Ekstradycja obywatela z Białorusi

Polskie sądy zgodziły się na ekstradycję obywatela Białorusi, nie badając wniosku obrony co do politycznego charakteru sprawy. Sam Andrei R. wyjaśniał, że miał spór sądowy ze spółką związaną z białoruskimi służbami bezpieczeństwa; działał też w opozycji - stąd wniosek o jego ekstradycję. Dwa sądy uznały jego wyjaśnienia za niewiarygodne, a całą sprawę – za kryminalną.

RPO złożył kasację do Sądu Najwyższego. Wskazał, że może dojść do naruszenia wolności i praw Andreia R., gdyby wydano go Białorusi.

W kasacji do Izby Karnej SN zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich Stanisław Trociuk wniósł o uchylenie prawomocnego postanowienia Sądu Apelacyjnego o dopuszczalności ekstradycji Andreia R. i zwrot sprawy temu sądowi do ponownego rozpoznania. Zdaniem RPO oba sądy naruszyły prawo, przedwcześnie i bezpodstawnie uznając, że w sprawie nie istnieją bezwzględne przeszkody do ekstradycji.

Zgodnie z art. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu. Według Kodeksu postępowania karnego ekstradycja jest niemożliwa m.in., jeśli zachodzi uzasadniona obawa, że w państwie żądającym wydania może dojść do naruszenia wolności i praw danej osoby.

SO stwierdził dopuszczalność ekstradycji

W październiku 2017 r. Sąd Okręgowy stwierdził prawną dopuszczalność przekazania obywatela Białorusi organom wymiaru sprawiedliwości tego państwa, w celu przeprowadzenia postępowania karnego - o co wniosła tamtejsza Prokuratura Generalna. W marcu 2018 r. Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy to postanowienie, oddalając zażalenie obrońcy R.

Obrońca wnosił o przeprowadzenie dowodu z pism osób działających w opozycji politycznej, potwierdzających aktywny udział Andreia R. w grupach opozycji przeciw reżimowi na Białorusi. Domagał się też przesłuchania kilku świadków na okoliczność politycznego charakteru sprawy. Świadczyć ma o tym fakt, że spółka R. pozwała w sprawach gospodarczych spółkę Kanimis - związaną ze służbami bezpieczeństwa na Białorusi. Wtedy R. miał spotkać się z groźbami w celu wycofania pozwów. Zdaniem obrony budzi to wątpliwości co do rzeczywistych motywów działania organów sprawiedliwości Białorusi.

Tymczasem SA powtórzył za sądem I instancji, że postępowanie w sprawie Andreia R. dotyczy wyłącznie przestępstwa pospolitego, nie zaś politycznego. - Wskazywany przez stronę białoruską stan faktyczny nie potwierdza, iż przedsiębiorstwo, z którym współpracował ścigany (firma Kanimis) było powiązane politycznie z władzami Białorusi, bądź członkami ich rodzin - uzasadniał sąd.

Oba sądy uznały za niewiarygodne zeznania Andreia R. - złożone w postępowaniu o udzielenie ochrony w polskim Urzędzie ds. Cudzoziemców - o tym, że w 2007 i 2014 r. był zatrzymany i pobity w związku z działalnością opozycyjną. Podstawą takiego wniosku sądów był fakt, że "pomimo takich represji, nie wyjechał on z kraju".

SA zaliczył wprawdzie do akt sprawy złożone przez obrony dokumenty (w tym Raport roczny Amnesty International z 2016/2017 dotyczący łamania na Białorusi prawa do rzetelnego i sprawiedliwego procesu), ale oddalił wniosek o przesłuchanie świadków, którzy stawili się wtedy w sądzie. SA uznał, że okoliczności związane z politycznym charakterem sprawy oraz kwestia sytuacji na Białorusi nie maja znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy.

Argumenty RPO za ponownym zbadaniem sprawy

RPO uznał, że SA nie oparł orzeczenia na całokształcie istotnych okoliczności (czego wymaga prawo). Taki niepełny materiał ocenił zbyt jednostronnie, na niekorzyść ściganego. Według RPO sąd naruszył w ten sposób prawo procesowe, przedwcześnie i tym samym bezpodstawne uznając, że w sprawie nie istnieją tzw. bezwzględne przeszkody ekstradycyjne wynikające z Konwencji i polskiego prawa.

Zdaniem RPO postępowanie Sądu Apelacyjnego razi niekonsekwencją. Z jednej strony, sąd wskazał na brak dowodów, iż Andrei R. był zaangażowany w działalność polityczną oraz podstaw do obawy, że po wydaniu może dojść do naruszenia jego wolności i praw. Z drugiej zaś strony, sąd oddalił wnioski obrony, uniemożliwiając ich przedstawienie.

Rzecznik przypomniał stanowisko Sądu Najwyższego, że dla wystąpienia negatywnych przesłanek ekstradycyjnych nie jest konieczne, aby wniosek dotyczył przestępstw o charakterze politycznym. Wobec tego argument sądów o jedynie kryminalnym charakterze czynu zarzucanego R. nie może wystarczająco wykluczać obawy, że w przypadku jego wydania mogą być naruszone jego wolności i prawa. Oddalając zaś wnioski dowodowe obrony, SA pozbawił R. możliwości wykazania takiego ryzyka.

Ponadto oba sądy uznały za niewiarygodne zeznania Andreia R. o zatrzymaniu i pobiciu w związku z działalnością opozycyjną. Tymczasem okoliczność ta mogła mieć znaczenie dla wykazania realnego ryzyka traktowania ściganego sprzecznego z art. 3 Konwencji i w związku z tym powinna być wyjaśniona - podkreślił RPO.

Sądy obu instancji wskazały również na zapewnienie Prokuratora Generalnego Republiki Białoruskiej, że wydanie nie ma na celu ścigania R. ze względów politycznych. Zgodnie jednak z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Paw Człowieka, taka deklaracja nie może być oceniana z wyłączeniem innych dowodów - także tych, które sygnalizują zagrożenia co do okrutnego, nieludzkiego i poniżającego godność człowieka traktowania osoby wydanej w związku z organizacją białoruskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie oznacza też ona automatycznie eliminacji ryzyka narażania takiej osoby na złe traktowanie.

Źródło: rpo.gov.pl