Martwe dziecko znalezione w kartonie przy drodze - "Chłopiec z pudełka"

5 listopada 2018
/

Chłopiec mógł mieć 4 lata, może trochę więcej. Jego życie zakończyło silne uderzenie w tył głowy. Sprawca wrzucił go do kartonu po dziecięcej kołysce i zakrył kocem. Tak zapakowane ciało pozostawił przy drodze. Od tego makabrycznego wydarzenia minęło ponad 61 lat. Nadal nie udało się odkryć, kim był "Chłopiec z pudełka" i dlaczego musiał umrzeć.

"Chłopiec z pudełka"

Chłopiec został znaleziony w lutym 1957 roku. Miejscem jego spoczynku była okolica jednej z filadelfijskich dróg. Nie miał na sobie ubrań, a jego nagie ciało było przykryte kocem. Wszędobylskie siniaki i widoczne niedożywienie wyjaśniały, że cierpiał przed śmiercią. Głowa była ogolona maszynką fryzjerską, niedokładnie. Widocznie sprawca bardzo się spieszył. Jego celem było prawdopodobnie utrudnienie identyfikacji dziecka.

Podczas oględzin zwłok znaleziono na ciele także kilka charakterystycznych blizn. Było ich siedem. Pierwsza, którą można było dostrzec, znajdowała się na podbródku, kolejna na łokciu. Najstraszniejsze były te na klatce piersiowej i pachwinie. Strach nie bił od ich wyglądu, ale od ich przesłania. Świadczyły, że na chłopcu były przeprowadzane operacje.

Ślady na lewej kostce z kolei podpowiadały, że dziecko mogło być także poddawane transfuzji krwi. W najlepszym wypadku świadczyło to o częstej hospitalizacji, w najgorszym o nielegalnych eksperymentach. Prawa dłoń i stopy były pomarszczone. Wyglądało to tak, jakby przed śmiercią lub chwilę po niej wskazane części ciała znajdowały się w wodzie. Nie udało się ustalić jednak, kiedy nastąpił zgon. Przez wzgląd na niskie temperatury powietrza wskazanie czasu śmierci wahało się w granicach od 2 dni do 2 tygodni.

Rozpoczęcie śledztwa

Dla filadelfijskich śledczych sprawa śmierci "Chłopca z pudełka" stała się priorytetowa. Funkcjonariusze przygotowali masę ulotek, które opisywały chłopca i okoliczności jego śmierci. Odważnym i dość kontrowersyjnym elementem rozdawanych dokumentów były fotografie martwego dziecka. Taki widok może skruszyć nawet najtwardsze osoby. Być może zamiarem policji było zadziałanie na emocjach zabójcy, w którego ręce wpadnie obraz tego, co uczynił?

Policyjna ulotka informacyjna

Policyjna ulotka informacyjna

Prócz rozdawania ulotek, funkcjonariusze zajmowali się analizą miejsca zbrodni. Śledczy próbowali także ustalić, dlaczego doszło do tak makabrycznej zbrodni.

Karton, w którym spoczywało ciało chłopca, poddano badaniu. Okazało się, że jest to opakowanie po dziecięcej kołysce. Nie znaleziono odcisków palców, jednakże dało się wyczytać kilka informacji na temat miejsca jego pochodzenia.

Dzięki temu policjanci z Filadelfii dowiedzieli się, gdzie i kiedy produkt mógł zostać kupiony. W sklepie J. C. Penney Co. Spotkało ich jednak rozczarowanie. Placówka nie prowadziła dokumentacji klientów, a każdy towar był wydawany za gotówkę. Uniemożliwiło to podążanie dalej tropem dziecięcego wózeczka.

Koc, w który owinięty został martwy chłopiec także nie miał znaków szczególnych. Popularny wzór, brak odcisków palców, pospolita tkanina. Mógł zostać kupiony wszędzie.

Żadnych śladów

Mimo potężnego zaangażowania funkcjonariuszy nie udało się osiągnąć żadnych zadowalających efektów śledztwa. W przypływie desperacji, miejscowi policjanci zdecydowali się ubrać zwłoki chłopca w klasyczną na tamte lata odzież i wykonać mu parę fotografii. Celem miało być odświeżenie pamięci miejscowej ludności. Nikt się jednak nie zgłosił. Śledczy nie dostali też żadnej informacji o zaginionym dziecku.

41 lat po znalezieniu ciała dziecka zdecydowano się skorzystać z nowoczesnej technologii badania DNA. Ciało chłopca ekshumowano, a jego materiał genetyczny został pobrany do analizy. Okazało się, że próbka pochodząca z jego zębów nie wytrzymała próby czasu i niemożliwe było uzyskanie wyniku decydującego.

Przepowiednia losu zabójcy?

Jeden z funkcjonariuszy, niejaki Remington Bristow w poszukiwaniu zabójcy dziecka popadł w obsesję. Nawet w czasie wolnym i przy wykorzystaniu prywatnego budżetu poszukiwał prawdy na własną rękę. W pewnym momencie udał się nawet do jasnowidza z prośbą o wskazanie drogi poszukiwań. Ten zgodził się pomóc i w przypływie duchowej ekstazy zdradził mu domniemane miejsce zamieszkania zabójcy. Co ciekawe, Bristow znalazł dom, który odpowiadał wizji. Ważne dla sprawy jest to, że dom stał nie dalej niż 2,5 km od miejsca znalezienia ciała dziecka.

Nieruchomość była własnością rodziny Nicoletti. Sami właściciele nie mieszkali już w tym budynku, jednakże jeszcze 3 lata przed odkryciem Bristowa (1957 rok, czas śmierci "Chłopca z pudełka") prowadzili oni w tym miejscu dom zastępczy dla sierot. Na miejscu znaleziono kołyskę dziecięcą, praktycznie identyczną z tą znalezioną na miejscu zbrodni. Wtedy też pojawiła się teoria, że dziecko było nieślubnym dzieckiem przybranej córki właściciela domu.

Całość podejrzeń podsycił fakt, że mężczyzna, którego typowano na potencjalnego zabójcę, nie zgodził się na badanie wykrywaczem kłamstw. Przez wzgląd na brak wystarczających dowodów niemożliwe było wytoczenie oskarżenia, a sprawa ucichła. Sam funkcjonariusz Bristow był jednak przekonany, że to właśnie w tym domu dokonano zabójstwa dziecka. Nie zmienił swojego zdania aż do swojej śmierci w 1993 roku. Jest to do dziś najbardziej prawdopodobna opcja. Późniejsze przesłuchania rodziny Nicoletti z 1998 roku nie przyniosły jednak żadnych zmian, a oficjalnie uznano ich za niezwiązanych ze sprawą.

Wychowywany na dziewczynkę - inne hipotezy śmierci chłopca

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych hipotez dotyczących "Boy in the box" jest ta, która określa go jako wychowywanego na dziewczynkę. Zwolennicy podkreślali, że właśnie przez to znaleziono go z ogoloną głową, a nikt nie potrafił go zidentyfikować.

W kolejnej teorii "Chłopiec z pudełka" miał na imię Steven Craig Damman i zaginął w 1955 roku (2 lata przed odkryciem ciała w kartonie). Dziecko uprowadzono z hipermarketu. Szybko obalono tą wersję wydarzeń. Wskazany z imienia i nazwiska chłopiec rzeczywiście zaginął, jednakże nie mógł być tym, którego znaleziono przy filadelfijskiej drodze. "Chłopiec z pudełka" nie miał złamanej ani jednej kości. Lekarze potwierdzili, że nie doznał takiego urazu w całym swoim życiu. Natomiast Steven przed zaginięciem uległ wypadkowi i złamał rękę.

W 2002 roku na policję zgłosiła się kobieta, która oskarżyła o zabójstwo dziecka swoją własną matkę. Zdaniem kobiety, jej rodzicielka w 1954 roku zamierzała kupić noworodka od jego biologicznych rodziców. Po dokonaniu "transakcji" miała znęcać się nad nim zarówno fizycznie jak i psychicznie. Zgodnie z tą teorią, "Chłopiec z pudełka" miał na imię Jonathan i był upośledzony umysłowo. Nie potrafił też mówić. Zdaniem kobiety, jej matka przetrzymywała to dziecko w piwnicy, gdzie panowała ciemność, brud i zimno. Na koniec miała go uśmiercić. Najstraszniejsze w tym wszystkim jest to, że kobieta opowiadając całą historię opierała się o szczegóły, które umacniały jej wiarygodność.

 

Cały opis chwil sprzed śmierci dziecka opowiadała z perspektywy osoby biorącej udział w całym wydarzeniu. Potwierdziła, że widziała jak matka obcinała włosy i paznokcie chłopcu przed wywiezieniem go z miejsca zbrodni. Oświadczyła także, że pomagała jej zapakować ciało do kartonu i przewiozła je do lasu przy drodze. Nie udało się potwierdzić tej wersji. We wskazanej piwnicy nie odkryto żadnych śladów świadczących o popełnieniu zbrodni. Ze względu na to, że kobieta leczyła się psychiatrycznie, ostatecznie uznano całą historię za zmyśloną.

"Chłopiec z pudełka" - miejsce spoczynku

Dziecko pochowano na cmentarzu Ivy Hill w Filadelfii. Na nagrobku widnieje napis: "Nieznane Dziecko Ameryki". W uroczystościach pogrzebowych wzięło udział bardzo wiele ludzi, w tym także policjanci prowadzący sprawę od samego początku. Sprawa "Chłopca z pudełka" trwa już ponad 60 lat i zalicza się do największych amerykańskich zagadek kryminalnych.

Pogrzeb "Chłopca z pudełka"

Pogrzeb "Chłopca z pudełka"

 

Źródło: americasunknownchild.net

Źródło zdjęć: americasunknownchild.net