Czy po odbyciu kary dożywotniego pozbawienia wolności można dalej żyć?

4 grudnia 2019
/

Zgodnie z zasadami prawidłowej legislacji, postanowienia powszechnie obowiązujących aktów prawnych powinny być formułowane w sposób zrozumiały. Należy dążyć do tego, aby prawidłowe zastosowanie danej normy wymagało jedynie jej literalnej wykładni. Oznacza to, że w idealnej sytuacji analizowany przepis powinien być jasny od razu po jego przeczytaniu i bez konieczności odwoływania się do celu danego aktu prawnego czy historii podobnych uregulowań. Czasami jednak nie należy interpretować pewnych zapisów ustawy zbyt dosłownie. Można bowiem narazić się na śmieszność, tak jak pewien Amerykanin odbywający karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Czy umiera się tylko raz? Czy powrót z zaświatów ma znaczenie z punktu widzenia prawa karnego? Takie  filozoficzno-egzystencjalne pytania musiał zadać sobie pewien skazany obywatel USA przed złożeniem wniosku o zwolnienie z więzienia. Wnioski wyciągnięte z tej analizy pomogły mu zbudować całkiem poważne uzasadnienie swojej prośby. Dość nietypowej jak na osobę odsiadującą karę dożywotniego pozbawienia wolności bez prawa do przedterminowego zwolnienia.

Życie po śmierci amerykańskiego przestępcy

Benjamin Schreiber już przeszło 20 lat spędził za kratami. Znalazł się tam w wyniku skazania za morderstwo popełnione w 1997 roku. Wydarzenia, które skłoniły go do powyższych refleksji miały miejsce w 2015 roku. Skazany trafił wtedy do szpitala z powodu problemów kardiologicznych. Na oddział przyjechał nieprzytomny. Wcześniej podpisał oświadczenie odmawiające zgody na poddanie się reanimacji w sytuacji zagrożenia życia. Mimo tego, po konsultacji z bratem mężczyzny, lekarze zdecydowali się przeprowadzić resuscytację.

Po powrocie do pełnej fizycznej sprawności skazany uświadomił sobie, że podczas pobytu w szpitalu przez krótki czas nie żył. Jego serce przecież przestało bić. W związku z tym uznał, że odbył już karę dożywotniego pozbawienia wolności. Właśnie ta refleksja skłoniła go do złożenia wniosku o zwolnienie z więzienia. Stwierdził, że jest w nim przetrzymywany mimo wykonania wyroku w całości. W piśmie wskazał, że został skazany na całe życie bez możliwości zwolnienia warunkowego, ale nie na życie plus jeden dzień.

Sąd patrzy nie tylko na dosłowne brzmienie prawa

Sądy nie podzieliły poglądów skazanego na tematy egzystencjalne. Jego wniosek uznano za bezzasadny i całkowicie nieprzekonujący. Sędzia wydający ostateczne rozstrzygnięcie w sprawie stwierdził, że Schreiber albo jeszcze żyje, w takim przypadku musi pozostać w więzieniu, albo faktycznie nie żyje, w którym to przypadku apelacja jest dyskusyjna. Należy przez to rozumieć, że zdaniem sądu nie ma możliwości powrotu z martwych i uzyskania drugiego życia. Albo jest się martwym, albo nigdy się jeszcze nie umarło – trzeciej możliwości nie ma.

Tezie stawianej przez Benjamina Schreibera trudno tak naprawdę jednoznacznie odmówić logiki. Jego twierdzenie wynika bowiem właśnie z literalnej interpretacji przepisów prawa. Skoro zatrzymanie czynności życiowych oznacza śmierć, a śmierć oznacza zatrzymanie wykonywania kary pozbawienia wolności, to po dacie zgonu istnieje konieczność wypuszczenia „zmarłego” z więzienia.

Być może problemem w sprawie był fakt, że nikt nie stwierdził oficjalnie zgonu skazanego. Tak naprawdę – podchodząc do sprawy równie formalistycznie jak nasz bohater – z prawnego punktu widzenia jego śmierć nie nastąpiła. W konsekwencji tego kary dożywotniego pozbawienia wolności nie można uznać za wykonaną.

Śmierć a polskie prawo

W tym miejscu wypada jeszcze wspomnieć, jak sprawa śmierci wygląda z punktu widzenia polskiego prawa. Pojęcie „zgonu” nie jest zdefiniowane w przepisach. Z punktu widzenia medycznego życie kończy się wtedy, gdy trwale i nieodwracalnie ustają czynności mózgu. Taki stan stwierdzają lekarze zgodnie z procedurą opisana w rozporządzeniu Ministra Zdrowia z 1961 roku. Przesłanki ustalenia, że doszło do ostatecznej śmierci mózgu zamieszczono z kolei w obwieszczeniu Ministra Zdrowia z 2007 roku.

Samo zatrzymanie czynności serca nie mogłoby więc zostać uznane za śmierć. W związku z tym osoba uratowana dzięki masażowi klatki piersiowej nie wraca z zaświatów, a więc nie rozpoczyna życia na nowo. Odbywanej przez nią kary dożywotniego pozbawienia wolności nie można uznać za przerwaną.

Ciekawiej mogłoby być w przypadku formalnie poprawnego stwierdzenia zgonu przez lekarzy, które następnie zostałoby uznane za błędne. Znane są przecież przypadki osób, które po złożeniu do grobu nagle odzyskują czynności życiowe. Oczywiście przy obecnej wiedzy medycznej takie sytuacje się nie zdarzają, jednak teoretycznie są możliwe. Wydaje się, że w takim przypadku do czasu urzędowego uchylenia skutków prawnych stwierdzenia zgonu, osoba żywa powinna być z punktu widzenia prawa uznawana za zmarłą. Wydaje się, że w takiej sytuacji brak byłoby formalnych podstaw do pozbawienia jej wolności. Prawo to jednak nie tylko przepisy, ale również zdrowy rozsądek. Zapewne więc w takiej sytuacji groźny przestępca nie wyszedłby na wolność.

Przeczytaj również:
Kto może stwierdzić zgon?