Wypadek! Kto właściwie jest winny?

Niemal każdy artykuł związany z prawem drogowym mógłbym zaczynać w ten sam sposób. Kolejny dzień, kolejny wypadek, kolejna dyskusja na temat tego – kto jest winny.

Sprawy nie ułatwiają reporterzy, którzy są pierwsi na miejscu zdarzenia i zbierają informacje na temat jego prawdopodobnego przebiegu. Budują na tej podstawie doniesienie prasowe. Najczęściej jest ono jednak niepełne albo dotyka najmniej istotnych kwestii. Potem na tej podstawie internauci ferują wyroki. Czy rzeczywiście tak łatwo jest wskazać winnego?

Kolejna dyskusja w Internecie

Do napisania na ten temat skłoniła mnie dyskusja pod informacją o potrąceniu rowerzysty przejeżdżającego przez jezdnię. Problem w tym, że zrobił to w miejscu niedozwolonym – skorzystał z przejścia dla pieszych. Jest to najistotniejszy element dziennikarskiej relacji. Już sam tytuł artykułu na to wskazuje. W Internecie oczywiście wielkie oburzenie i jednoznaczna ocena – winny jest rowerzysta, bo przejeżdżał po zebrze.  Mało kto spojrzał na sprawę kompleksowo i zwrócił uwagę, że mogło być jeszcze wiele innych czynników, które przyczyniły się do wypadku. Czy naprawdę fakt popełnienia tego rodzaju wykroczenia przez rowerzystę automatycznie oznacza, że jest on winny?

W pierwszej kolejności trzeba w ogóle wyjaśnić co to znaczy, że ktoś ponosi „winę” za zdarzenie i czy jest to równoznaczne z poniesieniem odpowiedzialności za jego skutki. Najistotniejsze jest zrozumienie, szczególnie w przypadku kolizji samochodu z rowerem, że kompletnie różne zasady obowiązują w zależności od tego – czy sprawa jest rozpoznawana w postępowaniu karnym, czy w cywilnym.

Odpowiedzialność karna za kolizję albo wypadek

Jeśli chcemy kogoś ukarać za popełnione wykroczenie (w przypadku kolizji bez uszczerbku na zdrowiu) albo przestępstwo (gdy poszkodowany odniesie obrażenia) musimy wyraźnie i jednoznacznie udowodnić właśnie jego winę. Trzeba więc wykazać, że naruszył on przepisy prawa. To jednak nie wszystko – stwierdzone uchybienie musi być bezpośrednią i samodzielną przyczyną zdarzenia. Co więcej, w działaniu obwinionego czy oskarżonego należy doszukać się co najmniej lekkomyślności albo niedbalstwa.

Kiedy dochodzi do zabójstwa wszystko najczęściej jest jasne. Dlatego wbrew pozorom tego rodzaju sprawy rozstrzygane są najszybciej. Jedna osoba zabija, a druga ginie. Wskazanie winnego jest łatwe. Oczywiście ocenia się, czy sprawca nie został sprowokowany. Mógł też bronić się. Ostatecznie może zostać uniewinniony. Jedno jest jednak pewne, odpowiedzialność nie zostanie przeniesiona na ofiarę, bo przecież to nie ona zabijała.

W przypadku zdarzeń drogowych sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana. Rzadko bywa tak, że tylko jedna strona popełnia jakieś wykroczenie. Najczęściej tak naprawdę w pierwszym odruchu trudno ocenić, kto uzyska status oskarżonego, a kto stanie się pokrzywdzonym. Zdarza się i tak, że już w toku procesu ostatecznie oskarżona zostanie osoba, która wcześniej traktowana była jako ofiara. Przykładowo, jeden kierowca skręca w lewo, a drugi w tym samym czasie wykonuje manewr wyprzedzania na podwójnej linii ciągłej. Dochodzi do wypadku. Wyraźnie widać, że obydwie strony naruszyły prawo. Jeden uczestnik zdarzenia skręcił, nie upewniwszy się, że może wykonać to bezpiecznie. Drugi zaś wykonuje manewr w niedozwolonym miejscu.

Kwestie sporne i wątpliwości

Jakie w takim przypadku zapadnie rozstrzygnięcie? Sąd karny najpewniej uniewinni oskarżonego. Ten co prawda naruszył przepisy, ale jednak do zdarzenia dość istotnie przyczynił się pokrzywdzony. Trudno ocenić, czyje zachowanie było bezpośrednią i najistotniejszą przyczyną zdarzenia. Pojawiają się więc wątpliwości. Jeśli tak się dzieje, muszą zostać one rozstrzygnięte na korzyść oskarżonego. Tak brzmi jedna z podstawowych zasad procesu karnego. Oczywiście w tego rodzaju sprawie przeważnie wypowiadają się biegli, którzy za pomocą profesjonalnych analiz mogą jednoznacznie wskazać winnego. Ich opinie zawierają jednak najczęściej pewne niedopowiedzenia, a więc na ich podstawie nie może zostać wydany wyrok skazujący.

Odpowiedzialność cywilna za zderzenie samochodu z rowerem

Zupełnie inne zasady obowiązują na gruncie prawa cywilnego. Przede wszystkim, zgodnie z wolą ustawodawcy, rowerzysta postawiony został w bardziej korzystnej pozycji procesowej. Istnieje bowiem domniemanie winy kierowcy pojazdu mechanicznego. To on jest domyślnie odpowiedzialny. Dopiero może próbować zwolnić się od obowiązku poniesienia konsekwencji. Żeby tak się stało konieczne jest jednak wykazanie, że poszkodowany ponosi wyłączną winę za zdarzenie. Jeśli więc obydwaj uczestnicy ruchu dopuszczą się jakichś naruszeń prawa, to najprawdopodobniej zostaną oni uznani za współwinnych. W związku z tym wyrok będzie niekorzystny dla kierowcy (a właściwie jego ubezpieczyciela).

To jak jest w końcu z tym rowerzystą?

Wróćmy więc do sprawy potrąconego rowerzysty. Na tę chwilę wiemy tylko tyle, że przejechał on rowerem przez przejście dla pieszych. Inne okoliczności nie są znane. Czy to wystarczy, żeby ocenić winę na gruncie obydwu reżimów prawnych? Należy zgodzić się, że rowerzysta naruszył prawo – zachował się niezgodnie z art. 26 ust. 3 pkt 3 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Stanowi on, że: Kierującemu pojazdem zabrania się jazdy wzdłuż po chodniku lub przejściu dla pieszych. Można mieć natomiast wątpliwość, czy tego rodzaju uchybienie było w danym przypadku bezpośrednią przyczyną wypadku. Danych jest za mało, aby to jednoznacznie ocenić.

Można wyłącznie „gdybać”. Gdyby więc rowerzysta wjechał na „zebrę” z dużą prędkością i bez zastanowienia, rzeczywiście jego wyłączną winę dałoby się obronić. Jeśli jednak przed wjazdem zatrzymał się, rozejrzał i ruszył z prędkością pieszego, konieczna stałaby się analiza zachowania kierowcy. Ten mógłby zostać uznany za co najmniej współwinnego (a może nawet wyłącznie winnego), gdyby okazało się, że rażąco przekroczył prędkość albo omijał pojazd stojący przed pasami. Też przecież popełniłby wykroczenie, które raczej ma dużo bardziej rażący charakter, niż powolne przejeżdżanie po przejściu dla pieszych.

Ostrożnie z wyrokowaniem

Dlatego też apeluję, aby powstrzymać się z oceną przyczyn zdarzenia do czasu uzyskania wszystkich istotnych informacji na temat jego przebiegu. Oczywiście nie wszystkie dane przedostają się do mediów, a internauci mają prawo wyrażać swoje zdanie, więc trudno jest zatrzymać fale przedwczesnych komentarzy. Jeśli jednak ktoś chce sformułować własną tezę, niech pamięta, jak na gruncie prawa wyglądają zasady odpowiedzialności za spowodowanie wypadku. Nie zawsze bowiem winny będzie ten, kto dopuścił się jakiegoś konkretnego i opisanego w mediach naruszenia. Może się przecież okazać, że druga strona nie zachowała się wcale tak wzorowo.