Rzecznik Praw Pacjenta pyta SN po raz pierwszy. Chodzi o koszty sądowe

W 2018 roku Rzecznik Praw Pacjenta uzyskał nowe uprawnienie. Jest to możliwość wystąpienia do Sądu Najwyższego z wnioskiem o rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego. Czyli o dokonanie wykładni przepisów, które nie były dotychczas stosowane jednolicie. Istotne rozbieżności w sądowych wyrokach dostrzeżono w zakresie orzekania o kosztach sądowych w sprawach o zadośćuczynienie. Na czym dokładnie polega problem?

Niepokój Rzecznika – stojącego przecież po stronie pacjentów – budzą przypadki obciążania poszkodowanych obowiązkiem częściowego zwrotu kosztów procesu, mimo przegrania sprawy w pewnym zakresie wyłącznie z uwagi na trudności w ocenie wysokości należnego świadczenia. Teoretycznie przepisy dają taką możliwość niezależnie od przedmiotu procesu, jednakże w przypadku spraw o zadośćuczynienie takie decyzje sędziów wydają się niesprawiedliwe.

Podstawa zasądzenia kosztów procesu

Problem ten wiąże się z wykładnią przepisów kodeksu postępowania cywilnego. Zgodnie z jego art. 98:

Strona przegrywająca sprawę obowiązana jest zwrócić przeciwnikowi na jego żądanie koszty niezbędne do celowego dochodzenia praw i celowej obrony (koszty procesu).

Przepis ten jest jasny. Jeśli przegrałeś sprawę, musisz zwrócić przeciwnikowi poniesione przez niego koszty. Chodzi tutaj o wszystkie opłaty (od pozwu, apelacji, zażaleń), wynagrodzenia należne biegłym czy koszty zastępstwa procesowego przez radcę prawnego czy adwokata.

Często zdarza się jednak, że rozstrzygnięcie sądu nie jest zero-jedynkowe. Bywa tak, że sprawę wygrywa się jedynie w części. Zdarza się to często w sporach o odszkodowanie, zadośćuczynienie czy chociażby przyznanie kary umownej. Może być tak, że wysokość szkody okaże się przeszacowana przez powoda albo sąd uzna, że poszkodowany przyczynił się do jej powstania i obniży należną kwotę.

Zasadą jest stosunkowe rozdzielenie kosztów

W takiej sytuacji zastosowanie znajdzie art. 100 kodeksu postępowania cywilnego, gdzie czytamy, że:

W razie częściowego tylko uwzględnienia żądań koszty będą wzajemnie zniesione lub stosunkowo rozdzielone. Sąd może jednak włożyć na jedną ze stron obowiązek zwrotu wszystkich kosztów, jeżeli jej przeciwnik uległ tylko co do nieznacznej części swego żądania albo gdy określenie należnej mu sumy zależało od wzajemnego obrachunku lub oceny sądu.

Zasadą jest tutaj stosunkowe rozdzielenie kosztów, czyli przyznanie ich obydwu stronom proporcjonalnie do wyniku sprawy. Zdarza się też – w przypadku, gdy wynik sprawy to mniej więcej 50/50 – że sądy odpuszczają skrupulatne wyliczenia i wzajemnie umarzają koszty poniesione przez strony.

Pełny zwrot kosztów mimo przegranej

Podnoszony przez Rzecznika problem odnosi się do drugiej części zacytowanego przepisu. Daje on teoretyczną możliwość przyznania pełnego zwrotu kosztów podmiotom przegrywającym w części, jeśli określenie należnego świadczenia zależało w danej sprawie od oceny sądu. Tak jest właśnie w sprawach o zadośćuczynienie. Pacjenci poszkodowani przez błąd lekarski nie są w stanie precyzyjnie wycenić swoich cierpień. Żądają zasądzenia kwot wyliczonych niejako w ciemno, tylko na podstawie orzeczeń znalezionych w podobnych sprawach.

Obowiązek ustalenia ostatecznej sumy ciąży na sędziach, którzy muszą rozważyć wszystkie aspekty sprawy. Co istotne, nie dysponują żadnymi prawnymi normami, które pomagałyby obiektywnie wycenić krzywdę. Jedyny przepis dotyczący tej materii nakazuje zasądzenie zadośćuczynienia w wysokości "odpowiedniej", co nie mówi zbyt wiele.

Często zdarza się więc, że poszkodowani pacjenci przegrywają sprawy w pewnej części z powodu odmiennej niż pożądana sądowej oceny. Kwoty wskazywane przez nich w pozwach okazują się wygórowane, przynajmniej zdaniem sędziów. Zgodnie z ogólną zasadą nawet niewielka porażka powoduje utratę części kosztów sądowych. Z drugiej jednak strony, sądy w takiej sytuacji mogą zastosować wspomnianą drugą część art. 100 i pominąć fakt częściowej przegranej.

Problem polega na tym, że w praktyce bywa z tym różnie. Sądy raz stają po stronie pacjentów, a innym razem ściśle trzymają się ogólnej zasady stosunkowego rozdzielenia kosztów. W praktyce poszkodowani nie wiedzą czy mogą zaryzykować wystąpienie o zapłatę kwoty wyższej, czy muszą zachować daleko idącą powściągliwość. Poza tym rozbieżności w tym zakresie mogą być odbierane przez pacjentów po prostu jako niesprawiedliwość. Dlaczego jedni unikają obowiązku uiszczenia kosztów, a inni pozbawiani są części przyznanego zadośćuczynienia?

Najlepiej nie przesadzić w żadną stronę

Rzecznik Praw Pacjenta w swoim wystąpieniu przedstawił przeszło 20 wyroków sądowych, które pokazują istotne rozbieżności w tej materii. Jego zdaniem można tutaj mówić o naruszeniu konstytucyjnej zasady pewności prawa i zaufania obywateli do prawodawcy oraz wymiaru sprawiedliwości. W praktyce poszkodowani ani nie są w stanie oszacować wysokości należnego zadośćuczynienia, ani przewidzieć kierunku rozstrzygnięcia kosztowego w przypadku przegranej.

Być może orzeczenie Sądu Najwyższego rozstrzygnie tę kwestię na korzyść pacjentów. Póki co warto skrupulatnie podejść do formułowania żądań w zakresie zadośćuczynienia. Najlepiej nie przesadzić w żadną stronę. Wystąpienie z rażąco wygórowanym roszczeniem może skończyć się obowiązkiem zapłaty części kosztów drugiej stronie. Wskazanie w pozwie zbyt niskiej kwoty to z kolei ryzyko nieotrzymania świadczenia w odpowiedniej wysokości. Sądy nie mogą przecież wyjść ponad żądanie pozwu.