie kobiety, kiedy policjanci przy szpitalnym łóżku wręczyli jej mandat w wysokości 50 zł. Zdaniem funkcjonariuszy piesza „nagle zmieniła pozycję”, a co za tym idzie, jest sprawcą kolizji. Jako podstawę prawną nałożenia kary wskazano art. 86 §1 Kodeksu wykroczeń, w którym czytamy, że:

Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny.

Konsekwencje kolizji pieszych

Oczywiście, nie będąc bezpośrednim świadkiem opisanego zdarzenia, trudno ocenić, kto tak naprawdę zawinił. Skoro policja wystawiła mandat i został on przyjęty, to należy założyć, że nie ma sporu co do sprawstwa. Nie to jest jednak najważniejsze. Sprawa ta pokazuje, że funkcjonariusze mają uprawnienia do podejmowania interwencji w przypadku „kolizji” pieszych na chodniku. Przynajmniej teoretycznie zderzenie dwóch spieszących się do pracy osób może dla jednej z nich skończyć się mandatem.

Wydaje się to absurdalne, ale nie da się ukryć, że wynika wprost z przepisów. Chodnik jest bowiem częścią drogi publicznej. Pieszy jest z kolei uczestnikiem ruchu, do którego stosuje się wszelkie normy zachowania na drodze. W teorii więc osoba poruszająca się po chodniku, rowerzysta czy kierowca samochodu mają taką samą szansę na otrzymanie mandatu za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym.

Skoro kobieta spacerująca po jednej z warszawskich ulic dostała mandat za potrącenie użytkownika hulajnogi, to w praktyce taka sama kara mogła ją spotkać za zderzenie się z innym pieszym. W tym z korzystającym wyłącznie z własnych nóg. Co istotne, do zakwalifikowania takiego zdarzenia jako wykroczenia nie jest konieczne stwierdzenie uszczerbku na zdrowiu czy zniszczenia mienia. Wystarczające jest samo potencjalne zagrożenie naruszenia chociażby nietykalności cielesnej.

Można sobie więc wyobrazić sytuację, w której osoba spacerująca po chodniku zostanie potrącona przez innego pieszego i zgłosi sprawę na policję. Co więcej, jeśli uzna, że dane zdarzenie jest wykroczeniem, będzie uprawniona do obywatelskiego zatrzymania jego sprawcy. W takiej sytuacji funkcjonariusze będą musieli pojawić się na miejscu i rozstrzygnąć, czyje zachowanie spowodowało zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu, a więc kto jest winny tej osobliwej kolizji. Zaskakujące? A jednak możliwe.