Krowa Penka skazana na śmierć. Przekroczyła granicę nielegalnie

Około cztery i pół tysiąca osób podpisało się pod petycją do Parlamentu Europejskiego, aby chronić i ocalić życie bułgarskiej krowy Penki. Życie Penki jest zagrożone ze względu na fakt, iż według przepisów unijnych naruszyła granicę.  Wobec powyższego według regulacji Unii Europejskiej powinna być zatem uśmiercona.

Liczba podpisów pod petycją wciąż rośnie - informuje w niedzielę 3 czerwca 2018 roku dziennik "Sega".

W zeszłym tygodniu sprawą krowy Penki żył niemal cały świat. To wszystko za sprawą reportażu bułgarskiej telewizji publicznej. Opowiadał on o krowie z granicznej wioski Kopiłowci na zachodzie kraju, która zabłądziła i znalazła się na terytorium Serbii. Po kilku dniach serbscy wieśniacy przywieźli ją z powrotem na granicę i została przekazana właścicielowi.

Bułgarskie władze sanitarne, które zabrały głos po nagłośnieniu sprawy - zarządziły, że na mocy regulacji unijnych zwierzę, które opuściło granicę UE i znalazło się ponownie na niej bez odpowiedniej kontroli sanitarnej i dokumentów, powinno być uśmiercone.

Dodatkowym dramatycznym elementem jest to, że Penka jest w ciąży i za trzy tygodnie ma rodzić.

Cały kraj stanął w obronie krowy, która jest zdrowa i niczym nie zaraziła się w ciągu krótkiego pobytu w Serbii, gdzie nie zanotowano obecnie żadnej epidemii.

Zagraniczne media szybko przejęły temat i w chwilę krowa Penka ze zwykłego zwierzęcia gospodarskiego zmieniła się w prawdziwą gwiazdę medialną. We wszystkich social mediach królują hasztagi #savepenka oraz #prayforpenka. Dosłownie wszędzie można przeczytać apele z różnych krajów Europy o ocalenie zwierzęcia.

Absurdalne przepisy

Sprawa nabrała politycznego wymiaru. W kampanię włączyły się brytyjskie media, podkreślając absurdalność unijnych regulacji i niezdolność brukselskiej biurokracji do reagowania zgodnie z konkretną sytuacją.

Brytyjski "Telegraph" stał się inicjatorem petycji do Parlamentu Europejskiego, a brytyjscy posłowie konserwatywni zwrócili się osobiście do przewodniczącego PE Antonio Tajaniego.

Do problemu odniósł się znany bułgarski dziennikarz i były deputowany Luben Diłow, który w swoim blogu napisał: "Wczoraj Londyn, dzisiaj Penka, jutro Włochy. Nie można bezkarnie opuszczać Unii Europejskiej!".

Sprawa dotarła do unijnego komisarza ds. rolnictwa Phila Hogana, który jednak odmówił komentarza.

Petycję w obronie krowy Penki wysłano nie tylko do PE, lecz i do Rady UE, której przewodnictwo obecnie sprawuje Bułgaria.

W odpowiedzi na zarzuty sanitarnej władzy właściciel krowy pokazał dokumenty po zbadaniu krowy przez weterynarza, udowadniające, że zwierzę jest zdrowe. Analogiczne dokumenty przekazały po zwrocie krowy serbskie władze.

Bułgarska Agencja ds. Bezpieczeństwa Żywności stanęła jednak na stanowisku, że unijnych regulacji należy przestrzegać.

https://www.bloomberg.com/europe