Prawo bardziej stabilne, ale nadal marnej jakości

Grant Thornton opublikował swój kolejny raport dotyczący polskiej legislacji. "Barometr otoczenia prawnego w polskiej gospodarce" wykazał, że zmian w prawie w 2017 roku było mniej niż w roku poprzednim. Jednakże to nadal o wiele za dużo, a jakość zmian również pozostawia wiele do życzenia.

27 118 stron - tyle nowego prawa opublikowano w Polsce w 2017 roku. To bardzo dużo. A jeszcze więcej, biorąc pod uwagę, że raport dotyczy tylko aktów prawnych o najwyższej randze - ustaw i rozporządzeń.

Przyjmując, że przeciętnemu człowiekowi przeczytanie strony A4 zajmuje minutę, na przeczytanie wszystkich nowości musiałby więc poświęcić prawie 452 godziny! Przy takim tempie czytania i przy stopniu skomplikowania rodzimych aktów prawnych nie ma mowy o tym, by tekst tez został przeczytany ze zrozumieniem.

Jest jednak małe światełko w tunelu - te prawie 30 tys stron to i tak o 15% mniej, niż w rekordowym 2016 roku. Wtedy zmiany w prawie zajęły prawie 32 tysiące stron maszynopisu. To pierwszy spadek od 2011 r., a więc był to pierwszy rok od sześciu lat, w którym liczba stron nowych przepisów nie pobiła historycznego rekordu, licząc od 1918 r.

To nadal zbyt wiele

Specjaliści podkreślają, że mimo spadku nowych ustaw jest nadal zdecydowanie zbyt wiele. Na początku lat 90tych ubiegłego wieku, gdy Polska przechodziła transformację ustrojową, zmiany zajmowały zaledwie ok. 2 tys stron. Z roku na rok ilość wprowadzanych zmian systematycznie wzrastała. Szczyt nastąpił w latach 2003-2004 z powodu wejścia Polski do Unii Europejskiej i konieczności dostosowania polskiego prawa do wymogów unijnych. Potem ilość nowości spadła, by po kilku latach znów zacząć wzrastać i w 2016 roku osiągnąć apogeum prawie 32 tys stron nowych aktów prawnych.

Zdaniem specjalistów z Grant Thornton zmiany w latach 90tych oraz 2003-2004 są jak najbardziej wytłumaczalne i zrozumiałe. Natomiast w chwili obecnej nie znajdują one odzwierciedlenia w sytuacji w kraju i nie mają żadnego uzasadnienia.

Według autorów raportu nadprodukcja prawa w Polsce nadal jest problemem. - Przyjęte ponad 27 tys. stron nowych aktów prawnych to nadal zdecydowanie zbyt dużo, by zwykły drobny przedsiębiorca czy indywidualny obywatel byli w stanie zapoznać się z całością nowych przepisów. Teoretycznie, gdyby chcieli choćby przeczytać nowo przyjmowane ustawy i rozporządzenia, musieliby w 2017 r. poświęcać na to 3 godziny i 37 minut każdego dnia roboczego – czytamy w opracowaniu.

- Nie uważamy, że polskie prawo jest idealne i nie powinno się zmieniać. Wręcz przeciwnie, świat idzie do przodu i regulacje muszą za nim nadążać, a poza tym wiele przepisów jest źle skonstruowanych i warto docenić wysiłek polityków i urzędników, którzy starają się zmieniać te regulacje. Mimo wszystko uważam jednak, że skala produkcji prawa w Polsce jest zdecydowanie zbyt wysoka. Przepisy są zmieniane i dodawane w tak ogromnym pędzie, że nikt nie jest w stanie z uwagą ich śledzić, nie mówiąc już o ich zrozumieniu i dostosowywaniu się do nich – komentuje Tomasz Wróblewski z Grant Thornton. Ponadto intensywność i szybkość wprowadzanych zmian prowadzi do pogorszenia jakości prawa.

Polska w tyle standardów europejskich

Grant Thornton porównał również ilość zmian w polskim prawie do zmian w pozostałych państwach europejskich. Wyniki zdecydowanie nie są dla Polski powodem do dumy. W latach 2012-2014 Polska tworzyła średnio w roku 54 razy więcej przepisów niż Szwecja, 11 razy więcej niż Litwa czy 2 razy więcej niż Węgry. Zdaniem badaczy gdyby ktoś chciał przeczytać te wszystkie przepisy, to musiałby na to poświęcić prawie cztery godziny z każdego dnia roboczego. A gdyby chciał czytać te akty prawne razem z zawartymi w nich odniesieniami (tylko I stopnia!) do innych aktów prawnych, to poświęciłby na to 62 lata bez przerw na spanie i jedzenie.

Mniej przepisów - wydajniejsza praca

Spowolnienie w wydawaniu nowych aktów prawnych bez wątpienia zadowoli przedsiębiorców. Pewniejsze prawo to mniej czasu poświęconego na zapoznawanie się ze zmianami. To większa pewność obrotu. To mniej strachu przy prowadzeniu przedsiębiorstwa i możliwość planowania nawet na wiele lat do przodu.
- O nadprodukcji prawa w Polsce trzeba głośno mówić, bo to jest hamulec rozwoju – komentuje Tomasz Wróblewski. I dodaje, że ten problem wystąpi szczególnie ostro w okresie gorszej koniunktury gospodarczej. – Bo gdy wiatr wieje w odpowiednią stronę, to jeśli nawet są jakieś hamulce, to nie odczuwa się ich bardzo, ale przecież świetna koniunktura kiedyś się skończy – mówi. – Jeśli nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego znać, to jest takie poczucie, że może nieświadomie łamię jakieś prawo i jest tylko kwestia, kiedy się to wyda – podsumowuje Tomasz Wróblewski.