Inspekcja Transportu Drogowego walczy z cwaniactwem i amnezją kierowców

22 sierpnia 2019
/

Niedawno pisaliśmy o kierowcach, którzy, chcąc uniknąć mandatu za przekroczenie prędkości, zasłaniają się niepamięcią. Chodzi o wezwania wystawiane na podstawie zdjęć z fotoradarów. Pisma trafiają do właścicieli pojazdów. Ci mają obowiązek wskazania, kto w chwili popełnienia wykroczenia siedział za kierownicą. Jeśli jednak tego nie zrobią, cała sprawa kończy się grzywną za niewskazanie sprawcy. Faktyczny kierowca unika natomiast punktów karnych i często zatrzymania prawa jazdy. Ostatni wyrok Sądu Rejonowego w Łodzi pokazuje jednak, że możliwy jest również scenariusz mniej korzystny dla sprawcy wykroczenia.

Przez wiele lat policjanci, strażnicy miejscy czy nawet sędziowie tolerowali takie cwaniactwo właścicieli pojazdów. Niewskazanie sprawcy wykroczenia zdecydowanie się opłacało. Mandat za rażące przekroczenie prędkości wynosi bowiem od wielu lat 500 zł. Do tego kierowca musi liczyć się z przypisaniem do jego konta 10 punktów karnych oraz zatrzymaniem prawa jazdy w przypadku zbyt szybkiej jazdy w terenie zabudowanym. „Zapominalski” dysponent samochodu najczęściej otrzymywał natomiast jedynie grzywnę, której wysokość rzadko przekraczała stawkę mandatu.

ITD oraz sądy walczą z patologią na drogach

Jak sygnalizowaliśmy w ostatnim artykule, coś w tym temacie zaczęło się jednak zmieniać. Walkę z kierowcami rozpoczęły przede wszystkim sądy. Coraz więcej postępowań o wykroczenie polegające na niewskazaniu osoby prowadzącej pojazd kończy się grzywną najwyższą z możliwych, czyli wynoszącą 5 000 zł. Jest to kwota dotkliwa dla większości obywateli. Dlatego też cwaniactwo dla wielu osób przestaje być korzystne.

Wciąż jednak spora część kierowców woli zasilić krajowy budżet o kilka tysięcy złotych, niż stracić prawo jazdy – za punkty czy za samo przekroczenie prędkości. Problem z epidemią amnezji wśród właścicieli aut nie został więc całkowicie rozwiązany. Do wojny po stronie sądów przyłączyła się jednak ostatnio Inspekcja Transportu Drogowego. To ta formacja uprawniona jest do karania wykroczeń na podstawie zdjęć z przydrożnych fotoradarów. Owszem, inspektorzy nadal nakładają grzywny za niewskazanie czy kierują tego typu sprawy do sądów. Nie odpuszczają jednak faktycznym sprawcom wykroczeń drogowych. Korzystają przy tym w kreatywny sposób ze swoich uprawnień w celu odnalezienia winnych przekroczenia prędkości.

Przeczytaj również:
Czy drobne wykroczenie może oznaczać odebranie prawa jazdy?

Funkcjonariusze mogą wytypować sprawcę bez pomocy właściciela pojazdu

Warto bowiem zaznaczyć, że niewskazanie nie kończy definitywnie sprawy. Podanie danych kierującego to ustawowy obowiązek ciążący na właścicielu pojazdu. Nie oznacza to jednak, że funkcjonariusze nie mogą samodzielnie ustalić tożsamości sprawcy. Wszystko tak naprawdę zależy od ich determinacji. Wysokim jej stopniem wykazali się inspektorzy w sprawie rozstrzygniętej ostatnio przez Sąd Rejonowy w Łodzi. Pomimo braku woli współpracy po stronie właściciela pojazdu funkcjonariusze skutecznie przeprowadzili rozbudowane postępowanie dowodowe. Dzięki zeznaniom świadków i pracy własnej przedstawiciele służb wytypowali potencjalnych sprawców. Wystąpiono następnie do referatu dowodów osobistych o udostępnienie ich fotografii. Ostatnim krokiem było dopasowanie sylwetki ze zdjęcia z fotoradaru do któregoś z uzyskanych wizerunków.

Przeprowadzenie tej dość żmudnej i pracochłonnej procedury zaowocowało wnioskiem o ukaranie faktycznego sprawcy wykroczenia. Sąd nie miał dla niego litości. Skończyło się grzywną w wysokości 1200 zł, przypisaniem 10 punktów karnych oraz zatrzymaniem prawa jazdy na trzy miesiące. Co warto podkreślić, gdyby właściciel pojazdu nie zasłaniał się niepamięcią, sprawa zapewne zakończyłaby się sankcją w wysokości 500 zł. To najwyższa możliwa kwota do nałożenia w drodze mandatu, czyli bez angażowania sądu.

To na razie jedyny głośny wyrok w tego typu sprawie. Precedens jednak powstał. Oznacza to, że każdego przyłapanego na przekroczeniu prędkości może spotkać podobny scenariusz. Sędziowie lubią bowiem wzorować się na rozstrzygnięciach swoich kolegów. Należy więc definitywnie pogodzić się z myślą, że niewskazanie nie jest już najbardziej opłacalnym wyjściem. Oczywiście zapewne nie zawsze funkcjonariusze ITD będą wykazywać się taką determinacją przy zbieraniu dowodów. Na baczności powinni się mieć jednak na pewno wszyscy ci, którzy w sposób rażący naruszyli przepisy ruchu drogowego. To na ich karaniu służbom zależy najbardziej.