Czym są kruczki prawne?

MEFISTOFELES

Już dziś przy uczcie spełnię powinności
mnie przynależne jako twemu słudze;
wpierw tylko dla porządku, no — i dla pewności
o podpis proszę, przepraszam, że trudzę.

FAUST

Ach, cyrografu żądasz, pedancie, z uporem!
nigdyś nie spotkał człowieka z honorem? (…)
Ale pergamin, świat liter, pieczęci —
zmorą dla wszystkich, nikogo nie nęci;
słowo zamiera w piórze — wtedy panowanie
jedynie już przy wosku i skórze zostanie.
Czegóż, zły duchu, chcesz? — mów! spiżem czy marmurem
mam cię obdarzyć? pisać czym — dłutem czy piórem?

Literackie motywy paktowania z diabłem można mnożyć bez końca. Gasnące świece, cyrograf na byczej skórze i – rzecz jasna – krwawa pieczęć złożona pod pismem zdecydowanie niepochlebnie opisują cały proces zawierania umowy z Szatanem. Z pozoru niewinna igraszka niemalże zawsze kończy się tragedią dla darzonych sympatią literackich bohaterów. O sądnej godzinie na pergaminie pojawia się zapis, którego wcześniej nie było. Diabeł przebiegle włada terminologią prawniczą, wyszukuje zmyślne terminy, żongluje kruczkami prawnymi, by na końcu przesądzić o człowieczej doli. Przerażające, nieprawdaż? A może nadal aktualne? Owszem, nie ma świec, czarnych zasłon ani krwi w kałamarzu. Rzadko też bywa, by stroną umowy było wcielone zło. Za to jedno jest pewne – różnorodność i zawiłość postanowień umownych zawstydzić by mogły samego Szatana.

Kruczek to nie kruk

Wbrew obiegowej opinii słowo kruczek nie pochodzi od rzeczownika kruk. Owszem, zgodnie z zasadami języka polskiego możliwe jest skonstruowanie zdrobnienia, dodając do podstawy słowotwórczej kruk– sufiks –ek. Otrzymamy wtedy pieszczotliwe określenie ptaka, który w literaturze i mitologii pełnił niewdzięczne role zwiastuna śmierci czy choroby. Stąd zapewne infantylne kruczek łamie się na ustach, sugerując nam niewłaściwość formy czy słowotwórczy błąd. Skąd więc w polskiej mowie pojawiło się słowo kruczek, znajdując sobie poczesne miejsce w języku prawniczym?

Do źródeł

Musimy sięgnąć głębiej – do momentu, gdy pierwszy Polak sięgnął po niemieckie Krücke. Słowem tym określano podłużny przyrząd w kształcie haka. Mógł on być również wykorzystywany jako pogrzebacz czy narzędzie do chwytania przedmiotów. Wyobraźni pozostawmy więc potencjalne możliwości, jakie płynęły z jego użyteczności. Niedługo potem słowo Krücke na stałe wprowadza się do języka polskiego jako kruk czy jego zdrobnienie kruczek. Wyraz ten zostaje już wychwycony i skrupulatnie opisany w Słowniku języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego. Zgodnie z semantyką kruczek to pręt na końcu zakrzywiony, rodzaj haka, haczyka. Metaforyczne użycie tego sformułowania doprowadzi do nadania temu słowu zgoła nietypowego znaczenia, a mianowicie wybieg prawniczy, wykręt. Chodzi więc o takie wykorzystanie zawiłości prawnej, które pozwoli złapać adwersarza i jednostronnie narzucić mu warunki działania. Nic więc dziwnego, że kruczek prawny nabrał pejoratywnego znaczenia, bliskiego podstępowi czy cwaniactwu.

Ty rabulisto!

Analizując językowe podróże słowa kruk, natknąłem się na nieznane mi wcześniej określenie – rabulista. Oznacza ono krętacza, człowieka, który ‚specjalizuje się’ w wyszukiwaniu kruczków prawnych. Słowo pochodzi od niemieckiego Rabulistik, a to z kolei od łacińskiego rabula, czyli krzykacz, gaduła. Mamy więc kolejny wyraz o negatywnym wydźwięku, który kruczki prawne przedstawia nie jako neutralnie ujmowane zawiłości prawne, wymagające niekiedy pogłębionej analizy, ale jako intencjonalne negatywne działania, mające na celu przede wszystkim pokonanie przeciwnika. Niezwykle trudno więc dopatrzeć się w rabulistyce siostry erystyki czy retoryki. Ta pierwsza bowiem już od czasów starożytnych traktowana była jako sztuka – umiejętność prowadzenia sporów. Upatrywano w niej dar dobierania i forsowania argumentów. Retoryka zaś kładła nacisk na sam akt wypowiadania się, wygłaszania przemów, sztuki wymowy – niekoniecznie w sporze z inną osobą.

Inni mają triki i Umgehungi

Rzecz jasna kruczka prawnego nie można swobodnie przetłumaczyć na inny język. Jest to określenie o nazbyt zawoalowanej i skomplikowanej etymologii. Proces formułowania się metaforycznego haka prawnego obejmował nie tylko okres zapożyczenia i przyjmowania się germanizmów, ale także przemiany znaczeniowe. Nierealne jest więc wystąpienie takiego samego układu w innych kręgach kulturowych i czasowych. Dlatego też z przyjemnością śledziłem próby przetłumaczenia polskiego kruczka prawnego. Oto, co udało mi się uzyskać:

Język obcy Tłumaczenie
angielski – zazwyczaj legal tricks

– również circumventions of the law

­– ponadto unique laws

niemiecki – o dziwo Umgehung der Gesetze (obejście ustawy)

– zwyczajne rechtliche Trick

francuski – trafnie le détournement de la loi (zawirowanie prawne)

– niemniej trafnie les astuces jouridique (sztuczki prawne)

rosyjski обход норм , czyt. obchod norm – (obchodzenie norm)
włoski – ciekawie l’eludere leggi (ucieczka prawa)

– podejrzanie cavilli legali (luki prawne)

hiszpański – nietypowo la elusión de la ley (obejście prawa/unikanie prawa)

– zwyczajnie trucos legales (sztuczki prawne)

Cóż, jak widać – tłumaczyć każdy może, trochę lepiej i trochę gorzej. Najwięcej zastrzeżeń budzą tłumaczenia w stylu obejście prawa czy unikanie (luki) prawa. Zastanawiając się nad znaczeniem polskiego kruczka prawnego, miałem wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie. Znalezienie haka prawnego na przeciwnika polega moim zdaniem właśnie na działaniu zgodnie z prawem (być może na granicy), ale w sposób wyszukany, nieprzeciętny, przebiegły.

Zgodnie z polskimi przepisami (art. 58 § 1 KC) czynność prawna mająca na celu obejście prawa jest nieważna (chyba że można uzupełnić treść czynności normą ustawową). Bez względu więc na podstawę działania czy z pozoru słuszny cel, jeżeli dojdzie do sporu prawnego i sąd uzna, że czynność prawna zmierzała do obejścia prawa, unieważni ją i nie udzieli potrzebnej ochrony. Dlatego też – moim zdaniem – wyszukiwanie kruczków prawnych nie polega na wymyślaniu podstaw prawnych czy omijaniu prawa. Wręcz przeciwnie – strony procesowe mierzą swoje siły i różnymi sposobami próbują obalić twierdzenia przeciwnika, podrzucając coraz to ciekawsze artykuły i ich interpretacje.

A więc podpisywać czy nie?

Trochę inaczej sprawa wygląda z umowami. Jeżeli ustawa usuwa się w cień i pozwala stronom na swobodne negocjacje, sznur zobowiązania jest zawsze napięty, a strony starają się go przeciągać na swoją stronę. Nietrudno więc w przypadku złożonych umów, np. kredytowych czy ubezpieczeniowych, najczęściej zawieranych w postaci adhezyjnej, zapatrzeć się na swoje prawa i nie zauważyć, że druga strona niestrudzenie kreśli kolejne postanowienia drobnym drukiem. To pierwszy krok do nieporozumienia. Skomplikowane umowy (gotowe wzorce) zazwyczaj są pełne różnego rodzaju zapisów, których zlekceważenie może być brzemienne w skutkach. W takich sytuacjach myślę, że kruczkiem prawnym możemy nazwać nie tylko przepis ustawowy, ale również postanowienie umowne – przemycone przez negocjatora albo pominięte przez drugą stronę. Jeżeli ustawa nie zakazuje takiej regulacji umownej, złożenie podpisu pod umową zrodzi po stronie obowiązki doniosłe w sferze prawa. A to oznacza, że żarty się skończyły.

Cyrograf na bawolej skórze

Umowa to nie pakt z diabłem, ale bardzo profesjonalna i – naprawdę – bezpieczna forma porządkowania relacji w społeczeństwie. Jeżeli strony podchodzą rzetelnie do negocjacji, rezultaty zazwyczaj są w pełni zaplanowane i kontrolowane. Problemy pojawiają się, gdy zabraknie czujności i odwagi negocjacji, gdy potrzeba weźmie górę nad rozwagą. Wtedy zazwyczaj okazuje się, że sąd już dawno zaczął procedować, a wizytówki prawników jakimś dziwnym trafem same wpadają w ręce. Rozpoczyna się tym samym żmudny okres naprzemiennych ataków i obrony, sięgania po zgodny zamiar stron i cel umowy, orzecznictwo sądów z całej Polski oraz – rzecz jasna – stanowiska doktryny. I to wszystko przez tajemniczą postać, która podsuwając nam pod nos zdobione kaligrafami pergaminy, delikatnie potrąciła ręką kałamarz wypełniony czerwonym atramentem.