Morderca homoseksualistów z Łodzi - jedyny seryjny zabójca, który nie stanął przed sądem

15 października 2018
/

Stefan W. był rencistą. Działał również jako drobny przedsiębiorca na Węgrzech. Nie posiadał żony ani rodziny. Z tego względu jego zwłoki przygniecione meblościanką zostały znalezione dopiero przez sąsiadkę. Biedna kobieta od razu zadzwoniła na policję.

Funkcjonariusze odkryli, że do mieszkania Stefana W. przychodziło wielu mężczyzn, a ponadto sam zainteresowany (kiedy jeszcze żył) bardzo żywo angażował się w pikiety homoseksualistów, które odbywały się w Łodzi przy Dworcu Fabrycznym. Przez wzgląd na czasy i nieufność do organów ścigania, funkcjonariusze mieli problemy, by zdobyć informację w miejscach, gdzie Stefan W. przebywał. Przesłuchanych zostało 136 osób, z czego żadna rozmowa nie wniosła do sprawy nic istotnego.

"Jeśli jesteś w Łodzi i chcesz poznać kogoś ciekawego, przyjdź na pikietę przy Fabrycznym"

Jacek C. z zawodu był geografem, przewodnikiem PTTK. Prowadził samotne życie. Mieszkał przy al. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, która w tamtych czasach nosiła miano ul. Ernsta Thalmanna. Mieszkańcy bloku, w którym mieszkał skarżyli się na trudny do zniesienia fetor wydobywający się z jego mieszkania. Jacek nie mógł jednak ustosunkować się do tych obiekcji, a jego sąsiedzi przekonali się o tym, kiedy postanowili w końcu otworzyć drzwi do jego lokalu.

W środku znaleziono przyczynę nieprzyjemnego zapachu. Było nią rozkładające się ciało 40-letniego właściciela. Mężczyzna miał na sobie jedynie podkoszulek i majtki. Ręce krępował mu sznur, a za przyczynę zgonu uznano ścierkę znajdującą się w gardle. Okazało się, że Jacek C. był zmuszony do połknięcia knebla, który miał w ustach.

Funkcjonariusze policji nie mogą pozyskać odcisków palców przestępcy z klucza do mieszkania. Zbyt wielu sąsiadów miało styczność z przedmiotem. W środowisku homoseksualnym zbierającym się przy Fabrycznej nikt nie chciał rozmawiać. Jacek C. był homoseksualistą i stałym bywalcem pikiety, mimo to jego znajomi boją się otworzyć przez ówczesnym wymiarem sprawiedliwości.

"Był to młodzieniec o wyglądzie cherubinka. Taki blondynek z loczkami."

Bogdan J. z zawodu był aktorem. Miał 50 lat i pracował na łódzkiej Estradzie. Jego lokum znajdowało się w wieżowcu w Teofilowie. Tam też zostało znalezione jego ciało. Rodzina zaalarmowana informacją o braku kontaktu z Bogdanem postanowiła pojechać i sprawdzić, co się stało. Były już aktor leżał na wznak w zakrwawionej pościeli we własnym tapczanie. Nie miał na sobie nic, prócz podkoszulka, który był podciągnięty bardzo wysoko. Ofiara została podziurawiona nożem podczas homoseksualnego aktu płciowego.

W tym momencie następuje niewielki przełom podczas przesłuchań członków pikiety na Dworcu Fabrycznym. Jeden z bywalców powiedział, że Bogdan J. ostatni raz był widziany przy dworcu w towarzystwie nowo poznanego mężczyzny. Następnie obaj wsiedli w nocny autobus. Milicja przesłuchała 71 osób, jednakże tak jak w poprzednich przypadkach tak i teraz ślad się urwał.

"W chwili wzburzenia złapał to, co było pod ręką, czyli właśnie kuchenny nóż."

Kolejny blok, kolejna sąsiadka, kolejna ciekawska natura odkrywa kolejną zbrodnię na kolejnym homoseksualiście. Tym razem nie potrzeba nawet klucza. Drzwi swobodnie się uchylają, a na podłodze leżą kolejne zwłoki. Andrzej S. został podziurawiony nożem kuchennym. Przesłuchanych - 269 osób, historia ta sama.

"Odgłosy jego spotkania z zabójcą słyszy matka przebywająca tego wieczoru w domu."

Jakub M. był rolnikiem, który przez życie został doświadczony rozwodem i powrotem na garnuszek rodziców. Tyle dobrze, że do swoich czterech kątów może wejść korzystając z oddzielnego wejścia. Ściany jednak nie są za grube i można usłyszeć co nieco. Dlatego w momencie, kiedy był w stanie uniesienia z przyszłym zabójcą, jego matka słyszała hałasy kolejnej "imprezy". Podobno Jakub często organizował spotkania z innymi mężczyznami. Jedno jest pewne. Od poznania naszego "bohatera" niedoszły rolnik nie urządził już żadnego.

Zanim jednak do tego dochodzi, Jakub odwozi swojego towarzysza. Nie wraca do domu. Samochód zostaje znaleziony w lasku niedaleko jego miejsca zamieszkania. Śmierć przez uduszenie. Ciało zostało przykryte ściółką. To było jedyne nakrycie nagiej ofiary. "Bezcenne źródło informacji", jakim były ślady libacji u nieszczęśnika, nie pomogły w schwytaniu zabójcy. Opiekuńcza mama posprzątała pokój syna, zanim funkcjonariusze zebrali przydatne dowody.

"Sąsiadka widzi wychodzącego z jego mieszkania młodego mężczyznę o miłej powierzchowności"

48-letni Jan D. umiera jako następna ofiara mordercy. Zanim doszło do spotkania, mężczyzna prowadził niewielką smażalnię przy ul. Kilińskiego i wynajmował pokoje swoim pracownikom. Jeden z nich odkrywa śmierć swojego pracodawcy. Widok nie należy do przyjemnych. Jan dokonał żywota na dywanie, mając na sobie jedynie podkoszulek i kalesony... opuszczone do wysokości ud. Głowa obwiązana jest przewodem elektrycznym, a złamany noc i tłuczone rany znajdujące się na głowie podkreślają, jak straszny koniec spotkał biednego przedsiębiorcę.

Zwłoki miały zostać spalone. Tak przynajmniej planował zabójca. Świadczy o tym kołdra i poduszki, które znajdowały się na ciele denata. Ogień nie chciał jednak się zaprószyć i jedynie osmalił kołdrę.

"Takie rzeczy to po ślubie"

W lipcu 1993 roku następuje nieoczekiwany i jedynie chwilowy zwrot akcji. Młody chłopak, identyfikujący się jako homoseksualista, poznaje mężczyznę w średnim wieku. 26-latek spędza z Romanem trochę czasu w swoim mieszkaniu. Na policji zeznał potem, że Roman zna się na praktykach seksualnych. Nie proponuje jednak noclegu obcemu mężczyźnie i dzięki temu prawdopodobnie jest jedyną ofiarą, która uszła z życiem. Od tej pory policja wie, że Roman jest zabójcą, homoseksualistą i Łodzianinem. Te ostatnie wynika z tego, że doskonale zna rozkłady autobusowe.

Kazimierz K. nie ma tyle szczęścia, co jego przyjaciel. Następnego dnia na pikiecie 26-latek zapoznaje go z Romanem. Wspólna impreza z dziewczynami nie wychodzi im za dobrze, a i oni nie za bardzo chwalą sobie taką rozrywkę. Kazik i Roman postanawiają inaczej spędzić noc. 62-latek już kolejnej fazy księżyca nie doczekał. Złamany noc, rozerwane nozdrza, naderwane ucho, siniaki, otarcia i rany głowy zadane przy użyciu tępego narzędzia. Śmierć nastąpiła przez uduszenie.

"Ślad Romana pojawił się jeszcze tylko jeden raz"

Pojawia się więcej znaków szczególnych, po których policja może odszukać seryjnego mordercę. Kropka na grdyce i w zewnętrznym kąciku oka. Pierwsza może identyfikować pijaka w więziennym slangu, druga oznacza męską prostytutkę. Wiadomo już, że Roman jest ciemnym blondynem i wygląda na 27 lat. Wzrost waha się w przedziale od 176 cm do 178 cm. Lewa dłoń nosi znamiona nieumiejętnego usuwania tatuażu, a mały palec prawej ręki jest nieznacznie skrzywiony. Widziało go 6 osób, portret pamięciowy idealny. Nikogo nie znaleziono.

Portret pamięciowy seryjnego mordercy

Portret pamięciowy seryjnego mordercy

"W niedzielę, 11 lipca, w Łodzi przy ul. Konstytucyjnej 5 dokonano brutalnego zabójstwa. We własnym mieszkaniu został zamordowany mężczyzna. Na podstawie zeznań świadków sporządzono portret pamięciowy zabójcy. Osoby, które na podstawie rysopisu i zamieszczonego portretu pamięciowego mogą pomóc w identyfikacji sprawcy zabójstwa, proszone są o kontakt telefoniczny lub osobisty z komendą...". - notka dziennikarska po ostatnim zabójstwie, 16 lipca 1993 rok, Dziennik Łódzki.

Zabójca widziany był jedynie raz przez chłopaka, który jako jedyny uszedł z życiem przy bliższym poznaniu. Nie zdążył jednak zareagować. O seryjnym mordercy wiadomo jedynie tyle, że mógł mordować w przypływie gniewu, upojenia alkoholowego lub podniecenia (w wielu przypadkach śmierć ofiary następowała od razu po stosunku). Zawsze z miejsca zbrodni znikały też drogie przedmioty, a sam Roman podobno nosił się dość ubogo. Może to świadczyć o charakterze rabunkowym jego przestępstw.

Jedno jest pewne. Homoseksualista (albo ktoś, kto bardzo dobrze udawał tę orientację seksualną), który mordował innych mężczyzn gustujących w płci mniej urodziwej, jest jedynym w historii polskim seryjnym mordercą, który nigdy nie został złapany i doprowadzony przed wymiar sprawiedliwości. Wszystkie zabójstwa miały miejsce w latach 1988 - 1993.

Źródło - lodz.wyborcza.pl