Czy warto pisać odpowiedź na akt oskarżenia?

Odpowiedź na pozew to z reguły nieodłączna część akt każdej sprawy cywilnej. Skoro powód wytacza przed sądem swoje prawnicze działa, to i pozwany niech przedstawi swoją broń. Obie strony są równe – przysługuje im taki sam wachlarz środków. Dwa pierwsze pisma sprawy są więc dla sędziego niezwykle istotne. A jak to wygląda w procedurze karnej? Jest akt oskarżenia, powinna być zatem i odpowiedź. Czy ten rachunek zawsze się sprawdza?

Oszczędna regulacja – duże znaczenie

Przepis dający oskarżonemu uprawnienie do wniesienia odpowiedzi na akt oskarżenia (art. 338 § 2 KPK) jest niezwykle lakoniczny. Ogranicza się przede wszystkim do wskazania terminu – 7 dni od doręczenia oskarżonemu aktu. Co najważniejsze – to nie jest czynność obligatoryjna. Jeżeli oskarżony nie widzi potrzeby odpowiadania lub nie chce polemizować z prokuratorskimi zarzutami, termin upłynie dla niego bez konsekwencji. Również sama forma nie budzi żadnych wątpliwości – winna ona spełniać jedynie wymagania dla standardowego pisma procesowego (art. 119 KPK).

W żadnym natomiast wypadku nie należy traktować odpowiedzi na akt oskarżenia jako środka odwoławczego, bowiem oskarżony nie dysponuje żadną decyzją sądu, na podstawie której mógłby zbudować żądania lub zarzuty odwoławcze. Co można wobec tego w takiej odpowiedzi na akt oskarżenia zawrzeć? Choć odpowiedź może być repliką na każdego rodzaju akt oskarżenia (również sporządzony przez oskarżyciela subsydiarnego), dalsze rozważania będą dotyczyć odpowiedzi na prokuratorski AO.

Pisz wszystko!

Aktualne pozostają rozważania R. Stefańskiego, który skonkludował, że ustawa nie określa zawartości treściowej odpowiedzi na akt oskarżenia. Z samej jej istoty wynika, że należy się w niej ustosunkować do twierdzeń aktu oskarżenia. Mogą być tutaj podniesione zarówno kwestie merytoryczne, np. mogą być przytoczone argumenty kwestionujące twierdzenia zawarte w akcie oskarżenia lub wskazujące na istotne braki postępowania przygotowawczego, jak i formalne, np. zwracające uwagę na braki formalne aktu oskarżenia.

Z powyższego wynika więc, że lakoniczność przepisu jest celowym zabiegiem legislacyjnym. Odpowiedź na AO ma być zatem formą swobodnego ustosunkowania się oskarżonego do treści zarzutów lub formy oskarżenia. Wprowadzenie jakiegokolwiek ograniczenia postawiłoby pod znakiem zapytania zasadę równości broni. Co bowiem stałoby za regulacją, w myśl której oskarżonemu wolno oceniać tylko niektóre fragmenty postępowania przygotowawczego? Tym bardziej, że i tak finalna decyzja oraz ocena aktu oskarżenia leżą w gestii najpierw prezesa sądu, a potem samego sądu.
Czemu to ma służyć?

Nietrudno wskazać podstawy aksjologiczne konstrukcji odpowiedzi na AO. Prokurator prowadzi postępowanie i w jego wyniku uzyskuje informacje o poczynaniach oskarżonego. Następnie oskarżyciel publiczny ocenia je – lub nie – jako naganne z punktu widzenia prawa i kieruje zarzuty do sądu, by niezależny organ mógł rozpatrzyć całą sprawę. Akt oskarżenia jest oceną, porównaniem działania człowieka z abstrakcyjnymi konstrukcjami prawnymi. Może być trafna lub nie.

W jaki sposób najlepiej jest zatem poznać sprawę? Poprzez wysłuchanie drugiej strony i zestawienie zebranego materiału. W ten sposób realizowana jest zasada prawdy materialnej przy użyciu reguły prius quam exaudias, ne iudices (nie sądź, zanim nie wysłuchasz). Skoro jesteśmy na gruncie prawa karnego, nierównorzędności stron (bowiem prokurator dysponuje prawem stosowania przymusu, reprezentując państwo) i prawa do obrony, to czemu odpowiedź na AO nie jest obowiązkowa?

Sąd czy prezes… co za różnica?

Z kodeksowego ulokowania art. 338 § 2 KPK wynika, że jest on elementem regulacji dotyczących tzw. wstępnej kontroli oskarżenia. Zanim akt oskarżenia spocznie na sądowej ławie przed składem orzekającym, przepisy prawa zobowiązują do jego uprzedniej weryfikacji. Na gruncie polskiej procedury karnej oddanie sprawy pod sąd odbywa się pod czujnym okiem prezesa sądu, który mocą swoich kompetencji (sądowo-administracyjnych) może skutecznie zablokować prokuratorskie zarzuty, zmuszając organy uprawnione do ścigania do wniesienia odpowiednich poprawek czy do poszerzenia materiału dowodowego.

Warto przy tym podkreślić, że prezes sądu nie działa jako pewnego rodzaju „przedsąd”. Nie feruje on wyroków, które następczo będą potwierdzane przez sądy. Jego funkcje można określić jako porządkowe, organizacyjne czy administracyjne – swoisty filtr, by sądy nie zostały zalane trefnymi czy niekompletnymi aktami oskarżenia.

Przepraszam, czy ja rozmawiam z prezesem sądu?

Bezpośrednio z art. 338 KPK wynika, że to prezes sądu (lub ewentualnie referendarz sądowy) zarządza doręczenie aktu oskarżenia oskarżonemu wraz z właściwymi pouczeniami. Z tego też wynika, że odpowiedź na AO powinna trafić najpierw w ręce prezesa sądu. Słusznie więc podkreśla się w literaturze, że przedmiotowe pismo może zawierać nie tylko uwagi co do formy czy treści prokuratorskich zarzutów, ale także żądania skierowania sprawy na posiedzenie np. w celu umorzenia postępowania z uwagi na wystąpienie którejś z negatywnych przesłanek procesowych.

Ten scenariusz należy raczej do rzadkich, bowiem sama prokuratura ma obowiązek weryfikowania art. 17 KPK i czuwania, by nie nadać biegu sprawie, która powinna być umorzona. Znacznie większe możliwości kryją się za żądaniami umorzenia postępowania z powodu oczywistego braku faktycznych podstaw oskarżenia (art. 339 § 3 pkt 2 KPK) czy zwrotu sprawy prokuratorowi w celu usunięcia istotnych braków postępowania przygotowawczego. I pomimo, że decyzje w tym zakresie władny jest podejmować wyłącznie prezes sądu, to kierując się art. 9 § 2 KPK nie można takiego wniosku oskarżonego uznać za niedopuszczalny. W rezultacie – kontynuując powyższe rozważania – oskarżony (a raczej jego obrońca), uderzając w odpowiednie struny aktu oskarżenia, zyskuje możliwość realnej polemiki z prokuratorem, co może doprowadzić do wstrzymania postępowania sądowego.

Czemu więc fakultatywne?

Najpełniej na to pytanie odpowiedzieliby z pewnością zawodowi obrońcy. Często decydują się na wniesienie odpowiedzi tylko ze względu na żądania oskarżonego, który żywi nadzieję, że do sprawy w końcu nie dojdzie. Problem tkwi w samej treści odpowiedzi na AO. Chęć wstrzymania postępowania sądowego, a tym samym obalenia twierdzeń prokuratora, wymusiłaby na obrońcach wyjawienie swojej strategii procesowej.

Biorąc bowiem pod uwagę brak w polskiej procedurze karnej prekluzji dowodowej, obrońcy mogą planować przebieg rozprawy, odpowiednio dobierając dowody i niejednokrotnie zaskakując prokuratora. Siejąc wątpliwości w składzie orzekającym, adwokaci czy radcowie prawni niejednokrotnie dążą do urzeczywistnienia art. 5 KPK.

Zaprezentowanie swoich argumentów i środków dowodowych już w odpowiedzi na AO, mogłoby być wyraźnym sygnałem dla prokuratora, w jaki sposób przygotować się do rozprawy. Summa summarum – odpowiedź na AO pozostaje fakultatywna, więc obrońcy nie muszą się wypowiadać. Czy to jedynie kwestia strategii procesowej i znajomości realiów? Być może odpowiem sobie na te pytania w przyszłości.