Państwo nie musi zagwarantować każdemu miejsca parkingowego – wyrok WSA w Krakowie

30 lipca 2019
/

Warszawa idzie na rekord w liczbie samochodów na 1000 mieszkańców. Obecnie wartość ta oscyluje w granicach 700. Z tego wynika, że jedynie dzieci i osoby starsze nie dysponują własnym pojazdem. Wciąż duża część mieszkańców nie może liczyć na wygodne miejsce w podziemnym garażu. Samochody trzeba więc jakoś pomieścić na powierzchni. Co dość oczywiste, każdy chciałby zaparkować jak najbliżej swojego domu. W obecnych realiach nie jest to jednak możliwe, co budzi oburzenie mieszkańców. Ci uznają bowiem, że państwo powinno zagwarantować im dogodne miejsce postojowe. Czy to prawda?

Samochód jest jak narty czy szafa

Aktywiści miejscy alarmują, że wiele osób dotkniętych jest tzw. „samochodozą”. Jest to przypadłość, która polega na niemożności rozstania się z własnym autem. Traktuje się go niemal jako obiekt kultu czy wręcz członka rodziny. Skoro tak, to trzeba o niego odpowiednio dbać, a więc również zapewnić mu dogodne miejsce postojowe. Najlepiej pod drzwiami domu i bez żadnych kosztów. Pobieranie opłaty za zajęcie miejsca parkingowego to zamach na wolność! – takie głosy słychać często ze strony oburzonych kierowców. Jaki jest tego efekt? Zastawione ulice i chodniki, rozjeżdżone trawniki czy zasłonięte przejścia dla pieszych. A dwie ulice dalej – przy mniej gęstej zabudowie i w strefie płatnego parkowania – mnóstwo wolnych miejsc.

Prawda jest jednak taka, że samochód jest przedmiotem takim samym jak każdy inny. Jeśli ktoś chce przechowywać narty, rowery lub stare meble, musi wynająć magazyn czy komórkę w piwnicy. Nie może tych rzeczy postawić na środku chodnika bez żadnych kosztów. Jest to dla każdego logiczne i oczywiste. Trudno więc zrozumieć stawiane przez mieszkańców wymaganie zapewnienia darmowego (albo bardzo taniego) miejsca parkingowego na terenie publicznym. Przestrzeń przecież kosztuje. Właściciele lokali gastronomicznych płacą duże pieniądze za możliwość ustawienia ogródków piwnych. Zajęcie drogi pod budowę też wymaga uiszczenia odpowiedniej opłaty dla samorządu.  Kosztujący 30 zł rocznie warszawski abonament parkingowy trzeba uznać raczej za ukłon w stronę mieszkańców, a nie jakąkolwiek represję.

Przeczytaj również:
Wspólnota mieszkaniowa może zakazać dłuższego postoju przed blokiem

Czy likwidacja miejsc parkingowych narusza prawa mieszkańców?

W żadne prawa i wolności obywatelskie nie godzi także likwidowanie miejsc parkingowych. Nie jest to tylko opinia aktywistów, ale również oficjalne stanowisko Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie. Na wokandę trafiła sprawa ze skargi jednej z mieszkanek małopolskiego miasta. Kobieta nie zgodziła się z decyzją starosty o zmianie organizacji ruchu w okolicach jej miejsca zamieszkania. Ulica w nowym kształcie została pozbawiona wielu miejsc postojowych. Organizator ruchu ustawił odpowiednie znaki drogowe, a straż miejska zaczęła wlepiać mandaty. Dzięki temu miało poprawić się bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu.

Zdaniem skarżącej taka zmiana powinna zostać skonsultowana z mieszkańcami. Poza tym nowa organizacja ruchu godzi w ich prawa. Brak możliwości pozostawienia pojazdu blisko domu wiąże się z koniecznością codziennego spaceru, co utrudnia życie ponad miarę. Szczególnie osobom starszym i rodzicom małych dzieci. Ponadto konieczność zaparkowania pojazdu w miejscu niewidocznym z okna mieszkania może ułatwić jego kradzież czy uszkodzenie.

Interes faktyczny to za mało

Sąd nie zgodził się z tymi argumentami. Uznał, że skarżąca nie ma w sprawie interesu prawnego. Żaden przepis powszechnie obowiązujący nie gwarantuje bowiem mieszkańcom miejsca parkingowego na drodze publicznej tylko dlatego, że zajmują nieruchomość przy niej się znajdującą. Stanowisko postojowe nie przysługuje też za sam fakt posiadania auta. Nowa organizacja ruchu nie godzi więc w jakimkolwiek stopniu w prawa i wolność osobistą skarżącej oraz innych mieszkańców. Możliwość korzystania z ulicy zgodnie z jej normalnym przeznaczeniem nie jest w żaden sposób ograniczona.

Kobieta miała więc jedynie prywatny interes, aby jej samochód znajdował się blisko miejsca zamieszkania. To jednak za mało, aby zostać uznanym za legitymowanego w sprawie administracyjnej. Do skutecznego wniesienia skargi konieczne jest udowodnienie interesu prawnego, a więc wskazanie normy prawnej, która jest naruszona albo nie może być respektowana przez dane orzeczenie organu władzy publicznej.