Rząd zaostrzy przepisy dla kierowców

Specjalny zespół złożony z przedstawicieli kilku ministerstw i instytucji badawczych postuluje wprowadzenie zmian do przepisów dotyczących bezpieczeństwa ruchu drogowego. Dwie najważniejsze z nich to obowiązkowe kaski rowerowe dla dzieci, a dla kierowców niższa prędkość maksymalna w terenie zabudowanym w godzinach nocnych.

Szansa, że pomysły wejdą w życie, jest spora, bo popierają je m.in. posłowie PiS z sejmowej komisji infrastruktury. Za zmianami przemawiać mają też statystyki: wcześniejsze zaostrzanie przepisów (m.in. odbieranie prawa jazdy za przekroczenie prędkości w mieście o ponad 50 km/h) przyniosło wymierne efekty – na drogach jest statystycznie mniej wypadków i ofiar.

Ponad 80 tys zatrzymanych dokumentów

Zasada pozwalająca drogówce odebrać na trzy miesiące prawo jazdy za rażące przekroczenie prędkości na obszarze zabudowanym (o ponad 50 km/h ponad dozwolony limit) obowiązuje od 18 maja 2015 r. i do 24 stycznia br. policjanci na mocy tych przepisów zatrzymali w sumie 85 653 prawa jazdy. Przy czym w samym 2016 r. ponad 33 tys., a w ubiegłym ok. 31 tys. Czyżby groźba utraty uprawnień do prowadzenia pojazdów robiła wrażenie na kierowcach? Część z nich na pewno zdjęła nogę z gazu. Co ciekawe, w kilka miesięcy po wejściu w życie rygorystycznych przepisów prawo jazdy czasowo stracił poseł PO Stanisław Żmijan, który wcześniej sam popierał pomysł zaostrzenia przepisów drogowych. A zupełnie niedawno – w grudniu 2017 r. – to samo spotkało byłego rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza.

Lepsze statystyki

Policjanci zauważają zmianę zachowania kierowców, zwłaszcza tych poruszających się w obszarze zabudowanym. Większość stosuje się do ograniczeń prędkości, co świadczy o tym, że przepis ten jest skuteczny i działa prewencyjnie. Potwierdzają to policyjne statystyki, w których widać, że liczba wypadków, zabitych oraz rannych w obszarze zabudowanym spada.

Poprawiają się także statystyki w ujęciu ogólnym. W 2017 r. na polskich drogach zginęło 2810 osób. To o 4,5 proc. mniej niż w 2015 r., który do tej pory uchodził pod tym względem za „najlepszy” (zginęło 2938 osób). A jeszcze w 2007 r. ofiar śmiertelnych było prawie 5,6 tys.

Rząd PiS – podobnie jak koalicja PO-PSL – również obrał kurs na dokręcanie śruby kierowcom. Od połowy zeszłego roku, z inicjatywy resortu sprawiedliwości, zaostrzono kary za przestępstwa w ruchu drogowym (minimum dwa lata bezwzględnego więzienia, jeśli np. sprawca śmiertelnego wypadku był pijany lub pod wpływem środków odurzających), wydłużono też okres przedawnienia karalności wykroczeń z dwóch do trzech lat.

Interdyscyplinarny zespół pracuje nad zmianami

Niewykluczone jednak, że wkrótce zajdą kolejne istotne zmiany. Od kwietnia zeszłego roku funkcjonuje zespół, w skład którego weszli m.in. przedstawiciele MSWiA, Ministerstwa Infrastruktury, KGP, Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Cyfryzacji oraz eksperci z instytutów badawczych. Wspólnie analizują około setki aktów prawnych związanych z tematyką drogową. Pojawiły się już pierwsze wnioski, a raczej rekomendacje dla ustawodawcy, co do których członkowie zespołu są jednomyślni. Pierwsza rzecz to ujednolicenie prędkości na obszarze zabudowanym – a więc likwidacja zasady, że w godzinach nocnych limit prędkości w miastach podnoszony jest z 50 do 60 km/h. Druga kwestia to wprowadzenie obowiązkowych kasków dla dzieci na rowerach. Tu wciąż problematyczna jest kwestia, do jakiego wieku dziecka kask powinien być obligatoryjny. Pomysły wypracowane przez zespół trafią najpierw na forum Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, która działa przy resorcie infrastruktury. Dopiero ona przedstawi rekomendacje Radzie Ministrów.

O wstępnych ustaleniach zespołu wiedzą już parlamentarzyści z komisji infrastruktury. Dodatkowo, część posłów PiS chciałaby wzmocnić rolę Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, by miała większą siłę przebicia przy proponowaniu rządowi zmian legislacyjnych. Według PiS, dziś ta instytucja cierpi na braki kadrowe i funkcjonuje przy resorcie, który osłabł wskutek rekonstrukcji rządu i lepiej by było, gdyby Krajowa Rada działała bezpośrednio pod premierem Morawieckim.