Sąd: Księdzem jest się nie tylko w niedzielę

Ciekawe orzeczenie wydał w ostatnim czasie Sąd Apelacyjny w Lublinie.  Sprawa dotyczyła księdza, który jako osoba prywatna dopuścił się przestępstwa molestowania seksualnego wobec nieletniego z jego bliskiego otoczenia. Mimo że mężczyzna popełnił czyn w oderwaniu od posługi kapłańskiej, musi przeprosić pokrzywdzonego jako osoba duchowna. Diecezja ma natomiast prawo odciąć się od tego wydarzenia.

O ten haniebny czyn oskarżony został emerytowany ksiądz profesor z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Organom ścigania sprawę zgłosił jeden z mieszkańców Lublina – ofiara dramatycznych wydarzeń, które miały mieć miejsce w latach 1986-1994. Jako że od czasu popełnienia rzekomego przestępstwa minęło już wiele lat, postępowanie karne zostało umorzone z powodu przedawnienia. Podobnym rezultatem zakończyła się sprawa cywilna o zapłatę zadośćuczynienia w wysokości 500 000 zł.

Molestowanie jako naruszenie dóbr osobistych

Pokrzywdzony nie składał broni i skorzystał z ostatniej deski ratunku. Wytoczył duchownemu oraz kontrolującej go Archidiecezji Lubelskiej proces o naruszenie dóbr osobistych, domagając się opublikowania przeprosin. Taka akcja procesowa miała szansę powodzenia ze względu na generalny brak przedawnienia roszczeń niemajątkowych (związanych wyłącznie z interesem osobistym, a nie finansowym).

Upływ czasu spowodował jednak, że sprawa była trudna dowodowo. Aby orzec o obowiązku przeproszenia pokrzywdzonego, sąd cywilny musiał przecież ocenić, czy rzeczywiście doszło do molestowania seksualnego. Ksiądz temu zaprzeczał, ale wersję o gwałcie potwierdziła w swojej opinii biegła seksuolog. Opierając się na tym dowodzie, Sąd Okręgowy w Lublinie nakazał duchownemu przeprosić ofiarę. Zmodyfikował jednak treść oświadczenia zaproponowanego przez powoda. Co najbardziej sporne w tej sprawie, z tekstu przeprosin usunięto wzmiankę o tym, że omawianych czynów pozwany dopuścił się, pełniąc posługę kapłańską.

Sąd wyjaśnił, że duchowny dopuścił się haniebnych zachowań jako osoba prywatna. Wykorzystał wieloletnią przyjaźń z rodzicami powoda. Jego czyn nie miał więc żadnego związku z pełnieniem funkcji księdza. Nie popełniono go na terenie kościoła, podczas spotkania z młodzieżą czy w innych podobnych okolicznościach.

Przełożeni nie odpowiadają za życie prywatne księdza

Z powyższych względów oddalono powództwo wobec Archidiecezji Lubelskiej. W uzasadnieniu wskazano, że instytucje kościelne mogłyby w niniejszej sprawie odpowiadać na zasadach własnej winy, gdyby  tolerowały czy ukrywały nadużycia seksualne dokonywane przez księdza. Na tę okoliczność nie przedstawiono jednak żadnego dowodu. Sam powód wskazywał, że utrzymywał sprawę w tajemnicy aż do 2014 roku. Wiedziała o niej tylko jego matka, i to nie od samego początku.

Obciążyć archidiecezję można byłoby również po wykazaniu, że ksiądz pełnił w instytucjach kościelnych jakieś funkcje i w związku z nimi dopuścił się omawianych czynów. Jeśli tak by było, wobec decydentów zastosowano by art. 416 kodeksu cywilnego, który stanowi o odpowiedzialności jednostek organizacyjnych za działania ich organów. Tymczasem, jak już wyżej wskazano, zachowania księdza nie miały żadnego związku z jego posługą. Z podobnych przyczyn odmówiono zastosowania przepisu art. 429 kodeksu cywilnego (wina w wyborze) oraz art. 430 kodeksu cywilnego (odpowiedzialność za działania podwładnego).

Kapłaństwo to misja, a nie praca na etacie

Jako że rozstrzygnięcie nie było w części korzystne dla powoda, złożył on apelację do Sądu Apelacyjnego w Lublinie. Ten podzielił argumentację poprzednika w zakresie braku odpowiedzialności Archidiecezji Lubelskiej, natomiast zmienił zaskarżony wyrok w punkcie dotyczącym treści przeprosin.

Sędziowie stwierdzili, że pozwany rzeczywiście jest osobą fizyczną (tak jak każdy człowiek), jednak jego zachowanie było – przynajmniej pośrednio – związane z posługa kapłańską. Podniesiono, że duchowny był dla powoda oraz jego rodziców autorytetem, właśnie ze względu na wykonywany zawód. Rodzina pokrzywdzonego była głęboko wierząca, więc obdarzyła księdza silnym zaufaniem. Można powiedzieć, że w ten sposób została osłabiona ich czujność. Rodzice powoda nie wyobrażali sobie, że pozwany może wyrządzić mu jakąkolwiek krzywdę.

Uznano, że nieważne jest to, czy kapłan był świadomy, że dzięki swojej funkcji ma łatwiejszy dostęp do powoda i nie jest kontrolowany przez jego rodziców. Ponadto dla sądu bez znaczenia był brak faktycznego związku między popełnieniem haniebnego czynu a pełnieniem posługi. Zdaniem sędziów obowiązki księdza nie są ograniczone miejsce i czasem, a ksiądz z racji wypełniania szczególnego powołania do służby społecznej cały czas jest na tej służbie, pełniąc swoją posługę kapłańską.

Wyrok SA w Lublinie z 6.03.2019r., I ACa 263/18