Sprawy sądowe rodem z filmu: Michael Peterson

8 sierpnia 2018
/

Życie pisze często niesamowite scenariusze. Czasem  bez żadnych ulepszeń, na podstawie jednej historii, można powstać interesujący film albo serial. Może być jeszcze ciekawiej, jeśli wszystko jest rejestrowane "od a do z". Zupełnie jakby kamerzysta przewidywał, że to, w czym właśnie uczestniczy, przyciągnie kiedyś przed telewizory miliony widzów.

Tak właśnie, często przypadkowo, powstają najlepsze filmy dokumentalne. Jeden z nich opisuje proces amerykańskiego pisarza Michaela Petersona, który został oskarżony o zabójstwo własnej żony. Czy rzeczywiście dokonał tej strasznej zbrodni?

Szczęśliwe życie i nagła śmierć

Jest rok 2001. Karolina Północna. Dzielnica o sympatycznej nazwie Forest Hills. Znany w regionie pisarz wypoczywa z żoną nad basenem w ich posiadłości. Często przed pójściem spać piją wino na świeżym powietrzu. Kobieta decyduje się wrócić do domu jako pierwsza i zostawia męża samego. Ten, po skończeniu lampki trunku, postanawia do niej dołączyć. W tym momencie rozpoczyna się koszmar Michaela Petersona. Trwający kilkanaście lat i pełen zwrotów akcji. Mężczyzna znajduje przy schodach prowadzących na poddasze nieprzytomną żonę. Jest cała we krwi. Podobnie jak ściany i podłoga. Pisarz dzwoni po pogotowie, jednak lekarze nie są w stanie jej już pomóc.

Widok jest tak makabryczny, że prokurator ani myśli uznać zdarzenia za wypadek. Dom Petersonów staje się miejscem zbrodni. Nie potrzeba dużo czasu, aby policja jako głównego podejrzanego wskazała Michaela. Zawsze w pierwszej kolejności jako winnych typuje się najbliższych. Szczególnie, jeśli brak jest narzędzia zbrodni, śladów DNA czy innych wskazówek. Dramat mężczyzny polega również na tym, że amerykańska prokuratura często zapomina o domniemaniu niewinności i robi wszystko, aby doprowadzić do skazania osoby przez siebie wskazaną

Proces - jak to odbywa się w USA?

Rozpoczyna się proces. Jest on szeroko komentowany w mediach. Nieczęsto przecież o zabójstwo oskarżony zostaje znany powieściopisarz. Jeśli dodać do tego tajemnicze okoliczności sprawy, sukces dziennikarski gwarantowany. O skali sprawy świadczy ustalony przez adwokatów koszt prowadzenia obrony. Ponad osiemset tysięcy dolarów. Dla nas to kwota niewyobrażalna, natomiast w Stanach Zjednoczonych takie przypadki zdarzają się wcale nie tak rzadko.

Tam proces sądowy do spektakl i psychologiczna gra, w której liczą się niuanse. Obrońcy zatrudniają ekspertów, którzy prześwietlają członków ławy przysięgłych i przygotowują świadków. Rozstrzygnięcia w amerykańskich sądach zapadają często bowiem pod wpływem emocji. O winie nie orzekają doświadczeni i znający prawne zasady sędziowie. Robią to zwykli obywatele - ławnicy. Każdy z nich ma jakieś poglądy, słabości. Co ciekawe, są one obrońcom znane. Członkowie ławy przed sprawą wypełniają obszerną ankietę, w której mogą znaleźć się nawet pytania o poglądy na temat aborcji czy homoseksualizmu.

Wracając jednak do sprawy. Dla rodziny Michaela Petersona proces wydaje się formalnością. Mężczyzna uchodził przecież za wspaniałego ojca i kochającego męża. Nie mógł zabić swojej żony. Zawsze był spokojny i miał nieskazitelny charakter. Prokuratura tymczasem nie ma nic, żadnych śladów. Brak również świadków. Jedyną szansą jest przekonanie ławników, że Michael Peterson to po prostu zły człowiek, bez skrupułów.

Owszem, z czasem powstaną ekspertyzy biegłych, które dużo dadzą prokuraturze. Pojawi się wynik autopsji, z czego wyniknie, że kobieta została pobita. Sporządzona zostanie również opinia, zgodnie z którą upadek ze schodów nie może spowodować takich obrażeń. Znajdą się jednak specjaliści mówiący coś odwrotnego. Dlatego też wpłynięcie na ławników za pomocą emocji jest tutaj tak istotne.

Seks i podobna śmierć

I w końcu czar pryska. Okazuje się, że pisarz nie jest wcale tak nieskazitelny. W jego domu zostają znalezione zdjęcia obrazujące nagich mężczyzn.  Wychodzi na jaw, że Michael Peterson kontaktował się z męskimi prostytutkami. Uprawiał z nimi seks. Zmarła żona podobno o wszystkim wiedziała i akceptowała biseksualizm męża. Ławnikom jednak trudno to uwierzyć.

Ponadto, prokuratorzy sięgają do przeszłości i odkrywają, że żona przyjaciela pisarza zginęła w niemal identycznych okolicznościach. Również w wyniku rzekomego upadku ze schodów. Początkowo uznano to za wypadek, jednak autopsja dokonana na potrzeby obecnego procesu poddała te ustalenia w wątpliwość. Dość niespotykany zbieg okoliczności, nieprawdaż? Reputację Michaela Petersona poprawia fakt, że adoptował on osierocone przez tamtą kobietę dzieci, które przez cały proces stoją za nim murem.

Werdykt i nieskuteczne apelacje

Kiedy ławnicy poznali prawdziwe życie pisarza oraz dostali do analizy wszystkie opinie biegłych przyszedł czas na naradę i werdykt. Obrady ławy przysięgłych trwały kilka dni, a więc musiały być burzliwe. Osiągnięto jednak jednomyślność i po niemal 10 latach od śmierci kobiety orzeczono: winny morderstwa z premedytacją. Kara? Dożywotnie pozbawienie wolności.

Rodzina mężczyzny nie mogła uwierzyć w takie rozstrzygnięcie. Podobnie adwokaci. Przecież nie stwierdzono u kobiety pęknięcia czaszki, co stało się we wszystkich niemal 300 sprawach o pobicie, które przeanalizowała obrona. Co w takim razie zadecydowało o wyroku? Emocje? Wyniki autopsji wskazujące na pobicie? Tego się nigdy nie dowiemy.

Mężczyzna pewny swojej niewinności postanowił się nie poddawać.  Wielokrotnie odwoływał sie od wyroku, jednakże nie przyniosło to oczekiwanego skutku. Pozostawało jedynie liczyć na odkrycie nowych faktów i dowodów, które pozwoliłyby wznowić proces.

Podobne możliwości daje również polskie prawo, tak jak to ostatnio miało miejsce w przypadku Tomasza Komendy. Próbowano wykorzystać - między innymi - dość nieprawdopodobną teorię o zaatakowaniu kobiety przez sowę. Teza ta powstała po odnalezieniu na jej ubraniu pióra tego ptaka. Próbowano dowodzić, że kobieta - będąc jeszcze na zewnątrz - przestraszyła się zwierzęcia i w popłochu uciekała do domu. Wystraszona potknęła się na schodach i niefortunnie upadła. Teoria ta jednak nie uzyskała uznania śledczych. Sprawa wydawała się ostatecznie przegrana.

Zły biegły, szczęście i nowy proces

Do pisarza uśmiechnęło się jednak szczęście. W styczniu 2011 roku jeden z najważniejszych w sprawie biegłych został zwolniony z pracy w biurze śledczym. Przyczyną było poświadczenie nieprawdy w jednym z wcześniejszych procesów. Nierzetelność eksperta doprowadziła bowiem do niesłusznego skazania innego mężczyzny. Po wykryciu tej okoliczności zwolniono go z więzienia, w którym spędził 17 lat. Te wydarzenia wzbudziły podejrzenia obrońców Michaela Petersona, którzy zaczęli badać pracę biegłego przy opisywanie sprawie. W toku analizy dokumentacji wykryli, że niektóre z wykonanych badań nie zostały uwzględnione w końcowym raporcie. Zdaje się, że celowo.

Adwokaci potraktowali to jako nową okoliczność i zażądali wznowienia postępowania. Udowodnili w sądzie, że prokuratorzy opierali swoje oskarżenie właśnie głównie na tej wadliwej ekspertyzie. Świadczy o tym fakt, że tej analizie poświęcili 40% mowy końcowej. Sąd przyznał rację obrońcom, co doprowadziło do otwarcia procesu na nowo. Nieprzydatność rzeczonej opinii biegłego nie oznaczała jednak, że Michael Peterson jest niewinny. Zmieniono jednak kwalifikację prawną czynu z morderstwa z premedytacją na zabójstwo pod wpływem emocji (forma zdecydowanie łagodniejsza). Dzięki temu, mężczyzna po ośmiu latach mógł za kaucją opuścić więzienie i trafić do aresztu domowego.

Michael Peterson ostatecznie na wolności

Minęło kolejnych kilka lat walki, która nie doprowadziła do uniewinnienia. Michael Peterson zgodził się więc zawrzeć ugodę z prokuraturą.  Skorzystał z niespotykanej u nas instytucji, zwanej w USA Alford plea. Jest to oświadczenie oskarżonego, który nie przyznaje się do winy, jednakże stwierdza, że dowody zgromadzone przez oskarżycieli mogą wystarczyć do skazania. Maksymalny wymiar kary przy skorzystaniu z tego dobrodziejstwa to 86 miesięcy. Wobec tego, że mężczyzna spędził w więzieniu więcej czasu, został natychmiast zwolniony. Koszmar ostatecznie się zakończył. Nigdy nie dowiemy się jednak, czy kobieta faktycznie została zamordowana.

Serial dokumentalny na podstawie tej historii jest obecnie emitowany pod tytułem Schody.