Biegaczka Caster Semenyi ma za dużo testosteronu. Musi zmniejszyć jego poziom

10 maja 2019
hello world!

Sportowy Trybunał Arbitrażowy w Lozannie (CAS) przesądził, że pochodząca z RPA biegaczka musi zastosować terapię farmakologiczną w celu zmniejszenia poziomu testosteronu w organizmie. Jeśli tego nie zrobi, może więcej nie wystartować w zawodach lekkoatletycznych jako kobieta. To ostateczny werdykt sportowych sądów. Pozostaje jedynie odwołanie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Caster Semenya zdominowała wszystkie swoje rywalki na dystansie 800 metrów. Jest dwukrotną mistrzynią olimpijską i trzykrotną mistrzynią świata. Nikt nie zdołał jej pokonać w ostatnich 29 biegach. Jej panowanie na światowych bieżniach rozpoczęło się w 2009 roku, kiedy miała jedynie 18 lat. Niektórzy uważają ją za wielki talent, inni natomiast mają zastrzeżenia co do jej kobiecości. Jako pierwsi takie oskarżenia wysunęli działacze IAAF tuż po premierowym znakomitym występie zawodniczki. Sprawę oprotestowało niemal całe społeczeństwo południowoafrykańskie, na czele z Nelsonem Mandelą. Ostatecznie jednak rację przyznano władzom lekkoatletycznej federacji.

Czy wysoki poziom testosteronu daje przewagę?

W sprawie ustalono, że biegaczka posiada syndrom DSD, czyli jest niejednoznacznie rozwinięta pod względem płciowym. Objawia się to hiperandrogenizmem polegającym na nadmiernym wydzielaniu męskich hormonów u kobiet. Konkretnie Caster Semenya ma w swoim organizmie testosteron na poziomie wyższym niż 5 nanomoli na litr krwi, czyli charakterystycznym dla mężczyzn. Zdaniem ekspertów powoduje to około 3% przewagi nad innymi zawodnikami w biegach na dystansie od 400 metrów do 1 mili.

Takie odchylenie od kobiecej normy nie spodobało się oficjelom. Zaczęli oni naciskać na biegaczkę z RPA oraz jej koleżanki z podobną przypadłością, aby poddały się terapii farmakologicznej w celu zbicia poziomu testosteronu. Caster Semenya na początku zgodziła się na leczenie, jednak po pierwszej sesji zmieniła zdanie. Stwierdziła, że taka jest jej natura i nikt nie ma prawa w nią ingerować. Zebrała zespół prawników, którzy rozpoczęli walkę o jej prawa. Starali się oni uargumentować, że nadmiar testosteronu nie powoduje w jej przypadku żadnej przewagi. Musieli konfrontować się z ekspertami, według których hiperandrogeniczki mogą dystans 800 metrów przebiec szybciej nawet o 7 sekund od swoich rywalek.

Pierwsza porażka od 29 biegów

Ostatecznie Trybunał Arbitrażowy rozstrzygnął sprawę na niekorzyść biegaczki. Musi ona wybierać między zakazem startów a terapią. Ocena tej decyzji jest niezwykle trudna. Można mieć duże wątpliwości co do jej zgodności z międzynarodowymi przepisami antydyskryminacyjnymi. Trudno bowiem zakazać startu w zawodach osobom, które przecież nie z własnej winy charakteryzują się pewnymi zaburzeniami hormonalnymi. Z drugiej strony można zrozumieć rywalki takich biegaczek, którym bardzo trudno jest w takich warunkach wygrać wyścig. Należy jednak zauważyć, że cała sprawa została wszczęta w związku z wątpliwościami działaczy, a nie innych zawodniczek.

Przy tej okazji trzeba jeszcze zwrócić uwagę, że w świecie sportu coraz częściej pojawiają się głosy na temat konieczności stworzenia kategorii open albo intersex w różnych dyscyplinach. Czy nie będzie to jednak stygmatyzować osób, które mają problemy z identyfikacją płciową? Z drugiej strony to nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy zawodniczki spotykają się z tego typu szykanami.  Już w 1967 roku MKOL zdyskwalifikował polską rekordzistkę świata w biegu na 100 metrów Ewę Kłobukowską, a to ze względu na stwierdzenie w jej DNA "męskiej" konfiguracji chromosomów. Dopiero po 25 latach przyznano się do błędu, jednak kobiety nie przeproszono do dzisiaj.

chevron-down
Copy link