Czy niekorzystny dla potrąconego pieszego wyrok sądu karnego pozbawia go szans na odszkodowanie?

Potrącony pieszy przeżywa często podwójną traumę. Pierwszą związaną z samym zdarzeniem i odniesionymi obrażeniami, a drugą – gdy okazuje się, że wyrokiem sądu karnego kierujący pojazdem zostaje uniewinniony. Po takim rozstrzygnięciu większość osób przerywa starania o odszkodowanie od ubezpieczyciela drugiej strony. Czy słusznie?

Domniemanie niewinności w prawie karnym

Naczelna zasada prawa karnego jest jasna i każdemu znana. Mówi ona, że nie można skazać domniemanego sprawcy dopóki nie udowodni mu się winy i nie stwierdzi jej prawomocnym wyrokiem (art. 5 par. 1 Kodeksu postępowania karnego). Jeśli pojawi się jakakolwiek wątpliwość, co do sprawstwa (to znaczy zawinionego naruszenia ustawy karnej) i nie można jej rozstrzygnąć za pomocą materiału dowodowego oraz  interpretacji prawa, konieczne jest wydanie wyroku uniewinniającego. W przypadku wypadków drogowych o takie wątpliwości i jednoznaczności nietrudno.

Wynika to z zasadniczej różnicy między „typowymi” przestępstwami, takimi jak kradzież, zabójstwo czy zgwałcenie, a spowodowaniem wypadku drogowego. W przypadku tych pierwszych nie ma wątpliwości, kto pełnił funkcję czynną (był domniemanym sprawcą), a kto bierną (był domniemanym pokrzywdzonym). Już na początku postępowania przygotowawczego wiadomo, którego podmiotu winę należy rozpatrywać. Kiedy zaś mamy do czynienia z wypadkiem drogowym,  sprawcę często można zidentyfikować dopiero po przeprowadzaniu postępowania dowodowego.

Jednoznaczny dowód winy przesądza o skazaniu

Może się bowiem okazać, że osoba wskazano przez oskarżyciela jako sprawca w rzeczywistości jest pokrzywdzonym. Wystarczy, że sąd odmiennie niż policja czy prokuratura ustali przebieg zdarzenia i zinterpretuje zachowania poszczególnych uczestników ruchu drogowego przez pryzmat ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Konia z rzędem temu kto, będąc rzeczywiście obiektywnym obserwatorem, z pełnym przekonaniem, będzie potrafił stwierdzić czy winny wypadku  jest pieszy, wchodzący na jezdnię na czerwonym świetle, czy nieposiadający prawa jazdy kierujący pojazdem uderzającym przechodnia z prędkością dwukrotnie wyższą niż dozwolona.

Na gruncie prawa karnego do skazania potrzebny jest jednoznaczny dowód winy. Koniecznym jest niebudzące wątpliwości wykazanie – czyje zachowanie było bezpośrednią i wysuwającą się na pierwszy plan przyczyną wypadku. Nic więc dziwnego, że nawet przy przekonaniu pieszego, co do naruszenia przez kierowcę przepisów „kodeksu drogowego” ten drugi zostaje uniewinniony.

Domniemanie winy w prawie cywilnym

Zgoła odmiennie wygląda natomiast sytuacja procesowa stron na gruncie prawa cywilnego, tj. w sprawie o odszkodowanie przeciwko ubezpieczycielowi kierowcy.

Po pierwsze, zgodnie z art. 11 Kodeksu postępowania cywilnego, sąd rozpatrujący spór związany jest jedynie prawomocnym wyrokiem skazującym co do popełnienia przestępstwa. Uznanie danego uczestnika ruchu drogowego za niewinnego w procesie karnym nie oznacza więc automatycznie, że odniesie on zwycięstwo w postępowaniu cywilnym (wyrok uniewinniający nie jest wyrokiem skazującym).

Po drugie, zasady odpowiedzialności cywilnej, szczególnie przy zdarzeniach drogowych z udziałem pojazdu mechanicznego oraz pieszego, zdecydowanie różnią się od tych obowiązujących na gruncie prawa karnego. Oceniając zasadność roszczenia o naprawienie szkody powstałej na skutek potrącenia pieszego, sąd cywilny stosuje art. 436 §1 w związku z art. 435 §1 Kodeksu cywilnego. Stanowi on, że Samoistny posiadacz mechanicznego środka komunikacji poruszanego za pomocą sił przyrody ponosi odpowiedzialność za szkodę na osobie lub mieniu, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą nie ponosi odpowiedzialności. Konstruując w ten sposób przepis ustawodawca zdecydował się oprzeć odpowiedzialność kierowcy na zasadzie ryzyka. Oznacza to, że jego wina jest domniemana (odwrotnie niż w procesie karnym).

Kiedy ubezpieczyciel uwolni się od obowiązku zapłaty odszkodowania?

Ubezpieczyciel uwolni się od obowiązku zapłaty odszkodowania, jeśli wykaże pewne okoliczności. Mowa o okolicznościach wymienionych w przepisie, tj. wyłączną winę pieszego, osoby trzeciej, czy siłę wyższą. W związku z tym, nawet niewielkie uchybienie przepisom prawa o ruchu drogowym przez kierującego, jeśli chociaż w małym stopniu miało wpływ na przebieg zdarzenia i przyczyniło się do jego powstania, oznacza porażkę pozwanego. W podanym wyżej przykładzie (nadmierna prędkość kontra niezastosowanie się do sygnalizacji świetlnej) wyrok dla pieszego byłby korzystny. Odszkodowanie  zostałoby zatem przyznane. Trzeba jednak pamiętać, że sąd w takim przypadku z całą pewnością zastosowałby 362 Kodeksu cywilnego i odpowiednio do stopnia przyczynienia się poszkodowanego obniżył należne świadczenie.

Jeśli więc nawet wyrok sądu karnego okaże się dla pieszego niekorzystny, może on podjąć próbę dochodzenia swoich roszczeń w postępowaniu cywilnym.  O ile oczywiście nie sposób przypisać mu pełnej winy za zdarzenie drogowe. Nieuwzględnienie roszczeń przez ubezpieczyciela w postępowaniu przedprocesowym uzasadnione właśnie poprzez powołanie się na wyrok zapadły w procesie karnym nie zawsze powinno więc zrażać poszkodowanego.  Omawiana zasada ryzyka nie obowiązuje jednak w pewnych okolicznościach. Inaczej będzie, gdy mamy do czynienia ze zderzeniem się dwóch pojazdów mechanicznych. Wtedy zastosowanie znajduje wyłączenie z art. 436 §2. Sprawa rozpatrywana jest więc na zasadach ogólnych odpowiedzialności deliktowej. To powód zatem musi udowodnić winę domniemanego sprawcy. Natomiast w przypadku wypadku z udziałem pojazdu mechanicznego oraz rowerzysty sytuacja tego drugiego jest analogiczna do pozycji procesowej pieszego.