Chłodzisz samochód na postoju w upalny dzień? Grozi ci za to mandat

W globalne ocieplenie można nie wierzyć. Faktem jest jednak, że w ostatnim czasie wakacyjne miesiące są w Polsce bardzo upalne. Już w maju czy czerwcu temperatury bywają dla przeciętnego człowieka nie do zniesienia. Na samą myśl o zajęciu miejsca w rozgrzanym przez słońce samochodzie robi się słabo. Dlatego też kierowcy często szybko uruchamiają silnik, włączają klimatyzację i uciekają z pojazdu na kilka minut. Czy jest to legalne?

Okazuje się, że za takie zachowanie grozi grzywna. W najgorszym przypadku kierowca samochodu będzie musiał odchudzić swój portfel aż o 9000 zł! W praktyce, jeśli funkcjonariusze zdecydują się podjąć interwencję, mandat wyniesie do 350 zł. Mamy tutaj bowiem do czynienia z odpowiedzialnością za naruszenie aż trzech przepisów zawartych w ustawie z dnia 20 czerwca 1997 roku – Prawo o ruchu drogowym. W niektórych przypadkach policja może podjąć interwencję nawet na terenie prywatnym.

Za co konkretnie można dostać mandat?

O które przepisy chodzi? Mowa tutaj o czynach opisanych w art. 60 ust. 2 pkt 1-3 Prawa o ruchu drogowym. Czytamy w nim, że:

Zabrania się kierującemu:

  • Oddalania się od pojazdu, gdy silnik jest w ruchu,
  • Używania pojazdu w sposób powodujący uciążliwości związane z nadmierną emisją spalin do środowiska lub nadmiernym hałasem,
  • Pozostawiania pracującego silnika podczas postoju na obszarze zabudowanym; nie dotyczy to pojazdu wykonującego czynności na drodze.

Najczęściej interwencje policji czy straży miejskiej dotyczą tego ostatniego przypadku. Tutaj najłatwiej przyłapać kierującego na gorącym uczynku. Wystarczy zarejestrować pracujący motor za pomocą kamery zdolnej nagrać dźwięk silnika. Konieczne jest również zmierzenie czasu, gdyż „postój” to zatrzymanie niezwiązane z warunkami na drodze, które trwa dłużej niż 1 minutę.

Trudniej będzie udowodnić naruszenie w postaci oddalenia się od pojazdu, gdy silnik jest w ruchu, jeśli funkcjonariusz zastanie pustą szoferkę. Będzie musiał bowiem zlokalizować kierowcę, który przyzna się, że to akurat on uruchomił silnik (być może zrobił to pasażer). Najbardziej uznaniowe jest z kolei stwierdzenie popełnienia ostatniego z wymienionych wykroczeń. Nie sposób obiektywnie ocenić, czy hałas albo spaliny emitowane przez silnik powodują jakiekolwiek uciążliwości.

Warto jeszcze zauważyć, że polskie przepisy nie odpowiadają jednoznacznie na pytanie o możliwość ukarania w powyższych przypadkach kierującego pojazdem elektrycznym. Na pewno nie sposób wlepić mu mandatu za nadmierne wydzielanie spali czy hałasu. Teoretycznie można natomiast interweniować w pozostałych sytuacjach. Po pierwsze jednak, trudno jest ocenić, w którym momencie silnik faktycznie pracuje. Działa on przecież bezszelestnie. Po drugie, celem wprowadzenia omawianych zakazów była zapewne ochrona środowiska (pkt 3) oraz uniemożliwienie odjechania pojazdem przez osobę nieuprawnioną (pkt 1). Pierwszy argument odpada w przypadku pojazdów elektrycznych. Drugiego można jeszcze bronić.

Na koniec warto zaznaczyć, że funkcjonariusze mogą w niektórych sytuacjach podjąć interwencje również na terenie prywatnym. Będzie tak w przypadku ustawienia przez zarządcę posesji znaku „strefa ruchu”. Dzięki temu na oznaczonym obszarze można stosować przepisy ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Takie strefy są najczęściej wyznaczane na terenie osiedli mieszkaniowych czy na parkingach pod centrami handlowymi.

Oddalenie się od pojazdu, gdy silnik jest w ruchu – jaka sankcja?

Jeśli idzie zaś o wysokość sankcji za powyższe wykroczenia, z pomocą przychodzi tutaj taryfikator mandatów. Zgodnie z najnowszą jego wersją za naruszenie omawianych zakazów grożą następujące kary:

  • pozostawienie pracującego silnika w obszarze zabudowanym podczas postoju – do 100 zł,
  • nadmierna emisja hałasu i spalin – do 300 zł,
  • oddalenie się od pojazdu pozostawionego z pracującym silnikiem – do 50 zł.

Co istotne, funkcjonariusz może wlepić niższy mandat. Dopuszczalne jest również poprzestanie na pouczeniu, co jest chyba najczęściej stosowanym w praktyce środkiem „represji”. Szczególnie w przypadku tego rodzaju wykroczeń, które są powszechnie uznawane za drobne.

Skąd więc wskazana na wstępie groźba grzywny aż do 9 000 zł? Otóż odpowiedzialność wykroczeniowa za naruszenie przepisów ustawy – Prawo o ruchu drogowym powstaje w związku z odesłaniem zawartym w art. 97 kodeksu wykroczeń. Przepis ten stanowi, że:

Uczestnik ruchu lub inna osoba znajdująca się na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, a także właściciel lub posiadacz pojazdu, który wykracza przeciwko innym przepisom ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym lub przepisom wydanym na jej podstawie podlega karze grzywny do 3000 złotych albo karze nagany

Teoretycznie więc, jeśli kierujący odmówi przyjęcia mandatu, a co za tym idzie sprawa trafi do sądu na podstawie wniosku o ukaranie, możliwe będzie orzeczenie grzywny do 3 000 zł za każde stwierdzone naruszenie ustawy. Oczywiście w praktyce się to raczej nie zdarza, chyba że obwiniony wiele razy dopuścił się podobnych naruszeń, a co za tym idzie, zdaje się lekceważyć porządek prawny.

Czytaj również:

Za co można dostać mandat zimą?

Zarysowałeś na parkingu inne auto? Lepiej poczekaj na jego kierowcę