ASF – walka myśliwych, rolników, ministrów, a może walka z wiatrakami i nieprawdziwy przekaz mediów?

18 stycznia 2019
/

Od kilku dni w mediach głównym tematem jest walka z ASF (afrykański pomór świń), czyli masowy odstrzał dzików. Jest wiele spekulacji na ten temat. Jedni twierdzą, że jest to konieczność, aby pozbyć się choroby, drudzy uważają, że masowy odstrzał dzików to mord i koniec ,,dziczej ery” w Polsce.

Zarówno media, jak i inne źródła podają, że głównym czynnikiem choroby jest dzik. Prawda jest jednak taka, że dziki owszem chorują na ASF, ale nie są w stanie bezpośrednio przenieść choroby do chlewni. To człowiek poprzez niewiedzę oraz brak bioasekuracji jest głównym sprawcą przenoszenia choroby do gospodarstw. Nie jest możliwe, a wręcz nieprawdopodobne, aby dzik wszedł do chlewni i pozarażał znajdujące się w niej świnie. Dzik to dzikie zwierzę, które boi się człowieka i unika kontaktu z nim. Raczej nie zbliży się do gospodarstw (już nie wspominając o wejściu do chlewni).

Bioasekuracja w praktyce

Bioasekuracja, a właściwie jej brak, to główny czynnik, który potęguje rozprzestrzenianie się tej choroby. Rolnicy dużo krzyczą o chorobie, o wybiciu dzików, o tym, że myśliwi nic nie robią, a powinni – według nich  – nie robić nic innego, tylko polować.

Każdy myśliwy i naganiacz przed polowaniem i odstrzałem sanitarnym jest przeszkolony z zasad bioasekuracji podczas polowania. Nawet psy są spryskane detergentem. A czy sami rolnicy tak naprawdę coś robią w kierunku tego, aby choć trochę zminimalizować rozprzestrzenianie się choroby? W ilu gospodarstwach są maty dezynfekcyjne przed wjazdem do gospodarstwa? Ilu gospodarzy, przed i po wyjściu z chlewni, zmienia ubranie, obuwie i stosuje środki dezynfekujące? Już nie wspomnę o weterynarzach, którzy w ciągu dnia odwiedzają kilka lub nawet kilkanaście gospodarstw w jednym ubraniu. Czy powyższe czynniki nie wpływają na przenoszenie choroby? Na to pytanie proszę sobie odpowiedzieć samemu.

Choroba odbija się czkawką rolnikom, którzy narzekają na gwałtowny spadek cen trzody chlewnej. Zwiększył się import wieprzowiny zza granicy, co skutkuje spadkiem cen żywca krajowego. Już w tej chwili polscy rolnicy twierdzą, że produkcja żywca w ich gospodarstwach wychodzi na zero lub wymaga finansowego wkładu własnego, biorąc pod uwagę ceny paszy. W ramach niezadowolenia organizują protesty, strajki i domagają się od Ministra Rolnictwa walki z tą chorobą. Według nich walczyć można tylko w jeden sposób – wybić do zera pogłowie dzika w Polsce.

Walka z ASF, czyli masowy odstrzał dzików

Główny lekarz weterynarii wraz z Ministrem Rolnictwa oraz Środowiska wpadli na pomysł masowego odstrzału dzików poprzez tzw. zorganizowane polowania wielkoobszarowe na terenie całego kraju w każdy weekend stycznia począwszy od dnia 12 stycznia. Jeżeli to nie przyniesie efektu, okres polowań wielkoobszarowych będzie przedłużony do końca lutego. Mało tego! Aby zmniejszyć rozrodczość dzików i ich populację, nakazali strzelać do prośnych i prowadzących młode loch. Mało tego!! Za każdą odstrzeloną lochę zapłacą myśliwemu kwotę 650zł. Ktoś pomyśli: no tak, myśliwy pojedzie na polowanie, strzeli kilka loch i miesięczną pensję zarobi. Niestety nie tędy droga.

Po raz pierwszy w temacie walki z ASF nić porozumienia znaleźli ekolodzy i myśliwi. Ci pierwsi oprócz odwiecznej walki z myśliwymi i obrony zwierząt, powiedzieli razem z myśliwymi stanowcze ,,NIE” dla odstrzału prośnych i prowadzących loch. Myśliwi, którzy jako jedyni realnie i zgodnie z prawem mogą polować na dziki, jednogłośnie stwierdzili, że do loch strzelać nie będą, gdyż nie pozwala im na to etyka łowiecka, którą ślubowali podczas wstąpienia do grona myśliwych.

Dopiero po wizycie i rozmowach u Prezydenta Minister Rolnictwa wydał pismo do Łowczego Krajowego z rekomendacją do wszystkich myśliwych, aby wstrzymano się i zrezygnowano z odstrzału loch, gdyż wcześniejsze pismo według niego było źle zinterpretowane przez właściwe do tego organy. Jednak to jedyny wspólny cel ekologów i myśliwych, poza nim nadal pozostaje ogromna nienawiść tych pierwszych do drugich. W ramach akcji ekolodzy chcą protestować i przeszkadzać myśliwym w prowadzeniu polowania. Nie jest to jednak takie proste. W myśl przepisów w  przypadku blokowania polowania myśliwi bezwzględnie wzywają policję na podstawie cytowanej poniżej ustawy:

Dz.U.2018.0.1967 t.j. - Ustawa z dnia 11 marca 2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt

Art. 78. Odpowiedzialność karna za naruszenie przepisów ustawy

Kto:

1) wbrew zakazowi prowadzi szczepienia przeciwko chorobom zakaźnym zwierząt lub wykonuje takie szczepienia,

2) nie stosuje się do nakazów, zakazów lub ograniczeń wydanych w celu zwalczania chorób zakaźnych zwierząt lub zapobiegania takiej chorobie, wymienionych w art. 44 uprawnienia powiatowego lekarza weterynarii w zakresie zwalczania chorób zakaźnych zwierząt ust. 1 pkt 3, 6, 9, 12 i 17, ust. 1a pkt 2 i pkt 6 lit. c, art. 45 kompetencje powiatowego lekarza weterynarii w razie zagrożenia wystąpienia lub wystąpienia choroby zakaźnej zwierząt ust. 1 pkt 2, 3, 4 i 11 oraz art. 46 informacja o zagrożeniu wystąpienia lub wystąpienia choroby zakaźnej zwierząt ust. 3 pkt 2, 3, 4 i 10,

3) nie stosuje się do nakazu przeprowadzenia powszechnych badań, leczenia lub innych zabiegów na zwierzętach z gatunków wrażliwych wydanego na podstawie art. 47 uprawnienia ministra w przypadku wystąpienia choroby zakaźnej zwierząt lub zagrożenia jej wystąpienia ust. 1,

4) nie stosuje się do nakazów, zakazów lub ograniczeń, wydanych na podstawie art. 48 współpraca państw UE przy zwalczaniu choroby zakaźnej zwierząt ust. 3 lub art. 48a właściwość organów w sprawach zwalczania chorób zakaźnych zwierząt ust. 3 pkt 1,

5) udaremnia lub utrudnia wykonanie czynności wynikających z nakazów organów Inspekcji Weterynaryjnej wydanych w związku ze zwalczaniem choroby zakaźnej zwierząt
- podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.

Polowanie na dziki - co jest prawdą?

Kolejnym aspektem gorączki polowań na dziki jest podawanie nieprawdziwych informacji przez media o ilości dzików do pozyskania. Wszyscy głośno trąbią, że do końca stycznia ma zostać odstrzelonych 210 tysięcy sztuk. Owszem, taka liczba jest do pozyskania, ale nie przez miesiąc tylko przez cały sezon łowiecki, który trwa rok (od 1 kwietnia do 31 marca). Dla porównania dwa lata temu pozyskanie dzików w Polsce wyniosło 282 tyś. sztuk, a w tamtym sezonie 308 tyś. sztuk.

Media krzyczą, że odgórne nakazy zorganizowania polowań przyniosą spodziewane efekty. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze myśliwi będą polować tak jak do tej pory i nie ma innej możliwości, aby nagle zwiększyła się ilość pozyskiwanych dzików, a po drugie nie ma możliwości, aby wybić wszystkie dziki do zera.

Kolejnym absurdem jest fakt, że w przypadku watahy dzików na polowaniu zbiorowym zostawiamy lochę, a resztę strzelamy? Czyli co, jedna locha ujdzie z życiem i ona choroby nie przeniesie? Bo niby skąd myśliwy ma wiedzieć, który dzik jest chory, a który zdrowy? Masowy odstrzał dzików to jedno wielkie nieporozumienie. I właśnie w ten sposób, poprzez media, jest ogłupiane i wprowadzane w błąd społeczeństwo. Na portalach internetowych do walki z ,,masową rzezią”  dzików przyłączyli się nawet znani celebryci. Jedni z nich działania rządu nazywają haniebnymi, inni posunęli się nawet do porównania płodu dzika z płodem człowieka cyt: ,,Nie oceniam sprawy zabijania dzików (nie znam się na ASF), ale wytłumaczcie mi proszę, jakim cudem locha nosi w sobie małego dzika, o którego życie należy walczyć, a kobieta w ciąży nosi „zlepek komórek”? Płód to nie człowiek, a dzik to od początku dzik”.

Polska podzielona

To jest jakieś szaleństwo. Pół Polski rzuciło się bronić głupich decyzji polityków, a tego jak jest nikt chyba do końca nie rozumie. Wystarczy zrobić trochę szumu informacyjnego i już miliony rodaków nie wiedzą, co myśleć. Kolejne miliony natomiast (w tym dziennikarze) zaczynają ślepo wierzyć w politykę informacyjną rządu.

Nie da się wybić wszystkich dzików. W przypadku świń, ktoś wmawia rolnikom, że łatwiej będzie wybić dziki, niż zainwestować w nowoczesne chlewnie, bioasekurację i masową edukację na temat choroby i walki z nią. Tymczasem wybicie dzika pomoże tyle co przysypanie kretowiska ziemią, czyli nic. Wirus utrzymuje się w odchodach zwierząt czy padlinie nawet przez 1000 dni.

Tak więc zastanówmy się sami i zróbmy rachunek sumienia, czy media przekazują właściwe informacje, czy politycy, którzy zajmują najważniejsze stołki w naszym państwie podejmują słuszne, przemyślane decyzje i w końcu – czy choroba ASF i walka z nią to nie walka z wiatrakami, bo od ponad 5 lat, mimo różnych prób i decyzji, żadnych efektów, oprócz hejtu na myśliwych i zdenerwowania rolników, nie ma.