Dawid Kownacki wygrywa z internetowym hejterem bez angażowania sądu

14 listopada 2018
/

Osoby znane nie mają łatwego życia. Jedno potknięcie opisane w mediach i rusza lawina hejtu. Piłkarze po każdym nieudanym meczu muszą mierzyć się z wieloma obraźliwymi komentarzami. Sfrustrowani i zawistni internauci nie przebierają w słowach. Myślą, że pozostaną anonimowi i bezkarni. Ostatnia sprawa reprezentanta polski Dawida Kownackiego pokazuje, że wcale tak być nie musi.

Hejt w Internecie to naruszenie dóbr osobistych

Piłkarz Sampdorii Genua stwierdził, że nie będzie biernie przyglądał się festiwalowi hejtu. Szczególnie, że jeden z obraźliwych komentarzy wyjątkowo go dotknął. Dotyczył bowiem jego najbliższej rodziny. Postanowił więc opublikować kontrowersyjny post i wystosować apel do jego autora. Mówiąc językiem prawniczym, wezwał internautę do zaniechania dalszych naruszeń dóbr osobistych, wystosowania przeprosin oraz zapłaty odpowiedniej kwoty na wskazany cel społeczny. Całe szczęście sprawa znalazła szybki i pozytywny finał. To pokazało, że nikt w sieci nie jest bezkarny. Warto też zawsze dążyć do polubownego zakończenia sporu.

Wezwanie zamiast pozwu

Niedługo po opublikowaniu przez sportowca nieformalnego wezwania, sprawca naruszenia dóbr osobistych rzeczywiście przeprosił i wpłacił wskazaną sumę na cel charytatywny. Bez negocjacji i wszczynania sądowego sporu. Dwie strony zachowały się w tym przypadku bardzo mądrze. Dawid Kownacki stwierdził, że nie będzie od razu angażował prawnika i organów wymiaru sprawiedliwości. Nie sporządził też żadnego formalnego wezwania. Nie jest to wcale częsta praktyka. Niektórzy poszkodowani w ogóle nie myślą o polubownym rozstrzygnięciu i od razu przenoszą sprawę na drogę procesową. Piłkarz chciał załatwić problem szybko, skutecznie i bez zbędnych kosztów oraz obciążeń dla zarzuconych wieloma sprawami sądów.

Lepiej się dogadać niż iść do sądu

Internauta z kolei zapewne stwierdził, że nie miałby żadnych szans w sądzie. Miał świadomość, że może zostać łatwo zidentyfikowany, mimo posłużenia się wyłącznie nickiem. Istnieje bowiem wiele narzędzi pozwalających ustalić numer IP urządzenia, z którego wysłano obraźliwy komentarz. Nie jest też trudno ustalić tożsamość osoby na podstawie zdjęcia, które internauta umieścił na swoim profilu w portalu społecznościowym. Po drugie, nie można mieć żadnych wątpliwości, że tekst zawierający wulgaryzmy i bezpośrednio obrażający konkretne osoby stanowi naruszenie ich dóbr osobistych. Chodzi tutaj o tak zwaną "cześć wewnętrzną", czyli godność. W związku z tym, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, sprawca naruszenia usłyszałby wyrok zobowiązujący go do opublikowania przeprosin oraz zapłaty.

Nie może więc dziwić, że wolał zakończyć sprawę polubownie. Dzięki temu nie musi płacić kosztów sądowych, które mogłyby wynieść nawet kilka tysięcy złotych czy wynajmować prawnika. Oszczędził sobie również stresu związanego z występowaniem przed sądem w charakterze pozwanego.

Polacy wciąż wolą się spierać

Polecam wszystkim takie ugodowe podejście do każdej spornej sprawy. Warto przynajmniej podjąć próbę polubownego zakończenia sporu. Widać wyraźnie, że mogą wyniknąć z tego bardzo istotne korzyści. Oszczędza się czas, pieniądze i zaangażowanie. Jednocześnie można dzięki temu odciążyć organy wymiaru sprawiedliwości, a co za tym idzie przyczynić się do szybszego rozpatrywania spraw, które z różnych przyczyn muszą trafić do sądu. Przewlekłość postępowań, która jest istotną bolączką polskiego sądownictwa, nie wynika bowiem wyłącznie z braków kadrowych, złej organizacji pracy czy złych przepisów. To w dużej mierze wina podejścia obywateli, którzy wciąż wolą się sądzić i spierać niż dogadać.

Autor zdjęcia: Roger Gor