Memy. Czy ich publikacja może naruszać prawo?

4 listopada 2019
/

Już od wielu lat żyjemy w kulturze obrazkowej. Młodzi ludzie wolą przyswajać i przekazywać informacje wizualne. Opublikowanie GIFa czy sugestywnego zdjęcia jest dużo prostsze i szybsze niż sformułowanie pisemnej wypowiedzi. Łatwiej jest też taki przekaz zapamiętać. Chociaż czytanie i pisanie powoli wraca do łask, obecnej dominacji dźwięku i obrazu nie da się powstrzymać. Trzeba przy tym pamiętać, że obrazić drugą osobę można nie tylko słowem. Umieszczenie w internecie złośliwego mema również może stanowić naruszenie dóbr osobistych.

Jeszcze kilkanaście lat temu pojęcie „hejtu” praktycznie nie istniało. Nieprzychylne wypowiedzi o innych raczej zachowywano dla siebie. Było tak dlatego, że zwykły obywatel nie miał gdzie wyrażać swoich publicznych poglądów. Mógł demonstrować je na ulicy, jednak bez możliwości dotarcia do większej grupy odbiorców. Dzisiaj wystarczy opublikować post czy zdjęcie na Facebook’u, aby nasz przekaz poznały miliony osób. Dlatego też problem naruszenia dóbr osobistych w internecie często wraca. Do tych okoliczności muszą również przywyknąć sądy. Dopiero od niedawna zajmują się one obraźliwymi memami. Linia orzecznicza już się klaruje. Jakie konsekwencje mogą więc spotkać hejtera?

Wizerunek osób prywatnych jest ściśle chroniony

Wszystko zależy oczywiście od tego, czyj wizerunek znajdzie się na memie i w jakich okolicznościach on powstanie. Zdecydowanie nie warto publikować zdjęć osób nieznanych powszechnie. Stworzenie mema na podstawie fotografii przedstawiającej kolegę z klasy czy współpracownika nie jest dobrym pomysłem. Wynika to przede wszystkim z treści art. 81 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Przeczytamy w nim, że:

Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

Każde więc opublikowanie zdjęcia znajomego – jeżeli nie jest on celebrytą – stanowi poważną ingerencję w jego prawo do prywatności. Czyli jednego z najważniejszych dóbr osobistych człowieka. Jeśli fotografia będzie stanowiła obraźliwy fotomontaż albo pojawi się na niej nieprzychylny tekst, może również dojść do naruszenia godności czy dobrego imienia. W takiej sytuacji zainterweniować może nie tylko sąd cywilny, ale również karny. Twórca takiego mema może bowiem narazić się nie odpowiedzialność za popełnienie przestępstwa zniewagi lub zniesławienia

Przeczytaj również:
Zniesławienie a zniewaga – na czym polega różnica?

Wizerunek powszechnie znanej osoby można publikować, ale nie zawsze

Sytuacja jest dużo bardziej złożona, gdy w memie znajdzie się wizerunek osoby powszechnie znanej. Zgodnie bowiem z art. 81 ust. 2 pkt 1 wspomnianej wyżej ustawy:

Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych.

Teoretycznie więc nie ma przeszkód, aby opublikować w sieci zdjęcie polityka, aktora czy sportowca. Jedynym warunkiem jest, aby fotografia nie była wykonana w sytuacji prywatnej. Można więc zamieścić wizerunek posła siedzącego na sali sejmowej czy spotykającego się z wyborcami lub sportowca w czasie zawodów. Stanowczo należy natomiast powstrzymać się od rozpowszechniania zdjęcia opalającego się na plaży aktora czy innego celebryty przebywającego we własnym ogrodzie.

Parodia, pastisz, karykatura

Prawo do publikacji wizerunku osoby publicznej nie oznacza jednak, że można tworzyć memy z jej udziałem bez ograniczeń. Tego rodzaju obrazek ma za zadanie przedstawić coś więcej niż tylko wygląd zewnętrzny jego bohatera. Najczęściej publikowany jest on w określonym kontekście i opatrzony podpisem. Zdarza się również tworzenie fotomontaży. Zazwyczaj celem autora jest krytyka postaci, jej sparodiowanie czy wyśmianie.

W takiej sytuacji łatwo przekroczyć granicę między dozwoloną prawem autorskim parodią a naruszeniem dóbr osobistych. Warto w tym miejscu przytoczyć art. 291 wyżej wspomnianej ustawy, gdzie przeczytamy, że:

Wolno korzystać z utworów na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury, w zakresie uzasadnionym prawami tych gatunków twórczości.

Wypada więc w tym miejscu przedstawić definicje tych form twórczości. I tak:

  • parodia to odmiana parafrazy definiowana jako „komiczne naśladowanie stylu i poetyki innego zazwyczaj powszechnie znanego utworu, autora, gatunku, prądu, epoki",
  • pastisz to imitacja różniąca się od parodii tym, że nie wyjaskrawia, nie zagęszcza i nie karykaturuje cech naśladowanego pierwowzoru. Polega on jednak na celowym wyostrzeniu cech znamiennych naśladowanej osoby czy utworu,
  • karykatura to przedstawienie postaci, rzadziej przedmiotu lub sytuacji, w sposób przesadnie uwypuklający, przejaskrawiający określone cechy lub właściwości zorientowane na ośmieszenie karykaturowanego. W powszechnym rozumieniu karykatura to rysunek satyryczny.

Trzymając się powyższych definicji i nie wykraczając poza granicę dobrego smaku, można być spokojnym o powszechną akceptację własnego swoistego „dzieła”. Od dozwolonego wyśmiania do przekroczenia granic uprawnionej krytyki jest jednak niedaleko. Nie tak trudno jest więc narazić się na zarzut naruszenia godności czy renomy parodiowanej osoby.

To pozwany musi wykazać, że nie przekroczył granic krytyki

Trzeba zauważyć, że przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych są skonstruowane w ten sposób, aby maksymalnie chronić poszkodowanego. Żeby wygrał on proces, musi jedynie wykazać, że treść mema jest obiektywnie obraźliwa. Jego autor, aby uwolnić się od odpowiedzialności, musi natomiast uzasadnić, że działał w granicach dozwolonej krytyki. To sprawca ma więc obowiązek udowodnić, że poprawnie skorzystał z uprawnienia do stworzenia parodii czy karykatury.

Z całą pewnością odpowiedzialności nie uniknie osoba, która zawarła w memie informacje nieprawdziwe o powszechnie znanej osobie. Wyjątkiem jest sytuacja, w której sprawca udowodni, że w sposób rzetelny dążył do prawdy i był przekonany o swojej racji. Przekazywanie informacji zniesławiających, lecz prawdziwych, również nie zawsze jest dozwolone. Konieczne staje się bowiem wykazanie, że publikacja ma na celu ochronę społecznie uzasadnionego interesu. Rozpowszechnianie nawet zgodnych z prawdą negatywnych wiadomości o osobie publicznej nie jest dozwolone, jeśli jest celem samym w sobie. Na aprobatę nie powinno więc zasługiwać posługiwanie się twierdzeniem, że polityk 20 lat temu zrobił coś nieetycznego, jeśli później naprawił swój błąd. W pełni zaś legalne jest informowanie opinii publicznej o przestępstwach popełnianych przez przedstawiciela władzy, jeśli ma to wpływ na jego wiarygodność i pełnienie funkcji publicznej.

Polityk musi mieć grubą skórę

W pewnych sytuacjach dozwolone jest również publikowanie treści oceniających. Czyli takich, które nie poddają się testowi na prawdę oraz fałsz. Można więc tworzyć memy zawierające opinię o osobie powszechnie znanej. Pod warunkiem jednak, że mieści się ona w ramach wspomnianej parodii, nie przekracza granic prywatności czy nie zawiera inwektyw.

Warto wspomnieć, że granice dozwolonej krytyki w przypadku osób publicznych są postawione dość daleko. Celebryci czy politycy muszą mieć bowiem tzw. grubą skórę. Jako że znajdują się na świeczniku, muszą być gotowi na surowe oceny ze strony wyborców czy fanów. Godzą się też na oddanie części swojej prywatności w zamian za wpływy czy popularność. Często stanowią oni autorytet dla społeczeństwa, więc jego przedstawiciele mają prawo od nich dużo wymagać.