Zasada proporcji w umowie ubezpieczenia – czy taki zapis jest ważny?

10 czerwca 2019
/

Polska historia ubezpieczeń sięga XV-XVI wieku. Mimo wielu istotnych modyfikacji zasad rządzących polisami ich istota nie zmieniła się przez setki lat. Od zarania duże instytucje państwowe i prywatne zobowiązują się wypłacać odszkodowania w zamian za uiszczone składki. Im więcej zapłacimy za polisę, tym proporcjonalnie wyższe świadczenie będzie do uzyskania. Przynajmniej w teorii. Praktyka pokazuje jednak, że ubezpieczyciele stosują kruczki prawne, aby zaburzyć tę regułę na niekorzyść klientów. Walkę z tym podjął ostatnio Sąd Najwyższy.

Problem ten jest szczególnie widoczny w przypadku umów ubezpieczenia budynków od ognia oraz innych zdarzeń losowych. To tutaj sumy ubezpieczenia, składki oraz potencjalne odszkodowania są najwyższe. Ubezpieczyciele mogą więc stracić stosunkowo najwięcej.

Polisę można wykupić w 5 minut

Procedura zakupu tego rodzaju polisy jest w przypadku wielu zakładów ubezpieczeń bardzo prosta. Obywa się bez konieczności osobistego spotkania z agentem czy rzeczoznawcą. Wszystko dzieje się przez internet czy telefon i wyłącznie na podstawie oświadczeń oraz deklaracji ubezpieczonego. To on decyduje o wyborze wariantu ubezpieczenia, a co za tym idzie o wysokości należnej składki. Ta zależy w głównej mierze od wartości sumy ubezpieczenia, czyli – zgodnie z powszechną definicją tego pojęcia – od górnej granicy odpowiedzialności zakładu.

Suma ubezpieczenia ustalana jest przez specjalne algorytmy na podstawie wskazanej przez klienta w odpowiedniej rubryce formularza szacunkowej wartości rzeczy. Im wyższą wartość wpiszemy, tym wyższa suma ubezpieczenia zostanie nam zaproponowana.

Jeśli zdecydujemy się podać wartość mieszkania w kwocie 500 000 zł i taką też otrzymamy sumę ubezpieczenia, nie mamy szans na wyższe świadczenie. Nawet gdy koszt remontu czy odbudowy będzie wyższy. Z tego powodu najpełniejszą ochronę dostaje się wtedy, kiedy suma ubezpieczenia zostanie ustalona w oparciu o rzeczywistą wartość rzeczy czy przewidywany koszt jej naprawy.

Wartością rzeczy można manipulować

Szacunkowej wartości rzeczy nie weryfikuje się jednak na etapie zakupu polisy. Ubezpieczyciele ostrzegają jedynie, że na jej podstawie ustala się sumę ubezpieczenia, wysokość składki oraz granicę odpowiedzialności. Wydaje się więc, że ubezpieczony może wybrać jeden z dwóch wariantów. Albo zdecyduje się oszacować wartość mienia na poziomie rzeczywistym, a co za tym idzie, dostanie odpowiednio dużą sumę ubezpieczenia i zapłaci wysoką składkę. Albo zaniży wartość rzeczy w celu zapłaty mniejszej kwoty, ale z ryzykiem otrzymania odszkodowania niższego niż w optymalnym wariancie.

Taka swoista gra ekonomiczna wydaje się być rozsądna i sprawiedliwa z punktu widzenia obydwu stron. Jest również zgodna z naturą ubezpieczeń, która przejawia się dawaniem szansy na odszkodowanie w wysokości proporcjonalnie odpowiadającej opłaconej składce.

Często też zdarza się, że klient nie jest po prostu w stanie precyzyjnie określić wartości ubezpieczonego mienia. Jeśli kupujemy polisę na mieszkanie użytkowane już od wielu lat, bez opinii rzeczoznawcy trudno będzie ustalić nam jego dokładną wartość. Praktycznie niemożliwe będzie natomiast precyzyjne oszacowanie kosztów generalnego remontu.

Kara za zaniżenie wartości rzeczy

Okazuje się, że niektórzy ubezpieczyciele postanowili dodatkowo karać osoby, które nawet nieświadomie podały zaniżoną wartość mienia podczas procesu zakupu polisy. W ogólnych warunkach ubezpieczeń taka sankcja występuje pod postacią niedoubezpieczenia czy klauzuli proporcji.

Postępowanie w tym zakresie przebiega dwuetapowo. Po pierwsze, jeśli okaże się, że poniesiona strata jest wyższa niż suma ubezpieczenia, odszkodowanie zmniejsza się do tej drugiej wartości. Następnie sprawdza się, czy suma ubezpieczenia (a w praktyce deklarowanej wartości mienia) jest niższa od rzeczywistej wartości rzeczy. Jeśli tak, to odszkodowanie zostaje dodatkowo pomniejszone w takim stosunku, w jakim suma ubezpieczenia pozostaje do wartości rzeczy.

Przykład: Doszło do zdarzenia, w wyniku którego szkoda w mieniu wyniosła 700.000 zł. Suma ubezpieczenia była określona na 500 000 zł, natomiast okazało się, że wartość nieuszkodzonej rzeczy to 1 000 000 zł. Ustalając odszkodowanie, ubezpieczyciel najpierw obniża je z 700 000 zł do 500 000 zł. Następnie stwierdza, że suma ubezpieczenia pozostaje w proporcji ½ do wartości mienia w dniu szkody. Klient dostaje więc w rezultacie 250 000 zł odszkodowania (1/2 z 500 000 zł).

Na tym przykładzie widać, że przy tzw. niedoubezpieczeniu nie ma szansy na uzyskanie odszkodowania odpowiadającego ustalonej sumie ubezpieczenia. Czyli wskaźnik ten przestaje wyznaczać górną granicę odpowiedzialności. Ta staje się dużo niższa, co jest sprzeczne z naturą ubezpieczeń. W związku z tym  uzależniona od sumy ubezpieczenia wysokość składki przestaje mieć wpływ na kwotę możliwego do uzyskania odszkodowania. Zaburzona zostaje w ten sposób ekwiwalentność (proporcjonalność) między świadczeniami obydwu stron.

Sąd Najwyższy staje po stronie ubezpieczonych

Problem ten zauważył Sąd Najwyższy, który wyrokiem z dnia 28 maja 2019 roku uznał klauzulę niedoubezpieczenia za nieważną (II CSK 454/18). Sprawa dotyczyła przedsiębiorcy, który ubezpieczył swoją nieruchomość od ognia i innych zdarzeń losowych. Grunt wraz posadowionym na nim hotelem i restauracją objęto polisą według niskiej sumy ubezpieczenia wynoszącej 500 000 zł.

W czasie trwania ochrony ubezpieczeniowej wybuchł pożar, w wyniku którego w doszło do istotnego uszkodzenia zabudowań. Zakład ubezpieczeń wypłacił odszkodowanie, jednakże nie odpowiadało ono ani wysokości szkody, ani sumie ubezpieczenia. Powołano się bowiem na sporną klauzulę niedoubezpieczenia, która znajdowała się w ogólnych warunkach umowy.

Zdaniem Sądu Najwyższego, który nakazał ponownie rozpatrzyć negatywnie zakończoną dla ubezpieczonego sprawę, proporcjonalne obniżenie odszkodowania jest niedopuszczalne. Zauważono, że zastosowanie tego kruczka prawnego prowadzi do sytuacji, w której brak jest możliwości uzyskania sumy ubezpieczenia nawet w przypadku szkody całkowitej. Według sędziów jest to sprzeczne z istotą umowy ubezpieczenia. W ustnych motywach rozstrzygnięcia sprawozdawca wskazał, że Ubezpieczyciel powinien być gotowy do wypłaty sumy ubezpieczenia w przypadku całkowitego zniszczenia rzeczy i od odpowiedniej sumy ubezpieczenia, gdy szkoda miała charakter częściowy. Z uwzględnieniem takiego ryzyka ubezpieczyciela, została skalkulowana składka ubezpieczeniowa.

To orzeczenie może mieć istotne znaczenie dla rynku ubezpieczeń. Podobne poglądy sądy wyrażały już wcześniej, ale dotyczyły one wyłącznie konsumentów. Zapisy o zasadzie proporcji były uznawane za klauzule niedozwolone. Tym razem wyrok został wydany na korzyść przedsiębiorcy, a więc profesjonalisty, który zasadniczo powinien brać odpowiedzialność za negatywne skutki podpisywanych umów.