Czy to już koniec reprywatyzacji?

2 listopada 2018
/

Słynna na cały kraj Komisja do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich zajmuje się badaniem nieprawidłowości w postępowaniach dotyczących zwrotów gruntów spadkobiercom ich przedwojennych właścicieli. Chociaż to polityczne gremium rozpoznaje wyłącznie sprawy stołeczne, problem reprywatyzacji dotyczy niemal całej Polski.

W ostatnich dniach głośno jest o sprawie roszczeń następców prawnych rolniczego rodu do znacznej części obszaru obecnych gmin Michałowice i Raszyn (pod Warszawą). Zgodnie z wyrokiem NSA z 22 października 2018 roku, mieszkańcy mogą spać spokojnie.

Co to jest reprywatyzacja?

O reprywatyzacji można byłoby napisać doktorat. I to pewnie nie jeden. Przepisy regulujące tę problematykę są niezwykle skomplikowane. To samo można powiedzieć o metodach stosowanych przez handlarzy roszczeń.

W telegraficznym skrócie, przez reprywatyzację rozumie się zwrot nieruchomości osobom (a właściwie ich spadkobiercom). Osoby te w przeszłości straciły prawo własności. Stało się tak dlatego, że władze komunistyczne, tuż po wojnie, postanowiły przejąć niemal wszystkie grunty. Oficjalnym celem – przynajmniej w Warszawie – było umożliwienie włodarzom swobodnego i szybkiego odbudowania zniszczonego miasta. Sytuacja ta miała być jednak przejściowa. W przepisach przewidziano więc późniejsze zwroty.

Wydaje się sprawiedliwe, aby osoby pozbawione swojej własności przez obce władze komunistyczne miały szansę ją odzyskać. Problem w tym, że w związku z upływem czasu praktycznie wszyscy byli dysponenci gruntów zmarli. Przed śmiercią natomiast nie interesowali się prawem do zwrotu. Taki stan rzeczy spowodował, że nieuczciwi biznesmeni zwietrzyli swoją szansę na wzbogacenie się. Zaczęli poszukiwać spadkobierców byłych właścicieli. Kupowanie roszczeń zwrotowych od nieświadomych osób było na porządku dziennym. Dochodziło nawet do fałszowania różnych dokumentów w celu wykazania swoich praw do gruntów. Stąd właśnie wziął się cały problem reprywatyzacyjny.  Sprawa została nagłośniona.

Spadkobiercy chcieli odzyskać 168 hektarów ziemi

Nie wszystkie komplikacje wynikają jednak z działań oszustów. Zwrot gruntu należącego od 70 lat do skarbu państwa czy samorządu istotnie zaburzyłby utrwalony już stan rzeczy. Mogłoby się okazać, że szkoły, przedszkola, szpitale czy kościoły, leżące na terenie danej gminy, zostaną zburzone po przekazaniu ich w prywatne ręce. Taka wizja jawiła się właśnie mieszkańcom Michałowic i Raszyna.

Naczelny Sąd Administracyjny zbadał 29 skarg mieszkańców Michałowic, gminy Raszyn czy nawet Rzecznika Praw Obywatelskich. Złożono je na orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Sąd utrzymał w mocy decyzję ministra rolnictwa i rozwoju wsi w przedmiocie zwrotu 168 hektarów ziemi spadkobiercom byłych właścicieli. W Michałowicach są to przede wszystkim tereny zajęte pod budynki użyteczności publicznej oraz rynek. W Raszynie większość stanowią drogi.

Od rozstrzygnięcia NSA zależał więc w praktyce przyszły kształt całych dwóch miejscowości (albo stan gminnych kas w przypadku wydania decyzji odszkodowawczych). Nie może więc dziwić pewien fakt. Aż 29 podmiotów złożyło swoje zastrzeżenia. Na rozprawę przybyły tłumy mieszkańców. Na sądowych korytarzach pojawiły się telebimy. Po przedstawieniu swoich argumentów przez uczestników postępowania sąd wydał wyrok. Był on korzystny dla skarżących.

NSA po stronie interesu publicznego

Uznano, że minister oraz WSA całkowicie błędnie ocenili odebranie przez komunistów nieruchomości przedwojennym właścicielom jako dokonane z naruszeniem prawa. Naczelnego Sądu Administracyjnego nie przekonał pewien argument. Chodzi o wywłaszczenie, które miało następować na podstawie dekretu o gruntach rolnych, natomiast decyzję wydawano w czasie, gdy sporna ziemia była już przeznaczona w planach na cele budowlane. Właśnie w tym dopatrywano się na poprzednich etapach postępowania uchybień komunistycznych organów. Z tego względu w I instancji utrzymano decyzję zwrotową.

Trudno było uznać takie rozumowanie za nielogiczne. Wywłaszczenie nieruchomości budowlanej na podstawie przepisów o gruntach rolnych wydaje się być błędne. Dlatego nie spodziewano się, że NSA wyda wyrok korzystny dla mieszkańców gmin. Okazało się jednak, że sąd nie stanął po stronie spadkobierców osób. Pozbawiono je prawa własności przeszło 70 lat temu.

Zdecydowano się ostatecznie przedłożyć interes publiczny nad prywatnym. Przesądzono, że ważniejsze jest zachowanie utrwalonego stanu prawnego. Zaspokojenie roszczeń pokrzywdzonego rodu okazało się mniej ważne. Powołano się przy tym na wypowiedź Trybunału Konstytucyjnego. Wskazał on, że „intencją ustawodawcy było przeznaczenie na cele reformy rolnej nieruchomości lub ich części, które są – lub mogą być – wykorzystane do prowadzenia działalności wytwórczej w rolnictwie".

Można było więc odebrać nieruchomości formalnie zarejestrowane jako budowlane. W praktyce jednak nadawały się one do rolniczego wykorzystania.

To może być koniec reprywatyzacji

Zdaniem komentatorów to orzeczenie pokazuje obecne podejście NSA do kwestii reprywatyzacji. Jest ono zapowiedzią coraz większych problemów osób ubiegających się o wydanie decyzji reprywatyzacyjnej. Wygląda na to, że może zmienić się linia orzecznicza. Będą stosowane ostrzejsze przesłanki przy badaniu roszczeń ws. nieruchomości zabranych na podstawie dekretu o reformie rolnej – uważa Stefan Jacyno, adwokat oraz współwłaściciel kancelarii Wardyński i Wspólnicy. Pełnomocniczka spadkobierców wskazała z kolei, że jej zdaniem na tym orzeczeniu skończyła się w Polsce reprywatyzacja. To raczej przesadne stwierdzenie z pewnością było nacechowane emocjonalnie. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest w nim ziarno prawdy.