Monopol na prawdę i zbawienie za przelew, czyli prawne aspekty działalności sekt

24 stycznia 2019
/

– Jak dobrze znasz swego Niebiańskiego Ojca? – pyta mnie głos przy metrze „Nowy Świat – Uniwersytet” i podaje Strażnicę.

Hmm. Czy znam. Zależy kto pyta; a pytają coraz częściej, niekoniecznie oczekując odpowiedzi, ale że zawrócę, zapytam, zostanę. Rozdają kolorowe gazetki „całkiemzadarmo” rozstawieni przy przystankach, dworcach i na warszawskiej „patelni” – i czekają – oni –

członkowie sekt

czy też, mówiąc bardziej oględnie, członkowie rozmaitych mniejszości religijnych. Pojęcie „sekty”
bywa problematyczne. W społeczeństwie bardziej utrwaliło się jego potoczne i zdecydowanie
pejoratywne znaczenie, odbiegające od tego, które nadaje mu nauka: jako coś oddzielonego,
pozostającego w opozycji do reszty (łac. seco, secare – ciąć, odcinać). „Sekta” to termin zbiorczy,
którego katalog desygnatów nie jest ściśle określony – i tak, mianem sekty określić można nawet frakcje
powstałe w obrębie partii politycznych czy bojówki młodzieżowe. „Sektą, której się udało” nazwał
E. Renan Kościół katolicki.

Zatem są. Przy wejściach i wyjściach, korzystają z wolności sumienia i religii, którą nad Wisłą
gwarantuje art. 53 Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 roku; nie ma bowiem powodu, by wolność tę
ograniczać jedynie do wolności religii głoszonej przez kościół, związek wyznaniowy czy „kościół lub
związek o uregulowanej sytuacji prawnej”.[1] Instytucja z art. 53 stanowi realizację międzynarodowych standardów ochrony praw człowieka, a rozpatrywać ją należy przez pryzmat źródła wszystkich konstytucyjnych swobód i wolności – czyli „przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka”, wspomnianej w art. 30 ustawy zasadniczej. Ta właśnie godność przejawia się między innymi w poszukiwaniu i przeżywaniu doświadczeń transcendentnych, zaszczepionych w samej istocie człowieczeństwa. Bo nie samym chlebem człowiek żyje, ale czasem wzniesie oczy ku górze.

Owa konstytucyjna wolność wyznawania określonej religii czy światopoglądu ma wymiar absolutny
i nie doznaje ograniczeń; ograniczona może być co najwyżej wolność uzewnętrzniania swoich
przekonań, manifestowania ich – ale jedynie w drodze ustawy i w ramach przesłanek wymienionych w
klauzuli limitacyjnej z ust. 5 art. 53 Konstytucji RP (ochrona bezpieczeństwa państwa, porządku
publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób); jest to klauzula limitacyjna
szczegółowa wobec klauzuli limitacyjnej generalnej z art. 31 ust. 3 ustawy zasadniczej.

… zatem są, czekają. Stoją i

nawracają

i z jednej strony nie należy się temu dziwić (cóż by miały robić związki wyznaniowe, jeśli nie nawracać
właśnie?), z drugiej zauważyć wypada, iż „nawracanie” niekoniecznie mieści się w granicach „swobody
wyrażania przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych” (art. 25 ust. 2 in fine
Konstytucji). Jest to bowiem ingerencja w życie prywatne, które również jest chronione konstytucyjnie
(art. 47), co prowadzi do konstatacji, że w ramach wolności religii i sumienia, lecz z przekroczeniem
granic wolności ekspresji czy nienaruszalności mieszkania (od drzwi do drzwi chodzą nie tylko
kolędnicy), „wolność nawracania” … nie istnieje.

Państwo nie ingeruje w życie osobiste, duchowe czy religijne swoich obywateli – rzec można:

profanum nie garnie się do sacrum

i całe szczęście, gdyż taki stan rzeczy postulowali już myśliciele Oświecenia. Taka jest zasada, a zasadą
wszystkich zasad są wyjątki; ta również ich doznaje. Państwo interweniuje bowiem nie tylko wówczas,
gdy uzna działania jakiejś jednostki czy grupy za otwarcie sprzeczne z prawem; wystarczy, że działania
te są społecznie szkodliwe, by państwo zaczęło się nimi interesować.

Nie oznacza to, iż każda sekta znajduje się na celowniku. To nie tylko wywołałoby paraliż służb
bezpieczeństwa i zaprzeczyło tak pilnie strzeżonej wolności, ale na to nas zwyczajnie nie stać. Dopiero
gdy działalność sekty nosi znamiona patologicznej, szkodliwej dla otoczenia, łamiącej prawa człowieka
czy po prostu naruszającej porządek prawny, gdy wśród jej członków zaobserwować można zachowania
z opracowanej przez socjologów check – listy, sekta ta zyskuje miano „destrukcyjnej” …
i natychmiastową uwagę państwa. Destrukcyjność oznacza, że wspomniane zachowania stanowią w
grupie normę, nie wyjątek.

Jak wobec tego kształtuje się odpowiedzialność karna członków sekty? Nie różni się ona oczywiście od
odpowiedzialności innych obywateli, jednak w przypadku sekt, a zwłaszcza tych sekt, które uciekają się
do manipulacji, hipnozy czy innych metod wywierania wpływu na psychikę, częściej może dojść do
zaistnienia okoliczności wyłączających bezprawność albo winę.

Zrób mi przelew, a dam ci zbawienie, czyli volenti non fit iniuria

Taka wymiana towarów zdarzyć się może, gdy sekta zobowiązuje swego „wiernego” do zachowań
sprzecznych z normami jego dotychczasowej aksjologii, a nawet z normami prawa – zastępując je
własnymi, jak tymi, w świetle których dobro kapłana (przywódcy) lub dobro grupy jest dobrem
wyższym niż np. nietykalność cielesna szeregowego członka, którego nakłaniano do prostytucji jako
formy „rekrutowania” nowych członków. W sytuacji, gdy ktoś tkwi już w strukturze grupy i zaczyna
wykonywać „obowiązki wiernego”, robiąc to świadomie i dobrowolnie, uznanie go za pokrzywdzonego
byłoby nonsensem. Guru sekty nie będzie odpowiadał karnie za wyłudzanie pieniędzy, o ile przelewy
na jego konto trafiały dobrowolnie, a zatem istniał kontratyp zgody dysponenta dobrem. Dobrowolność
tej zgody oznacza jednak, że dysponent działał świadomie, w sposób wolny od przymusu, błędu i
mylnych wyobrażeń co do danego fragmentu rzeczywistości, co, znając sposoby postępowania
niektórych sekt, pozostaje wysoce wątpliwe. Bombardowanie miłością tylko po to, by za chwilę użyć
groźby czy postępu – to tylko jedna z metod.

Jednak nie każdym dobrem można swobodnie dysponować. Pozbawienie możliwości płodzenia przez
sterylizację, namawianie do samobójstwa lub udzielenie pomocy w jego popełnieniu czy wreszcie
handel ludźmi nigdy nie wyłącza bezprawności, a w konsekwencji odpowiedzialności karnej. Prawo
powraca tu do swych „naturalnych” korzeni, chroniąc dobra wysokiego rzędu. Podobną funkcję spełnia
art. 60 kpk, w świetle którego prokurator może wszcząć postępowanie w sprawie przestępstw ściganych
w trybie prywatnoskargowym, jeśli uzna iż wymaga tego interes społeczny. Mowa tu o sytuacjach, w
których kontratyp zgody nie zadziałał, do zamachu doszło, jednak pokrzywdzony z jakichś powodów
nie zdecydował się na wniesienie oskarżenia – z powodu swej ułomności, pozostawania w błędzie lub
może dlatego, że był … właśnie …

zbombardowany miłością.

Ostatecznie, członkowie sekt czy ich przywódcy, kapłani i guru to tylko zwykli ludzie. I jak zwykli
ludzie, mogą powoływać się wszelkie kontratypy, które wyłączą ich odpowiedzialność karną. Trudności
pojawiają się dopiero przy próbie ustalenia, czy rzeczywiście doszło do spełnienia wszystkich
wymaganych ku temu warunków, jako że sekty tworzą specyficzne, zamknięte grupy z własnym,
„zbuntowanym” systemem wartości. W stosunku do sprawcy czynu zabronionego, będącego członkiem
sekty lub jej przywódcą, prawdopodobnie częściej znajdzie też zastosowanie art. 31 kk, wyłączający
winę ze względu na niepoczytalność – czyli, jak to określa prof. Marian Filar, zarówno jednoczesne
zakłócenie procesów intelektualnych, poznawczych i wolitywnych, jak i zaburzenie procesów
wolitywnych przy zachowaniu zdolności do rozpoznania znaczenia czynu. Stopień poczytalności
sprawcy determinuje bowiem stopień jego winy.

Nasuwa się jeszcze jedna wątpliwość. Mianowicie –

sekta jako zorganizowana grupa przestępcza?

Czy to aby już nie za wiele? Kodeks karny penalizuje w § 1 art. 258 udział, zakładanie lub
kierowanie zorganizowaną grupą albo związkiem mającym na celu popełnianie przestępstw.
Obojętne jest zatem, czy do przestępstwa doszło, skoro karze podlega już sam, dobrowolny, udział
w takiej grupie. Działające przy ONZ Centrum ds. Przeciwdziałania Przestępczości
Międzynarodowej wymienia postaci, jakie przybrać może grupa przestępcza; biorąc pod uwagę,
że struktura sekty z reguły zakłada kierownictwo oparte na charyzmie i autorytecie, określony
podział zadań między wysoko zdyscyplinowanych członków, teoretycznie możliwe jest
zakwalifikowanie jej jako grupy przestępczej. Karalność udziału w niej zależałaby od istnienia
świadomości przestępnego celu i woli jego realizacji.

Konkluzje? Bardzo proste. Sekty są trochę jak kinder niespodzianki – nigdy nie wiadomo, co jest
w środku. Tylko tutaj zabawa jest na serio.

 

1 Art. 53 ust. 4 Konstytucji RP