Czy na pewno na drodze obowiązuje „zasada ograniczonego zaufania”?

Kiedy dojdzie do drogowej kolizji, faktyczny jej sprawca, chcąc przerzucić część odpowiedzialności na drugiego kierowcę, często chwyta się brzytwy w postaci tajemniczej „zasady ograniczonego zaufania”. Czy taka instytucja na pewno obowiązuje? Patrząc powierzchownie na wypowiedzi sądów, zdawać by się mogło że tak, aczkolwiek dokładna analiza art. 4 ustawy – Prawo o ruchu drogowym może prowadzić do odmiennych wniosków.

Naprawdę możesz mi zaufać

Wspomniany przepis zdaje się bowiem stanowić raczej o zasadzie zaufania, która w sytuacjach szczególnych może ulec ograniczeniu. Czytamy w nim, że „Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego, chyba że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania”. Ustawodawca stwierdził więc, że w sytuacji „typowej” każdy kierowca, rowerzysta czy pieszy może wierzyć w umiejętności i uważność innych. To jednak przecież w żaden sposób nie tworzy z „ograniczonego zaufania” reguły.

Jeśli więc poruszamy się w typowych warunkach, wjeżdżając na skrzyżowanie na zielonym świetle mamy pełne prawo zakładać, że nikt inny nie znajduje się na kursie kolizyjnym. Jeśli stałoby się inaczej, to faktyczny sprawca zdarzenia nie mógłby próbować się oczyścić. Stwierdziłby zapewne, że złamaliśmy „zasadę ograniczonego zaufania” i nie rozejrzeliśmy się odpowiednio. W ten sposób bronić nie może się również kierowca, który w podobnych warunkach drogowych potrąci osobę przechodzącą przez przejście dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej. Jeśli tylko ta nie wtargnęła na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd. Oczywiście dla bezpieczeństwa najlepiej zawsze obserwować sytuację drogową. Jednakże zaniechanie w tym zakresie nie może negatywnie wpłynąć na naszą pozycję prawną.

Każdy przypadek jest inny

Taki pogląd znajduje potwierdzenie w orzecznictwie sądowym. Z ciekawym stanem faktycznym musiał zmierzyć się między innymi Sąd Apelacyjny w Krakowie. Z pozwem przeciwko zakładowi ubezpieczeń wystąpił pieszy, który idąc niewłaściwą stroną jezdni (przy braku chodnika) został na łuku drogi potrącony przez kierującego pojazdem. Ten z kolei poruszajał się z prędkością administracyjnie dozwoloną. Zdarzenie miało miejsce w nocy i przy padającym deszczu. Sąd II instancji utrzymał wyrok Sądu Okręgowego oddalający powództwo w całości. W uzasadnieniu rozstrzygnięcia podniesiono, że kierujący pojazdem nie miał obowiązku przewidywać, że niewłaściwą stroną drogi i nie bezpośrednio przy jej krawędzi poruszać będzie się nieoświetlony pieszy.

Co za tym idzie? Zasada zaufania do innych uczestników ruchu nie powinna w tej sytuacji ulec ograniczeniu. W konsekwencji więc kierujący nie musiał dodatkowo ograniczać prędkości. Miał on bowiem prawo wierzyć, że w tym miejscu drogi nie pojawią się piesi. Stanowiłoby to naruszenie prawa. Sąd stanowczo w tym zakresie wskazał, że „Żaden zaś użytkownik drogi, stosownie do art. 4 prawa o ruchu drogowym nie jest zobowiązany do przewidywania niespodziewanego i tylko w sytuacji, gdy okoliczności na to wskazują musi liczyć się z tym, że inni uczestnicy ruchu nie przestrzegają przepisów ruchu drogowego” (wyrok z 12.02.2014, I ACa 1559/13).

Inne warunki na drodze, inna ocena sytuacji

Zgoła odmiennie mogłoby wyglądać rozstrzygnięcie powyższej sprawy, gdyby ustalono, przykładowo, że zdarzenie miało miejsce w nocy z 24 na 25 grudnia, około godziny pierwszej w nocy, bezpośrednio w sąsiedztwie kościoła i po minięciu przez kierującego innych podobnie poruszających się pieszych na poprzedzającym miejsce wypadku odcinku drogi. W takiej sytuacji można byłoby wymagać od kierowcy przewidywania, że może napotkać jeszcze inne osoby. Mielibyśmy więc do czynienia właśnie „z okolicznością wskazującą na możliwość odmiennego zachowania innych uczestników ruchu”, co zobligowałoby prowadzącego pojazd do wzmożenia ostrożności i zredukowania prędkości. Jeśli powyższego by zaniechał i potrącił pieszych, nie dałoby się wykluczyć, że sąd uznałby prędkość
z jaką się poruszał za nieprzystającą do warunków jazdy i uwzględnił powództwo lub rozdzielił odpowiedzialność między obydwu uczestników ruchu.

Zasada zaufania a okoliczności zajścia

Widać wyraźnie, że interpretacja zakresu naszych obowiązków w ruchu drogowym w związku z „zasadą zaufania ulegającą w pewnych wypadkach ograniczeniu” zależy od wielu okoliczności. Do takich okoliczności należą: pora dnia, natężenie ruchu, widoczność czy ogólny kontekst sytuacyjny. By  mieć pewność, że prawidłowo stosujemy art. 4 ustawy powinniśmy zawsze dokładnie obserwować drogę i zachowania uczestników ruchu. Dopóki w naszym polu widzenia nie dzieje się nic, co przeciętny człowiek powinien uznać za nietypowe, mamy prawo wierzyć, że inni będą przestrzegać obowiązujących zasad. Używanie art. 4 jako usprawiedliwienia dla popełnianych przez siebie wykroczeń prawie nigdy nie jest skuteczne. Nie daje ono szansy przerzucenia na innych odpowiedzialności za nasze zachowanie na drodze.