Wysoki Sądzie, jestem matką! - opowiadania z sali sądowej

17 lipca 2018
hello world!

Korytarz jest wypełniony po brzegi. Nawet ochroniarze nie wiedzą, jak ustawiać wchodzących, by móc się im dokładnie przyjrzeć. Pomimo upalnej pogody przed drzwiami sali rozpraw czuć jedynie chłód. Kogo tym razem zaprosił do siebie sąd? Uważnie przyglądam się wszystkim. Tego chudego mężczyznę, nerwowo rozglądającego się wokoło? A może tę kobietę, która sprawdza, czy numer sali zgadza się z tym na wezwaniu?

- Sprawa o sygnaturze Xs 123/15. Zapraszam! – donośny głos protokolanta skutecznie wyrywa nas z zadumy. Zainteresowani podnoszą się ociężale, wyczuwając, że coś się w końcu wyjaśni. Bo to chyba o to chodzi? Idziemy na Policję, do Prokuratury, żalimy, pozywamy, skarżmy po to, by coś się skończyło, by móc uporządkować sprawy w rodzinie, w firmie, na ulicy.

Drzwi się za mną zatrzaskują. Zwyczajna sala rozpraw – kilka ławek, mównica, stół sędziowski na podwyższeniu. A jednak na twarzach wezwanych rysuje się niepokój, pewnego rodzaju zakłopotanie – jakby przekroczyli granicę, jakby nie było odwrotu.

- Witam wszystkich serdecznie! Proszę usiąść! – stanowczo aczkolwiek zdecydowanie zaczyna sędzia, młoda kobieta o długich czarnych włosach swobodnie opadających na togę, purpurowy żabot i złotego orła. Manifestacyjnie poprawia łańcuch – Rozpoznana zostanie sprawa oskarżonego o znęcanie się psychiczne oraz fizyczne nad matką, tj. o przestępstwo z art. 207 § 1 KK w okresie ... Na rozprawę stawił się oskarżony … - padają kolejne imiona i nazwiska świadków, pokornie chylących głowę na zawołanie sędziego. A jednak do tego doszło. Wzywając Policję tego feralnego dnia, nie podejrzewali, że niedługo potem padną zarzuty. Chcieli go tylko uspokoić, ochronić starą kobietę przed napastnikiem. Ale w końcu to nasz wujek, brat, ojciec…

Sędzia wyprasza świadków na korytarz i swój wzrok kieruje w stronę pokrzywdzonej, schorowanej kobiety.

- Poproszę Panią do barierki – ordynuje sędzia, badając postawę i ruchy staruszki.

- Kochana – zaczyna pokrzywdzona, dźwigając się z sądowych ław – niestety nie słyszę Pani. – ciężko wypuszczając powietrze z płuc, wymownie spojrzała na kobietę z orłem.

- Panie Feliksie – natychmiastowo zareagowała sędzia, kierując uprzejme słowa do protokolanta – proszę przyprowadzić pokrzywdzoną do ławy.

Pod ramię staruszki wsuwa się energiczna ręka młodego mężczyzny, który - opuściwszy stanowisko przy komputerze – podbiegł do świadka.

- Przydałoby się jeszcze krzesło – zauważa sędzia, widząc jak wiele trudności sprawia starszej kobiecie pokonanie dystansu, jaki dzieli ławę sędziowską i mównicę.

Niewiele myśląc, złapałem ramę krzesła stojącego obok mnie na tyłach sali.

- Wysoki Sądzie, jeśli wolno mi pomóc – dałem o sobie znać, podnosząc krzesło.

- Dziękuję serdecznie Panu. Panie Feliksie, Pan poda Panu krzesło. Proszę je ustawić przy pokrzywdzonej blisko ławy – sędzia posyła mi dyskretny uśmiech.

Staruszka co krok spoglądała na ławę oskarżonych, skąd całą sytuację obserwował jej syn. Patrzył na matkę z nieskrywanym podejrzeniem, uważnie śledził każdy jej powolny ruch, jakby w nim zapisany był wyrok.

- Proszę Pani, przygotowano Pani krzesło. – kontynuowała swoje obowiązki przewodnicząca – Czy Pani mnie słyszy?

- Ta-ak – przytaknęła staruszka – ale to bardzo dla mnie trudne – spuściła wzrok, na tyle nisko by nie krzyżował się ze spojrzeniem syna.

- Proszę Pani, jako matce przysługuje Pani prawo do odmowy zeznań. Czy chce Pani z niego skorzystać? Rozumiem, że cała sytuacja jest dla Pani bardzo trudna – sędzia starała się łączyć formalizm i współczucie.

- Ah… westchnęła matka – Ja nie wiem, jak … To jest dla mnie trudne – głos kobiety się załamał.

Na sali zapadła cisza, którą po chwili przerwał cichy jęk pokrzywdzonej. Pospiesznie wyjęła chusteczkę higieniczną z kieszeni, usiłując opanować fale emocji. Bezskutecznie, dyskretnie zaszlochała.

- Proszę Pani, proszę mnie posłuchać – sędzia wychyliła się za ławę, przesuwając na bok przeszkadzający jej łańcuch – nie musi Pani zeznawać. Prawo nie nakłada na Panią obowiązku. Stara się rozumieć Pani sytuację – słowa przewodniczącej wypełniało współczucie – jako sędzia mogę wiele, ale moje decyzje również mają swoje granice. Proszę mi zaufać.

Staruszka zdawała się w ogóle nie słuchać. Każde słowo sędziego upadało niepochwycone na akta. Zgniecioną chusteczką ocierała kolejne krople łez. Kobieta podniosła odważnie głowę i spojrzała na syna, kierując spojrzenie pełne bólu i trudu. Przewodnicząca czekała na decyzje pokrzywdzonej, która – odsłoniwszy nadgarstki i liczne zasinienia – delikatnie ujęła jej dłoń.

- Wysoki Sądzie, jestem matką! – urwała staruszka, głęboko oddychając – wstyd mi, że tutaj dzisiaj stoję. – słowa mieszały się ze szlochem – To mój syn – wskazała na ławę oskarżonych. – To prawda, co zostało powiedziane! Ale to mój syn, Wysoki Sądzie, rozumie mnie Pani – to nie było pytanie. Sędzia spuściła wzrok, trzymając rękę w objęciach staruszki – 2 tygodnie temu miałam wypadek. Spadłam ze schodów, straciłam przytomność. Obudziła mnie sąsiadka, która pomogła mi wstać. Dlatego, Wysoki Sądzie, przychodzę dzisiaj w opatrunkach. Nikogo ze mną nie było. Moje dzieci mają już swoje życia. Całe życie starałam się im wszystko dawać, nie zabiorę im teraz tego. Jedynie on zdecydował się ze mną zostać, zanim zaczął pić – dławiące emocje powróciły a z nimi kolejne łzy, pospiesznie wycierane mokrą chusteczką. – Wysoki Sądzie, jestem matką – kontynuowała kobieta – a on – wskazując na oskarżonego – jest moją jedyną nadzieją, że nie zostanę sama, że drugi raz nie upadnę. Proszę go nie skazywać, proszę go nie zabierać. Proszę mnie zrozumieć – wolę ciężką starość z synem niż samotność. Serce matki stać na wiele…

Zbieżność osób oraz innych danych przypadkowa.

chevron-down
Copy link