Gdy zniewaga krwi wymaga…

Znieważenie, jako występek regulowany przede wszystkim art. 216 kodeku karnego, na tle innych przestępstw bywa często marginalizowane z powodu swojej nieostrości normatywnej[1] oraz znikomego niebezpieczeństwa, jakie ze sobą niesie. Pomimo tego zniewaga, strzegąca nienaruszalności godności człowieczej i czci osobistej (w podobnym tonie wyrok SN z dn. 03.11.2004r., IV KK 132/04, OSNwSK 2004, Nr 1, poz. 1982, który znajdą Państwo w tym biuletynie), z pewnością może być zaliczona do kręgu przestępstw mala in se – zachowań penalizowanych ze względu na swoją pierwotną naganność oraz ścisłe powiązanie z niezbywalnymi cechami istoty ludzkiej.

Przedmiotem niniejszej pracy będą rozważania o obiektywno-subiektywnym charakterze znieważenia. Jak zostało to wcześniej wskazane – ustawa nie dookreśla zwrotu „znieważa”, toteż przyjęło się w doktrynie i judykaturze dość szerokie rozumienie tego wyrażenia. Realizacją strony przedmiotowej omawianego czynu może być więc nie tylko słowo, ale również gest, wiadomość tekstowa czy rysunek[2]. O tym, że jest to zachowanie znieważające decydują w pierwszym rzędzie ogólnie przyjęte normy obyczajowe. (…)  Zauważa  się  też,  że  zniewagę  mogą stanowić tylko takie zachowania, które są powszechnie uznane za obelżywe (explicite post. SN z dn. 07.05.2008r., III KK 234/07, OSNK 2008, Nr 9, poz. 69).

 Dwa stanowiska: obiektywne i subiektywne

Na tym etapie wywodu należy nakreślić dwa stanowiska, które są brane pod uwagę przy ocenie znieważającego charakteru danego postępku. Pierwsze z nich pierwszeństwo nadaje warunkom zewnętrznym dla zachowania. Innymi słowy – nie pytamy się pokrzywdzonego, czy czuje się znieważony i jak bardzo, ale przyglądamy się sytuacji z boku i oceniamy, na ile ten czyn był naganny i czy społecznie można stwierdzić naruszenie czci. Drugie stanowisko uwypukla natomiast subiektywne odczucie znieważonego, a stopień zadanej krzywdy mierzy się miarą ofiary. Słusznie jednak zauważa się[3], że ustawodawca nie włącza do znamion przestępstwa zniewagi osobistego poczucia pokrzywdzonego, co przesądziło o formalnym charakterze tego czynu i możliwości jego popełnienia również na osobie pozbawionej psychicznych zdolności odczucia zniewagi.[4] Czy w takim razie zawsze należy odrzucać wpływ elementów subiektywnych?

Znieważenie – wiele zależy od kontekstu

Okazuje się, że normatywna analiza zniewagi jest znacznie bardziej skomplikowana – nie można bowiem całkowicie pominąć oceny całego zajścia przez pokrzywdzonego. Oczywiście samo jego stanowisko nie przesądzi o popełnieniu przestępstwa, ale na pewno zostanie uwzględnione przy wymiarze kary jako reminiscencji powagi naruszenia czci osobistej w konkretnym przypadku. Problematycznym zagadnieniem jest również możliwość popełnienia przestępstwa zniewagi bez użycia określeń uchodzących za obelżywe, podczas gdy na tle danego stanu faktycznego ewidentnie doszło do znieważenia. Doktryna[5] podaje przykład użycia słowa „rzeźnik”, które nie jest powszechnie określeniem pejoratywnym, natomiast skierowane przeciwko lekarzowi może być poważnym ciosem zadanym nie tylko w jego cześć osobistą, ale także związane z nią kompetencje zawodowe.

Orzeczenie o winie – co musi być wzięte pod uwagę?

Podsumowując – występek zniewagi nie podlega jednoznacznej wykładni. W procesie orzekania o winie i karze muszą być wzięte zarówno pod uwagę elementy obiektywne, jak i subiektywne. Dużo wątpliwości narasta również wokół potencjalnych środków znieważenia, a biorąc pod uwagę komputeryzację społeczeństwa, prawo karne staje przed nowymi wyzwaniami, będącymi odpowiedzią na zmieniające się normy obyczajowo-moralne. Choć na gruncie kodeksu karnego za zniewagę nie można żądać krwi – zawsze jakaś kara do wyboru będzie przewidziana.

[1] Kodeks karny. Komentarz, pod red. V. Konarskiej-Wrzosek, Warszawa 2016, s. 979.

[2] Kodeks karny. Komentarz, pod red. M. Filara, Warszawa 2016, s. 1324.

[3] Kodeks karny – część szczególna. Komentarz. Tom 1, pod red. M. Królikowskiego, R. Zawłockiego, Warszawa 2017, s. 925.

[4] Ibidem.

[5] Kodeks karny. Komentarz, pod red. T. Bojarskiego, Warszawa 2016, s. 627.