Jak się leczyć… marihuaną

Już jest legalna. Ale wciąż nieosiągalna. Medyczna marihuana, którą można by kupować, gdyby tylko była dostępna w aptekach. Ustawa z listopada 2017 roku, legalizująca sprzedaż leczniczych konopi w Polsce, jest jedną z tych ustaw, które nie zmieniają niczego.

Trawka zdrowaśka

To co nazywamy “leczniczą marihuaną” nie jest tą samą zieloną trawką, którą zapalimy w amsterdamskich coffee shopach. Bynajmniej. Bo choć lek można przyjmować w postaci jointa, to jego działanie nie będzie psychoaktywne. Za taki efekt odpowiada bowiem owiany złą sławą THC. Dotychczas był on w Polsce niedostępny. Pacjenci mogli sięgać jedynie po CBD – kannabinoid o właściwościach terapeutycznych, przeciwzapalnych, a nawet przeciwlękowych. To uzasadniało jego stosowanie w stanach nerwicy, depresji a także padaczki, astmy, stwardnienia rozsianego czy choroby Leśniowskiego – Crohna.

Podawany doustnie, przypomina oliwę z oliwek. W aptekach można go dostać bez recepty i zażywać nawet na wzmocnienie odporności. Jednak samo CBD niekiedy nie wystarcza. W stanach terminalnych, w przypadkach nieznośnej migreny, bólów neuropatycznych czy w trakcie chemioterapii prawdziwą ulgę przynosi dopiero tetrahydrocannabinol. Tym bardziej, że marihuana działa leczniczo najlepiej wtedy, gdy podawana jest w formie suszu lub wyciągu z pełnej rośliny, nie zaś wyizolowanego składnika. Ci, którzy mogli, próbowali ratować się samym CBD. Ci, których ból był nie do wytrzymania, zamiast do apteki szli do dilera.

Kosztowna alternatywa

I chociaż towar, który otrzymywali na czarnym rynku skutecznie uśmierzał ból, to też skuteczniej uzależniał. Błędne koło zamykało się zatem – stężenie THC w nielegalnej “trawce” sięgało nawet do 26 procent. Tymczasem w aptekach była już dostępna marihuana w postaci leku Sativex o znacznie mniejszej, 19 – procentowej, zawartości psychoaktywnego kannabinoidu za, bagatela, 64 zł za gram suszu. Dawało to miesięczny koszt prawie tysiąca złotych dla pacjentów regularnie stosujących. Lek nie był refundowany. Wyłączność na jego import do kraju miał natomiast kanadyjski producent SpectrumCannabis.

Zmiana, która nic nie zmienia

1 listopada 2017 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Teoretycznie (i optymistycznie) miała ona zagwarantować pacjentom opornym na farmakoterapię dostęp do produktów z marihuany medycznej w lokalnych aptekach. Miało się to odbywać bez konieczności wnioskowania o ich sprowadzenie z zagranicy przez import docelowy. Zalegalizowała surowce w postaci ziela, żywicy oraz wszelkich wyciągów z konopi innych niż włókniste, które miały posłużyć do przygotowania w aptece leków po niższych cenach. W praktyce do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych nie został złożony ani jeden wniosek o dopuszczenie do obrotu na polskim rynku surowca z konopi.

Eksperci tłumaczą to zbyt restrykcyjnymi wymaganiami zawartymi w rozporządzeniu Ministra Zdrowia, które stanowią, że surowiec taki musi spełniać kryteria obowiązujące dla surowca farmaceutycznego. Z kolei nowelizacja art. 39 innej ustawy, ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych, wprowadziła ustęp 3e, wskazujący przypadki, w których Minister obligatoryjnie odmawia wydania zgody na refundację leków sprowadzanych z zagranicy. W efekcie preparaty zawierające kannabinoidy takie jak Bediol czy Bedocran, dotychczas sprowadzane w ramach importu docelowego, przestały być refundowane. Stało się tak, mimo iż uprzednio stosowano je w leczeniu padaczki lekoopornej, bólów w chorobie nowotworowej, bólów neuropatycznych, fantomowych, spastyczności, algodystrofii, nudności i stwardnienia rozsianego.

Wydaje się, że ktoś tu wylał dziecko z kąpielą.

Rzecznik ma obawy

W październiku 2018 roku Rzecznik Praw Obywatelskich wyraził obawę, że wprowadzone przepisy w istocie zamykają pacjentom drogę do terapii marihuaną leczniczą. Ograniczają tym samym wyrażone w art. 68 ust. 1 Konstytucji prawo do ochrony zdrowia. Powołał się przy tym na postanowienie sygnalizacyjne Trybunału Konstytucyjnego. 17 marca 2015 r. uznał on, że marihuana może być wykorzystywana w celach medycznych, zwłaszcza w przypadku łagodzenia negatywnych objawów chemioterapii w chorobach nowotworowych, wskazał również na niespójność prawa, wynikającą z przyjętego modelu zapobiegania narkomanii.