Prawnik bez uprawnień – czy pomoże w sądzie?

Sąd Najwyższy oddalił kolejną skargę nadzwyczajną Prokuratora Generalnego. Tym razem chodziło o sprawę starszego małżeństwa, które czuło się oszukane przez przedstawicieli jednej z kancelarii odszkodowawczych. Sędziowie nie podzielili argumentacji skarżącego i stwierdzili, że dozwolone jest ustalenie wynagrodzenia prawnika jako procent od wygranej. Co więcej, przesądzono, że pomoc prawną na etapie sądowym może świadczyć osoba niebędąca radcą prawnym ani adwokatem.

Sprawa dotyczyła rodziców tragicznie zmarłego mężczyzny. Jako że zginął on z winy innej osoby, jego rodzinna mogła ubiegać się o zadośćuczynienie za straty moralne. W tym celu niezbędne było zgłoszenie roszczeń ubezpieczycielowi sprawcy zdarzenia. Z pomocą małżeństwu przyszła kancelaria odszkodowawcza, specjalizująca się w tego typu postępowaniach. Doszło do zawarcia dwóch umów – o obsługę przedsądową (w tzw. postępowaniu likwidacyjnym) oraz sądową (na wypadek braku możliwości polubownego zakończenia sprawy).

Dwa sądy, dwa różne spojrzenia

Zleceniobiorcy postanowili uzyskać dla poszkodowanych jak najwyższe świadczenie. W zamian za to mieli otrzymać wynagrodzenie w wysokości 30% kwoty zadośćuczynienia, jednak nie mniej niż 1 000 zł. Sprawa zakończyła się przyznaniem najbliższym zmarłego kilkudziesięciu tysięcy złotych. Małżonkowie nie wypłacili jednak kancelarii odszkodowawczej wyżej wskazanego ułamka zdobytego świadczenia.

W związku z tym starsi państwo zostali pozwani o zapłatę 11 734 zł.  Powód ze sprawy przed sądem I instancji wrócił na tarczy. Zdaniem Sądu Rejonowego w Białymstoku kancelaria odszkodowawcza nie mogła zobowiązać się do świadczenia pomocy prawnej na etapie sądowym, gdyż nie zatrudniała ani nie współpracowała z żadnym radcą prawnym ani adwokatem. Skoro zobowiązanie było niemożliwe do spełnienia, żądanie wynagrodzenia jest niezasadne.

Całkowicie odmienny pogląd na sprawę miał natomiast Sąd Okręgowy w Białymstoku. Prawomocnym wyrokiem uwzględnił powództwo w całości. Stwierdził, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby pomoc prawna na etapie sądowym świadczona była przez prawnika bez uprawnień. Co prawda nie może on podpisywać dokumentów za stronę sporu ani występować na rozprawie, jednak wszelkie pisma procesowe mogą powstawać pod jego redakcją. Ma on również prawo doradzać swoim klientom.

Skarga nadzwyczajna Prokuratora Generalnego

Jako że poszkodowani nie mieli już żadnej możliwości odwołania się od wyroku, w sprawę musiał zaangażować się Prokurator Generalny. Jest on bowiem uprawniony do wniesienia do Sądu Najwyższego tzw. skargi nadzwyczajnej. Jej skutkiem może być uchylenie dawno zapadłego wyroku, od którego nie przysługuje żaden zwyczajny środek zaskarżenia. Warunkiem powodzenia takiej akcji procesowej jest wykazanie, że orzeczenie sądu powszechnego:

  • narusza zasady lub wolności i prawa człowieka określone w Konstytucji lub
  • narusza prawo w sposób rażący, lub
  • oparto na ustaleniach oczywiście sprzecznych z treścią zebranego materiału dowodowego.

W przedmiotowej sprawie starano się wykazać, że doszło do naruszenia zasady demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasadę sprawiedliwości społecznej. Zdaniem przedstawiciela Prokuratora Generalnego umowy zawarte przez kancelarię odszkodowawczą były sprzeczne z ustawą o radcach prawnych oraz ustawą – prawo o adwokaturze. Jest to stanowisko tożsame z wcześniej wyrażonym przez Sąd Rejonowy w Białymstoku.

Powód bronił się przed tymi zarzutami, wskazując, że świadczona przez niego pomoc prawna na etapie sądowym istotnie przyczyniła się do przyznania poszkodowanym zadośćuczynienia. Udzielał on porad prawnych, pomagał sformułować wniosek o zwolnienie od kosztów sądowych czy sporządzał pisma procesowe. Miał więc prawo uzyskać stosownego wynagrodzenie. Co więcej, mogło być ono zależne od wyniku sprawy, a to ze względu na zasadę swobody umów.

Prawniczka reprezentująca starsze małżeństwo podnosiła z kolei, że kancelaria odszkodowawcza wykorzystała naiwność poszkodowanych. Dzięki temu doszło do podpisania niekorzystnych dla nich umów. Ustalenie success fee na poziomie 30% przy braku reprezentacji przez prawnika z uprawnieniami miało być sprzeczne z zasadą ekwiwalentności świadczeń.

Sąd Najwyższy stanął po stronie kancelarii odszkodowawczej

Sąd Najwyższy ostatecznie stanął po stronie kancelarii odszkodowawczej (orzeczenie z 3.06.2019r., I NSNC 7/19). Wyrok został wydany jednak bez uzyskania jednomyślności – zdanie odrębne złożył ławnik. Według sędziego sprawozdawcy umowa o dochodzenie roszczeń była ważna i należało ją wykonać w całości. Wskazano przede wszystkim, że brak jest przepisów prawnych zabraniających świadczenia sądowej pomocy prawnej przez osoby bez uprawnień (z wyłączeniem reprezentacji na rozprawie i uprawnień do podpisywania pism procesowych). Co więcej, przypomniano, że takie regulacje niegdyś istniały, jednakże zostały uznane za niezgodne z Konstytucją.

Ponadto zauważono, że prawo nie zabrania ustalania wynagrodzenia w wysokości zależnej od uzyskanego świadczenia. Przepisy nie wprowadzają także żadnego limitu succes fee. Co istotne, takie umowy są zawierane powszechnie, a mechanizm ich działania jest prosty i czytelny.

Dobrą wiadomością na przyszłość może być fakt, że Sąd Najwyższy wyraził zrozumienie dla wątpliwości poszkodowanych. Zwrócono uwagę na pewną niesprawiedliwość związaną z tego typu formą ustalenia wynagrodzenia. Lekko zasugerowano więc wprowadzenie prawnych obostrzeń – bez zmian ustawowych brak jest bowiem podstawy do wyeliminowania takich umów z obrotu prawnego.

Warto także zaznaczyć, że o ile w stosunku do prawników bez uprawnień brak jest ograniczeń co do stosowania success fee, o tyle radcowie prawni i adwokaci muszą być w tym zakresie ostrożni. Obowiązujące ich przepisy korporacyjne i etyczne co prawda nie wykluczają stosowania takiej formy wynagrodzenia, jednak jest ono dozwolone wyłącznie jako dodatek. Może stanowić jedynie swoistą premię dla prawnika, jednak jej wysokość nie może przekroczyć 10%-15% wywalczonego świadczenia.