Sanatorium nie dla nauczycieli

W opinii wielu osób nauczyciele powinni być najszczęśliwszymi pracownikami w naszym kraju. Ilość wolnych dni, przysługujących tej grupie zawodowej, może wzbudzać zazdrość. Bycie nauczycielem to jednak nie tylko same plusy, okazuje się, że jest też sporo niedogodności.

Każdego roku przysługują nauczycielom dwa miesiące urlopu. I to w sezonie wakacyjnym, z najlepszą – przynajmniej teoretycznie – pogodą na wypoczynek. Do tego dochodzą jeszcze: ferie zimowe i przerwy świąteczne. Pomijając to, czy rzeczywiście okres urlopowy jest w pełni wolny i może być wykorzystany na relaks, brak możliwości przesunięcia przerwy w pracy powoduje szereg niedogodności. Z pewnością nie dotyczą one przedstawicieli innych profesji.

NSA przeciwko pacjentom

Istnienie jednej z nich potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 23 stycznia 2018 roku. Sprawa dotyczyła nauczycielki - pacjentki Narodowego Funduszu Zdrowia. Została ona skierowana na leczenie uzdrowiskowe w terminie od 22 kwietnia 2014 roku do 13 maja 2014 roku. Co istotne, zgodnie z obowiązującymi przepisami podawany we wniosku preferowany okres leczenia nie jest w żaden sposób wiążący dla urzędnika wydającego decyzję. Pismem z marca 2014 roku, kobieta wystąpiła o zmianę terminu, argumentując, że pracuje jako nauczyciel. Oznajmiła, że w zaproponowanym czasie nie może wziąć urlopu z uwagi na przygotowywanie uczniów do egzaminu maturalnego.

Podlaski Oddział Wojewódzki NFZ nie przychylił się do prośby wnioskodawczyni. Swoją negatywną odpowiedź argumentował treścią przepisów rozporządzenia  Ministra Zdrowia z dnia 7 lipca 2011 r. w sprawie kierowania na leczenie uzdrowiskowe albo rehabilitację uzdrowiskową. Stanowią one, że skierowanie wpisywane jest na listę oczekujących zgodnie z datą wpływu zgłoszenia, a czas oczekiwania na jego realizację zależy od liczby pacjentów znajdujących się w kolejce. Mówiąc krótko, organ nie posiada kompetencji do przydzielania terminów zgodnie z własnym uznaniem oraz prośbą kierowaną ze strony pacjentów. Brak jest również przepisów pozwalających na szczególne traktowanie nauczycieli w tym zakresie, czy też po prostu - dostosowywanie terminów leczenia do możliwości urlopowych ubezpieczonych.

...ale w zgodzie z przepisami

Sądy obydwu instancji podzieliły pogląd NFZ. Nie dopatrzono się naruszeń prawa przez organ administracji.  Zgodnie z §4 ust. 2 pkt 2 wskazanego wyżej aktu prawnego, potwierdzając skierowanie na leczenie, oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia określa m.in. odpowiedni zakład lecznictwa uzdrowiskowego albo rehabilitacji uzdrowiskowej, a także datę rozpoczęcia leczenia albo rehabilitacji uzdrowiskowej, w przypadku leczenia uzdrowiskowego w warunkach stacjonarnych - czas trwania. Z przepisu tego jednoznacznie wynika, że wyłączną kompetencję do ustalania szczegółów turnusu posiada organ i to tylko na podstawie zasady „kto pierwszy ten lepszy”. Świadczeniobiorca może zaś jedynie zaakceptować albo odrzucić zaproponowane warunki – nie ma natomiast żadnego uprawnienia do negocjacji czy nawet wystosowania prośby o dokonanie modyfikacji. To pojawia się dopiero w §4 ust. 3 rozporządzenia, które dotyczy jednak wyłącznie leczenia w warunkach ambulatoryjnych (szpitalnych), a więc przeznaczonego dla osób ciężej chorych.

Z powyższego wynika, że w świetle omawianego rozporządzenia, pacjent-nauczyciel może liczyć wyłącznie na szczęście. Nie ma żadnej kompetencji do wystąpienia chociażby z sugestią co do preferowanego terminu leczenia. Organ z kolei nie ma- przynajmniej teoretycznie – możliwości ingerencji w system przydzielania turnusów, który oparty jest na liście chętnych, ustalonej na podstawie kolejności zgłoszeń. Oczywiście zasady te dotyczą ubezpieczonych każdej profesji, niezależnie od wieku czy sytuacji życiowej. Oznacza to, że sytuacja zawodowa czy rodzinna mogą uniemożliwić wyjazd. Nawet jeśli pacjent oczekiwał go przez kilka lat. Odrzucenie skierowania powoduje wypadnięcie z listy.  Następuje konieczność wpisania się na tę listę ponownie.

Nauczyciele i pacjenci nie mają tak łatwo

Z niniejszego tekstu wyłaniają się dwa istotne problemy. Pierwszym z nich jest sytuacja zawodowa nauczycieli, którzy w związku ze specyfiką pracy nie mają wpływu na termin urlopu. To może uniemożliwić im np. uczestnictwo w leczeniu sanatoryjnym. Drugą poruszoną kwestią jest bezduszność procedur, która dotyka obywateli niemal na każdym kroku. Przepisy mające przyczynić się do wyrównania szans (przydział kto pierwszy ten lepszy, a nie na zasadzie układów czy tym podobnych) w niektórych przypadkach powodują skutek odwrotny. Trudno oceniać je jednak jednoznacznie negatywnie. W końcu cel wydaje się być słuszny. Z drugiej jednak strony, ustawodawca winien skuteczniej reagować na pojawiające się tego typu negatywne przykłady. Ważne jest dostosowanie regulacji do potrzeb ogółu obywateli.