Obraźliwe komentarze w internecie. Co można z tym zrobić?
Słowo „hejt” jest w obecnych czasach odmieniane przez wszystkie przypadki. Na dobre weszło do języka codziennego, gdy powszechny stał się dostęp do internetu. Tutaj każdy może w łatwy sposób wyrazić swoje poglądy na wszystkie tematy. Ma też możliwość prowadzenia polemiki. Ta często ze zwykłej dyskusji przeradza się w festiwal obelg. Czy atakujący słownie są bezkarni? Co można zrobić, jeśli zobaczy się negatywny komentarz na swój temat?
Jeszcze kilka lat temu rzeczywiście można było czuć się bezkarnie w sieci. Mało kto przejmował się problemem internetowego hejtu. Temat bagatelizowano, gdyż nie dostrzegano związku między światem wirtualnym a rzeczywistym. Do opinii publicznej zaczęły jednak trafiać informacje o próbach samobójczych notorycznie obrażanych nastolatków. Na całym świecie do debaty publicznej trafiło też pojęcie tzw. „mowy nienawiści”. Wszystko to sprawiło, że internauci, którzy nie panują nad swoimi emocjami zaczęli być identyfikowani i ścigani. Do gry weszła policja, prokuratura i sądy. Przedstawiciele tej instytucji rzadko jednak działają z urzędu. O negatywnym zdarzeniu muszą się dowiedzieć. Jak, kogo i na jakiej podstawie może zawiadomić ofiara hejtu?
Prośba o usunięcie komentarza
Pierwszym krokiem powinno zawsze być skontaktowanie się z administratorem strony, na której opublikowano negatywny komentarz. Rozmiar skutków hejtu dla psychiki czy renomy obrażanego zależy przecież od tego, kto i przez jaki okres będzie miał dostęp do krytycznych wypowiedzi. Najlepszym wyjściem będzie tutaj sformułowanie e-mailowej prośby. Jest to najszybszy sposób na dotarcie do osób uprawnionych do edycji informacji na danej stronie internetowej. Można także sformułować oficjalne pismo, jednak w tym przypadku należy się liczyć z całą procedurą wysyłki. Warto także zadzwonić do redakcji czy wydawcy i zasygnalizować problem. To jednak powinno być tylko dodatkowe działanie – dobrze jest bowiem mieć historię korespondencji w formie pisemnej.
W piśmie czy wiadomości e-mail należy dokładnie wskazać, które komentarze internautów są dla nas obraźliwe. Najlepiej je zacytować, aby nie było żadnych wątpliwości. Warto też podać identyfikator (nick) komentującego i datę opublikowania wypowiedzi. Drugim elementem pisma powinno być wskazanie przyczyn, dla których dany komentarz uważamy za obraźliwy. W przypadku wyzwisk czy obelg administrator portalu z pewnością zrozumie problem. Wytłumaczyć swoje racje trzeba natomiast chociażby wtedy, gdy komentarz z pozoru nie jest obraźliwy, ale zawiera nieprawdziwe informacje. Przeinaczanie faktów może wpływać na renomę przedsiębiorcy czy dobre imię publicznego funkcjonariusza.
Ostatnim elementem pisma powinno być wskazanie podstawy prawnej wysuwanych roszczeń. Usunięcie komentarza przez administratora internetowego serwisu nie jest bowiem tylko „koleżeńską przysługą”. Chociaż podmiot odpowiedzialny za treści pojawiające się na stronie sam nie jest autorem obraźliwych słów, również może odpowiadać za naruszenie dóbr osobistych. Roszczenia o charakterze cywilnym można wystosować nie tylko wobec rzeczywistego sprawcy, ale również wobec tego, kto przyczynia się do rozpowszechnienia hejtu. Na takim stanowisku stanął chociażby Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 30 września 2016 roku.
Stanowisko SN
Przepis art. 24 § 1 kc nie ogranicza jego zastosowania do bezpośrednich sprawców naruszenia dóbr osobistych, ale obejmuje swoim zakresem wszelkie działania określonego podmiotu, które w jakikolwiek sposób powodują czy przyczyniają się do naruszenie dóbr osobistych poszkodowanego lub do pogłębienia naruszeń tych dóbr, dokonanych uprzednio przez inne podmioty (…)W przypadku naruszenia dóbr osobistych wypowiedziami anonimowych internautów zamieszczonych na portalach internetowych, odpowiedzialność administratora należy rozpatrywać na gruncie przepisu art. 24 § 1 kc w powiązaniu z przepisem art. 14 ust. 1 ustawy z 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną.
Podstawą prawną żądania usunięcia komentarza będzie więc wskazany przez Sąd Najwyższy przepis z kodeksu cywilnego. Zawiera on katalog roszczeń dostępnych w przypadku stwierdzenia naruszenia dóbr osobistych. Z całą pewnością właśnie tak można klasyfikować opublikowanie obraźliwego komentarza. W ten sposób naruszana jest bowiem godność człowieka czy jego dobre imię (tzw. cześć zewnętrzna). Podstawowym środkiem ochrony dóbr osobistych wskazanym w ww. przepisie jest roszczenie o zaniechanie naruszeń, a więc w tym przypadku o usunięcie negatywnego komentarza.
Hejter odpowie za naruszenie dóbr osobistych
Za naruszenie dóbr osobistych odpowiada również oczywiście sam hejter. Nawet spełnienie roszczeń przez administratora serwisu nie sprawia, że bezpośredni sprawca staje się wolny od odpowiedzialności cywilnej. Ze względów technicznych trudno prosić go o usunięcie komentarza, chyba że opublikował go na portalu umożliwiającym edycję swoich wypowiedzi. Taką opcję przewidują chociażby portale społecznościowe. Takiej możliwości nie dają z kolei niektóre serwisy informacyjne.
Dostępnych żądań jest jednak więcej. Poszkodowany może przede wszystkim domagać się usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych. Najczęściej roszczenie to jest realizowane poprzez opublikowanie oświadczenia prostującego negatywną wypowiedź. Są to więc sformalizowane przeprosiny. Powinny być one opublikowane tak, aby dotarły do porównywalnego grona odbiorców co wcześniejszy hejt. Najczęściej będzie to więc oświadczenie na tej samej stronie internetowej, widoczne przez podobny czas co negatywny komentarz. Poszkodowany może też dodatkowo starać się o świadczenie tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę albo o przekazanie określonej sumy na cele społeczne.
Żądania niepieniężne często da się wyegzekwować bez ingerencji sądu. W wielu przypadkach wystarczy wezwanie hejtera do zaniechania naruszeń dóbr osobistych oraz do sformułowania przeprosin. Chyba że te ostatnie miałyby być opublikowane odpłatnie. O ile bowiem sprawcy dla uniknięcia ewentualnego procesu zgadzają się usunąć komentarz czy przeprosić, o tyle raczej niechętnie wykonają zobowiązanie związane z koniecznością zapłaty.
Przy braku woli polubownego zakończenia sporu pozostaje skierować sprawę na drogę sądową. Właściwy tutaj będzie zawsze sąd okręgowy. W przypadku negatywnych komentarzy w internecie, dostępnych przecież w całym kraju, można próbować składać pozew w dowolnym sądzie tego szczebla. Czyli najlepiej we właściwym dla swojego miejsca zamieszkania. Trzeba pomyśleć też o odpowiednich dowodach. Standardowo w takich przypadkach to:
- wydruk strony internetowej zawierającej obraźliwe komentarze,
- dokumenty potwierdzające wpływ na renomę przedsiębiorcy – chociażby informacja o obniżeniu oceny na portalu społecznościowym dla prowadzonej firmy,
- zeznania świadków, którzy potwierdzą, że negatywne komentarze miały wpływ na psychikę poszkodowanego.
A może postępowanie karne?
Publikowanie negatywnych komentarzy w sieci to sprawa nie tylko dla sądu cywilnego. Hejt może być bowiem uznany również za przestępstwo. Sprawca może swoim działaniem wypełnić znamiona następujących czynów zabronionych:
- zniesławienia (art. 212 Kodeksu karnego) – jeśli poszkodowany zostanie pomówiony o takie postępowanie lub właściwości, które mogą go poniżyć w opinii publicznej albo narazić na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywania danego zawodu czy pełnienia funkcji,
- zniewagi (art. 216 Kodeksu karnego) – jeśli poszkodowany zostanie obrażony, chociażby wulgarnymi słowami,
- stalkingu (art. 190a Kodeksu karnego) – jeśli komentarzy będzie więcej i zostanie to uznane za uporczywe nękanie powodujące stan zagrożenia albo naruszające prywatność.
Pierwsze dwa ze wskazanych przestępstw ścigane są z oskarżenia prywatnego. Oznacza to, że sam poszkodowany ma uprawnienie do skierowania sprawy do sądu. Nie musi więc prosić o pomoc prokuratora. Nawet jeśli to zrobi, może otrzymać odpowiedź odmowną. W przypadku bowiem tego typu czynów zabronionych organy ścigania nie mają obowiązku zajęcia się sprawą. Jeśli więc wesprą poszkodowanego, zrobią to z dobrej woli. Uprawnił ich do tego ustawodawca, przewidując możliwość przejęcia sprawy prywatnoskargowej z uwagi na interes społeczny. W praktyce nie zdarza się to jednak często, co utrudnia pokrzywdzonemu działanie. Zazwyczaj nie dysponuje on bowiem środkami technicznymi, które pozwalałyby na zidentyfikowanie hejtera. Bez pomocy policji czy prokuratury sprawa może więc ugrząźć w martwym punkcie.
Pokrzywdzony jest w lepszej sytuacji, jeśli działania hejtera wypełniają znamiona przestępstwa stalkingu. Czyn ten ścigany jest bowiem na wniosek. Oznacza to, że po złożeniu przed funkcjonariuszami odpowiedniego oświadczenia, muszą oni zająć się sprawą. Prokuratura jest tutaj też wyłącznym podmiotem uprawnionym do skierowania do sądu aktu oskarżenia. Problem w tym, że opublikowanie pojedynczego obraźliwego komentarza nie zostanie uznane za stalking. Nie ma bowiem w takim przypadku mowy o uporczywym nękaniu, czyli wielokrotnym i długotrwałym ingerowaniu w prywatność i spokój pokrzywdzonego.





