Dzięki dosłownej interpretacji prawa nie musisz odśnieżać chodnika

13 lipca 2018
/

Aktów prawnych są tysiące, a samych przepisów zapewne więcej niż milion. Zdecydowana większość z nich napisana jest językiem niezrozumiałym dla przeciętnego odbiorcy. Normy prawne są najczęściej bardzo ogólne, ponieważ muszą znaleźć zastosowanie do wielu różnych stanów faktycznych. Nie sposób przecież byłoby w ustawie uwzględnić i wymienić każdą sytuację, która może się wydarzyć w rzeczywistości. Dlatego też sądy oraz przedstawiciele doktryny muszą dokonywać interpretacji prawa na gruncie konkretnej sprawy.

Jaka wykładnia jest właściwa?

Jest to tak zwana wykładnia przepisów. Metod jej prowadzenia jest co najmniej kilka. Co do ich priorytetu i kolejności stosowania istnieją stałe i niekończące się spory w doktrynie. Niektórzy autorzy twierdzą, że wystarczająca jest językowa (dosłowna) interpretacja norm. Oczywiście jeśli da ona pożądany i jednoznaczny w danej sprawie rezultat. Kolejni wskazują, że najważniejszy jest cel, który prawodawca postawił ustawie (wykładnia celowościowa). Jeszcze inni każą w każdym przypadku stosować wszystkie metody wykładni, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wydaje się to być konieczne.

Wśród nie-prawników przeważa wykładnia językowa

Osoby bez wykształcenia prawniczego mają tendencję do kierowania się wykładnią językową. Często robią to nieświadomie. Po prostu inne metody nie są im znane. Takie podejście wydaje się w gruncie rzeczy logiczne, bo wynika z zaufania do ustawodawcy. Przeciętny odbiorca przepisów liczy na to, że posłowie nie wprowadziliby ustaw, które należy rozumieć inaczej niż wynika to z ich dosłownej interpretacji.

Czasem jednak taka prosta wykładnia zawodzi. Może wynikać to z braku znajomości pojęć prawniczych – niektóre słowa w przepisach rozumiane są inaczej niż w języku potocznym. Zdarza się również, że znaczenie pewnych sformułowań ewoluuje wraz z rozwojem technologii albo zmianami kulturowymi. Często również pojawiają się stany faktyczne, których prawodawca nie przewidział w momencie uchwalania ustawy i na pierwszy rzut oka nie mogą być one powiązane z danym przepisem.

Dlatego też warto zaglądać do orzeczeń sądów czy prawniczych artykułów. Można tam znaleźć interpretację wielu pojęć czy przepisów, dokonaną przy pomocy różnego rodzaju wykładni. Oczywiście nie jest tak, że sędziowie zawsze zastanawiają się nad rozumieniem danej normy kompleksowo. Często również poprzestają na wykładni językowej, co nie musi być wcale uznane za błąd. Wszystko zależy od konkretnego przypadku.

Wykładnia przepisów a odśnieżanie chodnika

Z zastosowaniem właśnie wyłącznie tej metody mamy do czynienia w jednym z najnowszych orzeczeń Sądu Okręgowego w Poznaniu (wyrok z 27.03.2018, IV K 83/18). Sprawa dotyczyła właściciela nieruchomości, który został obwiniony o to, że nie dopełnił ciążącego na nim obowiązku usunięcia śniegu i lodu z chodnika przylegającego do ogrodzenia posesji. Takie zaniechanie jest wykroczeniem z art. 10 ust. 2 w zw. z art. 5 ust. 1 pkt 4 ustawy z 13.09.1996 r.o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Ten drugi przepis nakłada na właściciela nieruchomości obowiązek utrzymania czystości i porządku przez: uprzątnięcie błota, śniegu, lodu i innych zanieczyszczeń z chodników położonych wzdłuż nieruchomości, przy czym za taki chodnik uznaje się wydzieloną część drogi publicznej służącą dla ruchu pieszego położoną bezpośrednio przy granicy nieruchomości.

Linia obrony właściciela polegała na twierdzeniu, że chodnik miejski nie jest położony „bezpośrednio” przy jego nieruchomości, lecz oddzielono go od niej miejskim pasem zieleni o szerokości ponad 1m. Spór w omawianej sprawie dotyczył więc interpretacji zacytowanego wyżej przepisu. Sąd I instancji, uznawszy interpretację językową za niesłuszną, sięgnął po wykładnię celowościową. W rezultacie stwierdził, że zamiarem ustawodawcy było nałożenie na właściciela nieruchomości obowiązku dbania o chodnik „na wysokości” jego posesji. Uznał za niesprawiedliwe, że w lepszej sytuacji mieliby się znaleźć właściciele, którzy przy granicy działki mają urządzony miejski trawnik. Przecież w praktyce piesi w obydwu przypadkach poruszają się chodnikiem znajdującym się przy nieruchomości i tak samo narażeni są na niebezpieczeństwo. Nie ma więc faktycznego znaczenia, że w tym miejscu znajduje się również pas zieleni.

Sąd Okręgowy stawia na wykładnię językową

Tymczasem innego zdania był Sąd Okręgowy. Uznał on, że zasadne jest poprzestanie wyłącznie na wykładni językowej omawianego przepisu. W uzasadnieniu rozstrzygnięcia stwierdzono, że sformułowanie „bezpośrednio przy granicy nieruchomości” jest jasne i jednoznaczne. Skorzystano przy tym z definicji słowa „bezpośredni” pochodzącej ze słownika PWN. Oznacza ono „znajdujący się blisko, niczym nieprzedzielony”. Skoro więc w przedmiotowym stanie faktycznym chodnik oddzielony był od nieruchomości pasem zieleni, właściciel nie miał obowiązku go uprzątnąć, a co za tym idzie - został prawomocnie uniewinniony.

Dwa sądy, dwie wykładnie, dwa rozstrzygnięcia

Ocenę postępowania sądów obydwu instancji zostawiam czytelnikom. Jak widać, w zależności od zastosowanej metody wykładni rozstrzygnięcia sporów mogą się diametralnie różnić. Raczej nie sposób oczekiwać, że kiedykolwiek wypracowana zostanie jedna zasada interpretacji prawa, a więc wyniki podobnych spraw mogą być różne, w zależności od składu orzekającego.