Mowa nienawiści to nie prawo do wolności wyrażania opinii

Na przestrzeni ostatnich tragicznych wydarzeń - śmierci Pana Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza od ciosów nożem zadanych w czasie gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 13 stycznia - została poruszona fala dywagacji, stawiając na świeczniku „coś”, co nie jest niestety problemem od niedawna. To „coś” stanowi ogromny problem od kilku lat. Wielka szkoda, że za każdym razem musi dojść do wielkich tragedii, aby pewne kwestie ujrzały światło dzienne.

W tym przypadku chodzi o faktyczną bezkarność ‘mowy nienawiści” w naszym kraju. Faktyczna bezkarność – ponieważ często osoby wobec których ową mowę nienawiści się kieruje, są po prostu bezradne. Poczynając od tego, że każda osoba, wobec której zostaną skierowane słowa obelżywe, groźby często -  niemal prawie zawsze - wypływają od osób anonimowych. Często ma to miejsce w Internecie za pomocą fałszywych kont. Taka osoba musi na swój koszt udowadniać w sądzie przy pomocy fachowego wsparcia prawnika (niemały wydatek), iż została przekroczona granica wolności słowa. Zakładając, iż uda jej się wygrać, po latach bojów zostaną orzeczone przeprosiny (z pewnością szczere). A do tego marna kwota przeznaczona na cel społeczny.

Czy faktycznie tak powinna wyglądać ochrona prawna przed mową nienawiści? Jak to się stało, że konstruktywna krytyka czy wolność słowa zatraciły granice w perspektywie słów naprawdę obraźliwych, przepełnionych żółcią, zazdrością, kompleksami, wzajemnym dowartościowaniem, groźbami? Nie ma złudzeń, że ostatnie wydarzenia nagle zmienią spojrzenie na te kwestie. To wszystko rozwija się w tak nieprzyzwoicie szybkim tempie, że będzie tylko gorzej. Głownie z tego powodu, że ta anonimowość faktycznie daje ogromny płaszcz ochronny, a sankcje za ‘mowę nienawiści” są niewielkie.  Niewątpliwie problem należy zacząć rozwiązywać już na poziomie edukacyjnym dzieci. Zmiany powinny zacząć się od nas samych. W nas, a nie od pouczania innych.  Natomiast władze powinny zacząć od zmian w systemie  prawnym. Wprowadzić faktycznie odstraszające i realnie egzekwowalne sankcje za przekraczanie granic i zasłanianie wolnością słowa zwykłej nieludzkiej mowy nienawiści.

Stanowisko Trybunału w Strasburgu

Dla przypomnienia ustalone stanowisko Trybunału w Strasburgu na temat granic ochrony wolności wyrażania opinii z art. 10 Konwencji o prawach człowieka.

Trybunał przypomina, iż jakkolwiek w jego orzecznictwie uznaje się ważny i podstawowy charakter wolności wyrażania opinii w społeczeństwie demokratycznym, orzecznictwo to wyznacza również jej granice, co sprawia, iż niektóre wypowiedzi nie korzystają z dobrodziejstwa ochrony z art. 10 Konwencji. [...]

W sprawach dotyczących art. 10 Konwencji, artykuł ten powinno się stosować jedynie wówczas, gdy jasnym jest, że przedmiotowe wypowiedzi miały na celu odejście od jego faktycznego celu poprzez wykorzystanie prawa do wolności wypowiedzi w sposób jednoznacznie sprzeczny z wartościami Konwencji. Kwestią rozstrzygającą w świetle art. 17 jest to, czy celem wypowiedzi skarżącego było podżeganie do nienawiści lub przemocy, lub czy poprzez takie wypowiedzi skarżący dążył do powołania się na Konwencję w sposób pozwalający mu na prowadzenie działalności lub popełnianie czynów w zamiarze zniweczenia praw i wolności w Konwencji chronionych.

[...] W niniejszej sprawie skarżący opublikował na platformie [internetowej] YouTube serię filmów, w których wzywał widzów do dominacji na osobami niebędącymi muzułmanami, aby dać nie-muzułmanom nauczkę i z nimi walczyć. Trybunał nie ma żadnych wątpliwości co do silnie nienawistnego wydźwięku wypowiedzi skarżącego i zgadza się z wnioskiem sądów krajowych, zgodnie z którym skarżący dążył, za pomocą przedmiotowych filmów, do rozpowszechniania nienawiści, dyskryminacji i stosowania przemocy w stosunku do wszystkich osób, które nie są muzułmanami. Zdaniem Trybunału, taki ogólny i gwałtowny atak stoi w sprzeczności z wartościami tolerancji, pokoju społecznego i niedyskryminacji, które stanowią fundament Konwencji.

Prawo szariatu

Zwłaszcza jeżeli chodzi o wypowiedzi skarżącego dotyczące prawa szariatu, Trybunał przyjmował, że fakt obrony szariatu poprzez wzywanie do stosowania przemocy celem wprowadzenia szariatu może zostać uznany za "mowę nienawiści", a także iż każde Układające się Państwo może zająć stanowisko sprzeciwiające się działalności ruchów politycznych opartych na religijnym fundamentalizmie, na przykład ruchów mających na celu wprowadzenie ustroju politycznego opierającego się na prawie szariatu.

Nadto Trybunał wskazuje, iż sporna ustawa belgijska w formie zastosowanej w niniejszej sprawie wydaje się potwierdzać odnośne przepisy i zalecenia Rady Europy i Unii Europejskiej mające na celu walkę z podżeganiem do nienawiści, dyskryminacji i przemocy.

W konkluzji Trybunał stwierdza, iż skarżący dążył do zniweczenia celu art. 10 Konwencji poprzez stosowanie swego prawa do wolności wyrażania opinii w sposób oczywiście sprzeczny z duchem Konwencji.

W konsekwencji, na mocy art. 17 Konwencji, skarżący nie może korzystać z ochrony z art. 10. Stąd wynika, iż niniejszą skargę należy odrzucić jako niezgodną ratione materiae z postanowieniami Konwencji, zgodnie z art. 35 ust. 3 lit. a) i ust. 4.

Decyzja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 27 czerwca 2017 r., sygnatura 34367/14