Poczytaj mi, Wysoki Sądzie!
Sąd, w trybie art. 391 § 1 KPK, postanawia ujawnić…
Tego przepisu się nie kojarzy – ten przepis się zna! Na jego dźwięk strony zasiadający w ławach pokornie chylą głowy, by na kilka minut wsłuchać się w głos przewodniczącego odczytującego kolejne partie kart z akt sprawy. Zdaniem doktryny – znacząca instytucja w postępowaniu dowodowym, dla obecnych na sali – pomyłka ustawodawcy.
… karta 372-374. Następnie zeznania świadka złożone w dniu…
Dla laików scena jak z kabaretu! Świadek podchodzi do mównicy, sąd załatwia formalności, po czym głosem pełnym patosu pyta: Co jest Panu wiadome w tej sprawie?. Rzecz jasna nic… Bo ileż razy jesteśmy świadkami podejrzanych sytuacji, wypadków komunikacyjnych czy (ba!) nic nieznaczących z pozoru zdarzeń? Ale to nie koniec – przewodniczący, widząc zakłopotanie świadka, ponawia pytanie, informując, że sprawa dotyczy wydarzeń sprzed … np. 5 lat. W tym okresie świadek może mieć za sobą już kilka wizyt w sądach, a myślę, że nawet jakieś zatarcie wchodzi w grę. Powiemy – absurd! Na głupie pytanie sędziego winna paść głupia odpowiedź świadka, ale sąd to sąd – musi mieć fakty, a o nie najczęściej bardzo trudno.
… karta 587-588. Następnie zeznania świadka z dnia…
Świadek się nie stawia, obrońca wnosi o dyżur, nie ma sali itd… to tylko kilka powodów, dla których sprawy w sądach toczą się po kilka lat. Na ławę trafiają już przecież komplety dokumentów, przygotowanych przez prokuratorów w toku postępowania przygotowawczego. A ile ono trwało? Tyle, ile potrzeba. Najgorzej jest ze skomplikowanymi sprawami – podczas śledztwa bada się szereg różnych tropów, po to, by właściwie wytypować podejrzanego. Świadkowie zeznają niekiedy po kilka razy, nierzadko sprzecznie. Można pokusić się o konfrontację, ale nie oszukujmy się – to niewiele da. Kolejna poszlaka – kolejne dowody, coraz bardziej zawiłe, coraz bardziej mętne.
Czy świadek podtrzymuje treść złożonych zeznań?
Zatem w czym tkwi w problem? W czasie? Częściowo na pewno, ale nie można wymagać od prokuratorów, by morderstwa „trzaskali” hurtem. W ilości spraw? No cóż, społeczeństwo to nie kostka Rubika. W przepisach prawa? Otóż to, a nawet głębiej, bo w doktrynie. Zgodnie bowiem z zasadą bezpośredniości w postępowaniu karnym organ orzekający winien zapoznać się naocznie z osobowymi źródłami dowodu, wysłuchać świadków, wypytać biegłych, poobserwować, zadać pytania. Trzeba zweryfikować ich postawę, barwę głosu, ocenić prawdomówność, a w końcu – nadać (lub nie) walor wiarygodności.
Wysoki Sądzie, ciężko mi stwierdzić. To było 7 lat temu…
Zasada bezpośredniości ma swój cel i swoje metody. Nie można zmusić sędziów, by orzekali jedynie na podstawie przesłanych protokołów, których wiarygodność da się stwierdzić kolorowymi zakreślaczami. Potrzeba człowieka! Hominem quero! Ale co w sytuacji, gdy on nic nie pamięta? Przywitać, sprawdzić formalności, podziękować i oddalić? Proszę się przedstawić i usiąść? Z pomocą przyszedł ustawodawca, który na podstawie kilku przepisów umożliwia sądowi odczytanie protokołów zeznań, złożonych uprzednio przez świadka w toku postępowania. Dzięki temu na sali uzyskuje się w pewnym sensie surogat zeznań. Czy to wystarcza? Musi.
Poproszę świadka do ławy. Sąd postanawia okazać świadkowi akta sprawy w zakresie odczytanych zeznań celem weryfikacji wiarygodności złożonego podpsiu. Czy to Pański podpis? Czy Pan potwierdza te zeznania?
Sąd, rzecz jasna, nie robi tego bezinteresownie. Strony przecież mogą obserwować świadka – możliwe, że pamięć powróci, a z nią szereg wątpliwości. Rzeczywistość jest zgoła odmienna… podsądny zaniepokojony wysłuchuje protokołów, a strony beznamiętnie porządkują mobilnie prywatne sprawy, analizując kolejne numery akt. I w taki oto sposób zaczyna się i kończy zasada bezpośredniości. Z aksjologicznej podbudowy upada do stóp nieprzebłaganej praktyce. Człowieka znaleziono, sprawa w toku, tylko pamięć już nie ta… niekiedy nie ten sam sąd… już nie ten sam kalendarz.
A mam inne wyjście?





