Olga Hepnarova ostatnią kobietą, którą powieszono w Czechosłowacji

7 maja 2020
hello world!

Olga Hepnarova siedząc na miejscu kierowcy ciężarówki uważała, że postąpiła słusznie. Tego samego z pewnością nie powiedziałyby osoby, które znajdowały się pod jej kołami.

"W żadnym wypadku nie żałuję swojego czynu i jestem przekonana, że postąpiłam słusznie, mówiąc ściślej, sprawiedliwie, bo kto inny, jak nie ja, miałby walczyć o moją sprawiedliwość. Zrobiłam to wszystko z nienawiści do społeczeństwa, z nienawiści, którą właśnie społeczeństwo we mnie wyhodowało poprzez swoje w stosunku do mnie zachowanie... Na pewno nie był to akt desperacji, przeciwnie, wynikał z mojego zdrowego rozsądku, zrobiłam bowiem bilans swojego życia i na jego podstawie, i na podstawie możliwości, które mi pozostały, doszłam do wniosku, że nie mam już szans na znalezienie sposobu życia, który by mi odpowiadał, bo on po prostu nie istnieje. Nie było mi dane żyć tak, jak reszcie ludzi. I to od samego początku..."

Na początku...

Olga Hepnarová urodziła się 30 czerwca 1951 r. w Pradze. Była córką urzędnika bankowego i dentystki. Z jej własnych ust można było usłyszeć, że była nieszczęśliwa od samego początku swojego życia. Jej zdaniem, doprowadzili do tego jej bezduszni rodzice, ponieważ stosowali na niej brutalne kary cielesne. Kiedy dziewczyna o tym wspomina, zwraca uwagę że jej ojciec bił ją bez żadnego powodu "to znaczy nie za karę, po prostu bicie dla samego bicia, zdenerwował się i musiał na kimś wyżyć". Matka również ją zaniedbywała, każdego dnia chodziła w starych i poniszczonych ubraniach. Po dłuższej chwili zastanowienia dodała, że każdy członek jej rodziny traktował ją źle, nawet jej młodsza siostra miała wrogi stosunek. To - jej zdaniem - okaleczało duszę i doprowadziło do jej dramatycznej decyzji. Zanim jednak do tego doszło, dziewczyna była dzieckiem jak każdy inny. Uczęszczała do podstawówki znajdującej się na Placu Uhelny (Praga).

W szkole również nie miała żadnych przyjaciół.

Olga Hepnarova w szkole podstawowej

Jej rówieśnicy naśmiewali się z niej, nazywali "babochłopem". Ten pseudonim wywodził się podobno stąd, że lubiła się bić i była mało kobieca. Nazywali ją także "śpiącą laleczką" przez wzgląd na specyficzny sposób chodzenia. Olga sama o sobie mówiła, że poruszała się jakby była zamroczona.

"Klasyczny" dzień z życia 

Swój klasyczny dzień z życia opisuje w następujący sposób:

  • pobudka przepełniona strachem,
  • narastające zdenerwowanie,
  • skromne śniadanie,
  • niechętne wyjście do szkoły,
  • bycie pośmiewiskiem klasy,
  • koniec zajęć,
  • odrabianie pracy domowej,
  • gra na pianinie lub nauka języka niemieckiego

"Tam też nie lubiłam chodzić, bo zawsze na ulicy albo w tramwaju spotykałam masę niemiłych ludzi, którzy dokuczali mi tak samo jak ci w domu czy w szkole. Na przykład w drodze z pianina przypadkowy, idący z naprzeciwka chłopak kopnął mnie w krocze. Albo w tramwaju od niechcenia pokazałam kontrolerowi legitymację, a on zaczął się na mnie wydzierać, żebym nie robiła z siebie księżniczki, tylko łaskawie okazała dokument jak należy."

  • powrót do domu,
  • bicie przez ojca bez żadnego powodu,
  • sen.

Olha Hepnarova i próba samobójcza

Po kilku miesiącach nauki, przeniesiono ją do innej klasy. Zapewne miało to związek z nadmiernym dokuczaniem jej przez rówieśników. Pomysł okazał się nietrafiony. Nikogo tam nie znała i nikt nie chciał się z nią zaprzyjaźnić. Coraz częściej uciekała z zajęć i opuściła się w nauce. Niedługo potem dostała pierwszej menstruacji. Skarżyła się na ciągłe bóle głowy. 15 czerwca 1964 r. zdecydowała się na próbę samobójczą. Zażyła 10 tabletek meprobamatu.

Meprobamat – organiczny związek chemiczny wprowadzony do lecznictwa w maju 1955 roku, jako jeden z pierwszych leków przeciwlękowych. Duża ilość w organizmie może prowadzić do zatrucia.

"Połknęłam w domu dwie fiolki jakichś lekarstw, położyłam się na kanapie i czekałam na śmierć. Znalazła mnie moja siostra Eva i uratowała mi życie, chociaż nie wiem dokładnie, jak to wszystko wyglądało, bo byłam nieprzytomna. Zawieźli mnie do szpitala Pod Petrinem i zrobili płukanie żołądka. Byłam nawet wdzięczna pielęgniarce i lekarzom, wtedy jeszcze trochę zależało mi na życiu, ale potem w szpitalu spotkały mnie różne nieprzyjemne rzeczy."

Chodziło jej o to, że zarówno lekarze, jak i funkcjonariusze wypytywali ją o okoliczności, w których zdecydowała się targnąć na własne życie. Kłamała, mówiąc że pomyliła fiolki i że to nic poważnego. Olga Hepnarova skończyła swoją hospitalizację pięć dni później.  Rodzice przenieśli ją do innej szkoły. Najpierw do szkoły podstawowej przy ul. Ostrovni (Praga), potem zaś do tej znajdującej się przy ul. Truhlarskiej. Ostatecznie trafiła do podstawówki w Czeskich Budziejowicach, gdzie miała rodzinę. Nic się jednak nie zmieniło. Dziewczyna nadal uważała, że cały świat jej nienawidzi.

Szpital psychiatryczny dla Dzieci

"Ja naprawdę się męczyłam, więc na początku przyjmowałam każde rozwiązanie. Potem zupełnie przestałam chodzić do szkoły, nikt nie był w stanie w żaden sposób mnie do tego zmusić, byłam wtedy tak zdesperowana, że kilka razy uciekłam z domu. Zawsze jednak łapali mnie i przyprowadzali z powrotem."

Znany wówczas prof. Vondraćko prowadzący klinikę psychiatryczną postanowił, że umieści dziewczynę w Szpitalu Psychiatrycznym dla Dzieci w Oparanach znajdujących się koło Tabora.

Olga Hepnarova trafiła do "psychiatryka" po raz pierwszy w wieku 14 lat. Hospitalizowano ją w okresie od dnia 23 marca do dnia 27 czerwca 1965 r., a następnie od 12 września 1965 r. do 3 lipca 1966 r. W obu przypadkach powodem jej przyjęcia były zaburzenia typu neurotycznego i nieprawidłowo kształtująca się osobowość w okresie adolescencji. Przyjęcie nastąpiło za zgodą rodziców, przyczyną zewnętrzną były problemy wychowawcze, ciągłe wagarowanie i niewłaściwe towarzystwo.

Fragment notatki medycznej - "Kontakt powierzchowny, słabo współpracuje, udziela zwięzłych odpowiedzi po długich przerwach. W stosunku do pielęgniarek i reszty pacjentów zachowuje powściągliwość, traktuje ich z góry. Objawy neurozy, częste bóle głowy, nieadekwatne wybuchy śmiechu. Egzaltacja, zachowania teatralne, przesadne. Silna dążność do udowadniania swoich racji, zawyżona samoocena, bezkrytyczne podejście do siebie samej. Bardzo wyrafinowane umyślne kłamstwa, nikłe poczucie winy. Huśtawki nastrojów z przeważającym nastrojem depresyjnym."

Podczas swojego pobytu, dziewczyna raz spróbowała ucieczki. Udało jej się. Podczas rozmowy z psychiatrami w 1973 r. opowiadała, że wówczas dwa dni jeździła pociągiem bez żadnego konkretnego celu. Złapano ją podczas kontroli biletów.

Olga Hepnarova i miłość do kobiet

Podczas tej samej rozmowy zwierzyła się także o tym, jak była traktowana przez lekarzy i rówieśników. Jej zdaniem lekarze byli "cierpliwsi" niż w innych szkołach, zaś dzieci dokuczały jej tak samo jak wszędzie indziej.

"Od razu, chyba w drugim lub trzecim dniu mojego pobytu w szpitalu, strasznie mnie pobiły, podobno za to, że zadzieram nosa. Potem jakoś dało się wytrzymać, nie byłam tam taką czarną owcą jak w szkołach praskich."

W tamtym okresie Olga Hepnarova odkryła także swoją seksualność. Uważała, że pociągały ją kobiety. Opowiadała, że było to dla niej trudne doświadczenie, ponieważ rodzice nie rozmawiali z nią o "tych sprawach". Wspomina, że gdy ukończyła 12 lata, zakochała się w pewnej 20-letniej pielęgniarce, która zajmowała się nią podczas pobytu w szpitalu. W owym czasie pomniejszali jej węzły chłonne.

"Ani wtedy, ani nigdy później w ogóle nie interesowałam się chłopakami. W Oparanach udało mi się natomiast zbliżyć do kilku dziewczyn, wie pan, tak, jak to bywa w tego typu miejscach, gdzie są same dziewczyny. Dziewczęta kładły się obok siebie w łóżku i... przecież sam pan wie. Z początku odmawiałam, ale potem ciekawość wzięła górę i dałam się namówić. Niedużo razy, może ze dwa, i tylko z jedną dziewczyną, która podobała mi się bardziej niż reszta. Całowałyśmy się i pieściłyśmy."

Jak żyć po wyjściu ze szpitala?

Ze szpitala psychiatrycznego wypisano ją 3 lipca 1966 r. Lekarze zauważyli u niej częściową poprawę. Zdecydowała się podsumować swoje życie i spróbować zacząć od nowa. Miała nadzieję że jeśli w przejrzysty sposób, pisemnie, podsumuje to, co dotąd przydarzyło się w jej życiu, odkryje w tym jakąś logikę zdarzeń. "Nie doszłam jednak do żadnych rozsądnych wniosków. Później już nie podejmowałam tego typu prób, w moich rozważaniach powoli zaczęły dominować zupełnie inne myśli." Tymi myślami, były myśli o zemście...

Rozpoczęła swoją pierwszą w życiu pracę. Stała się introligatorką, czyli osobą zajmującą się ręcznym oprawianiem książek. Podczas swojej trzyletniej edukacji, liczonej od września 1966 r. do lipca 1969 r. Olga Hepnarova była uczennicą przeciętną. Wszystkie egzaminy końcowe zaliczyła z wynikiem dobrym. Autor opinii o niej, jako pracowniku przedsiębiorstwa podkreślił, że przez cały czas była ona cicha, małomówna, zamknięta w sobie. Jednym słowem - introwertyczka. Potrafiła się jednak zdyscyplinować i była w pracy punktualnie. W teorii była lepsza niż w praktyce. Nie zajmowała się działalnością polityczną ani nie udzielała publicznie, nie przejawiała zainteresowania tego rodzaju aktywnością.

Kiedy tylko skończył się jej okres praktyki, wypowiedziała umowę o pracę.

"Drogi lekarzu, proszę pomóż mi"

Z dnia 22 czerwca 1967 r. zachował się list, który napisała do jednego z lekarzy Szpitala Psychiatrycznego dla Dzieci w Oparanach.

Od czasu, kiedy opuściłam Oparany, wiele się zmieniło. Jestem sama, dlatego do Pana piszę. Z ojcem nie rozmawiam od jesieni, kiedy ostatni raz mnie zbił. Ja niedawno pobiłam moją siostrę. Dość głupio, za jakąś błahostkę, dziwne, że tego nie żałuję. Wcześniej to ona mnie biła. Tylko z mamą zamieniam czasem kilka słów. Tyle że nie mam z nią o czym rozmawiać... Wciąż podejrzewa mnie o rzeczy, które w ogóle nie przyszłyby mi do głowy, nie ufa mi. Chyba robi błąd. Nie lubię jej... W drodze do szkoły, do pracy, w tę i z powrotem, wszędzie jestem sama. Inni wciąż mówią, kotłują się, śmieją, na przykład z rzeczy, które wcale nie wydają mi się śmieszne. Mówią tylko po to, żeby mówić i w ogóle nie uważają, że to dziwne. W szkole potrafię nie odezwać się ani słowem przez cały dzień.

Przyzwyczaiłam się już

Traktuję ludzi z góry, chyba ich to razi, ale ja wcale nimi nie gardzę... Ja nienawidzę ludzi... Wie Pan, ciekawa jestem, jaki będę miała do nich stosunek później, za parę lat. Chciałabym, żeby ludzie dla mnie nie istnieli, żeby były mi obojętne ich słowa, uśmiechy, spojrzenia. Chciałabym tak. Wolę samotność od ich towarzystwa, czuję niewysłowiony wstręt do większych skupisk ludzi. Zawsze są gotowi i chętni, żeby kogoś osądzić. Okaleczyli mi duszę. Dlatego ich nienawidzę. Nic o mnie nie wiedzieli, może tyle, że czasem wychodzę na papierosa. Mówili, że jestem jakaś dziwna, że nie wiedzą, o co mi chodzi, że się mnie boją... Teraz w końcu wszyscy dowiedzieli się, że byłam w szpitalu psychiatrycznym. Wreszcie przestanie ich dręczyć pytanie, czemu jestem dziwna...

Jest mi bardzo smutno, nienawidzę ich, dlaczego jednak nie potrafię nikomu zrobić krzywdy?

W "Spokojnym Amerykaninie" są takie słowa: "Czy nie lepiej zrobilibyśmy wszyscy, nie próbując rozumieć, przyjmując jako fakt, że żaden człowiek nigdy nie zrozumie drugiego: żona nie zrozumie męża, kochanek - kochanki, ojciec lub matka - dziecka?" Mnie nikt nie rozumie. Już mi nie zależy...

Jeżeli wolność w ogóle istnieje, jest większa w człowieku niezależnym od innych, od grupy. Jestem szczęśliwa, kiedy jestem sama. Odpędzili mnie, a ja miałabym do nich wrócić - nie, tego nie zrobię nigdy. Nie cenię siebie tak wysoko, żeby być przeciwko nim. Przeciwko będzie tylko moja nienawiść, nienawiść, która nikogo nie skrzywdzi, a mnie będzie chyba tylko szkodzić.
Ludzie już mnie nie znajdą, tak bardzo się zmieniłam, że szukaliby mnie na marne, jest już za późno. Staram się nie czuć ciężaru samotności, chcę być w niej szczęśliwa mimo całej tęsknoty i goryczy.

Mamy na praktykach jedną dziewczynę. Była w psychiatryku na Bohnicach. Mówią, że to świr. Nie wiem, czy tak samo mówią o mnie. Raz stanęłam w jej obronie... W przyszłym tygodniu będziemy przerabiać Nezvala. Jeśli nauczycielka zapyta, czy ktoś zna jakiś jego wiersz, zgłoszę się i wyrecytuję na przykład "Akrobatę". A potem, kiedyś, powiem jej: "Vando, to dla ciebie mówiłam ten wiersz". Ona rozumie poezję. Ale ja z nią nie rozmawiam, z nikim nie rozmawiam, nikt nie rozmawia ze mną, nic nikomu nie daję i niczego od nikogo nie chcę.

To, co do Pana piszę, to tylko myśli, których też nie jestem pewna

Jestem w końcu szczęśliwa czy nieszczęśliwa? Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby ktoś powiedział do mnie "ty wariatko!". Czy tylko popatrzyłabym na niego pogardliwie i powiedziała coś w stylu "biedaczysko", czy pobiłabym go do krwi i powiedziała: "Nawet jeśli jestem wariatką, ty nie będziesz tak na mnie mówić!" czy tylko bym się zgarbiła, milczała jak zwykle i była smutna.

Nie wiem, ale Pan mnie chyba rozumie...

Na praktykach idzie mi dobrze, w szkole jestem najlepsza z czeskiego! Podoba mi się introligatorstwo. Lubię książki. Mam z nich zresztą więcej pożytku niż z ludzi... W wakacje chcę jechać na Morawy. Na rowerze. Matka spytała: "Sama chcesz jechać?". Nie wie, że zawsze jestem sama! Chciałabym jeździć rowerem i zatrzymywać się tam, gdzie by mi się podobało, a potem jechać dalej. Matka dziwi się, że nie chcę chodzić na kurs tańca i dobrych manier... Zwroty grzecznościowe? Nie, dziękuję. Obejdę się bez ludzi, to i bez tańca się obejdę.

Bardzo bym chciała przezwyciężyć samą siebie, prowadzić inne życie tak, jak mi Pan napisał.

Dziękuję,

Olga Hepnarova

Bardzo osobliwy list, napisany przez uczennicę zawodówki introligatorskiej, która sprawiała kłopoty wychowawcze. Napisała go osiem dni przed swoimi szesnastymi urodzinami. Czy było to wołanie o pomoc? Jak sama później wskazała, brała pod uwagę jedynie trzy ścieżki życia: zemstę, udanie się w miejsce odosobnienia (klasztor, odludzie) lub samobójstwo.

Kiedy Olga Hepnarova została pełnoletnia...

30 czerwca 1969 Olga Hepnarova skończyła 18 lat i jednocześnie ukończyła praktykę zawodową w Tomosie.

"W domu nie było z tej okazji żadnej wielkiej uroczystości, zresztą nawet mi na niej nie zależało, byłaby tylko powodem do kolejnych wykładów o tym, jakie wszyscy mają ze mną problemy."

Wtedy też marzyła, by ostatecznie wyprowadzić się z domu swoich rodziców i zacząć pracować jako kierowca. Dwa lata później otrzymała od matki prezent - własne auto marki Wartburg 900. Kupiła sobie także składaną chatkę na działce w gminie Olesko.

Stało się to, o czym zawsze marzyła. Przeprowadziła się z dobrze wyposażonego mieszkania w centrum Pragi do letniskowego domku o wymiarach 3m². Ojciec patrzył na ten pomysł obojętnie. Jej siostra Eva studiowała i planowała ślub. W związku z tym nie interesowała się życiem Olgi. Jedynie matka ciągle była gotowa pomagać córce.

Szalona sąsiadka

Na miejscu żył Frantiśek O. 65-letni pan, który poznał Olgę osobiście. Mówiono o niej, że nienawidzi starszych ludzie, jednak z tym miała pewien kontakt. Za prośbą jej matki, pomagał jej w rozbudowie domku letniskowego i pomagał w przynoszeniu paliwa do piecyka. Podczas składania zeznań twierdził, że dziewczyna bardzo często bywała posępna, a jej zachowanie można było uznać za objaw szaleństwa. Jego zdaniem, sąsiadka była szczególnie agresywna gdy odwiedzała ją matka. Słyszał nawet groźby dziewczyny, że ją zabije.

"To nie moja sprawa, nie znam też przyczyn takiego zachowania Olgi, ale osobiście uważam, że jej matka, przynajmniej z początku, próbowała pomóc, kupiła jej wyposażenie, meble, wspierała ją, ale Olga nie okazywała ani krzty wdzięczności. Później pani doktór przestała przyjeżdżać do Oleska, wcale się zresztą nie dziwię."

Pan Frantiśek wspomina także dziwaczne zachowania Olgi. Podobno ta przyjeżdżała do sklepu na rowerze, a wracała do mieszkania pieszo, obładowana ciężkimi zakupami. Później wracała i szukała swojego pojazdu, który ktoś wcześniej ukradł. W taki sam sposób straciła motocykl. Z dalszych dziwactw należy przytoczyć także takie zdarzenia jak rozwieszanie prania przed ulewą, kradzież farb z drogerii ponieważ nie chciała stać w kolejce by zapłacić lub też jeżdżenie autobusem "na gapę" i udawanie snu podczas kontroli.

Kobiecy trójkąt

Inna mieszkanka Oleska, Alżbeta Ś. twierdziła że Olga Hepnarova była w niej zakochana. Było to w okresie, kiedy dziewczyna pracowała jako kierowca w Transporcie Poczty i Telekomunikacji. W swoich zeznaniach podkreśliła, że były to jedynie przeczucia, jednakże uzasadnione zachowaniem dziewczyny. Kilkukrotnie przychodziła Alżbiety w odwiedziny z winem, a w jej oczach widać było pożądanie.

"Na nic więcej - z wyjątkiem tego jednego, jedynego razu, o którym nigdy jeszcze nikomu nie powiedziałam - Olga się nie zdobyła."

Alżbieta wspomina, że nie potrzebowała relacji z Olgą. Miała wówczas piękną dziewczynę. Podkreśla jednak, że bardzo ją lubiła. Przeszkadzały jej jednak te wszystkie dziwactwa, które robiła. Taki stan zawieszenia trwał ponad dwa lata. Wszystko zmieniło się po pewnym miłym spotkaniu w altance Olgi. Do niczego "poważniejszego" nie doszło, jednakże samotna dziewczyna poczuła tak mocne ukłucie porzucenia, że jeszcze tej samej nocy zakradła się z nożem do mieszkania Alżbiety.

"Jakoś nad ranem przebudziłam się gwałtownie i zobaczyłam nóż. Nóż, który Olga Hepnarova trzymała w ręku. Okropnie się przestraszyłam. Olga mówiła coś, raczej mamrotała, że nie chce mi zrobić krzywdy. Mówiła chyba, że sama chce się zabić"

Alżbieta odepchnęła ją, chwyciła torebkę i wybiegła na zewnątrz. Uciekła w stronę szosy. Zauważyła przystanek i przejeżdzający obok autobus. Zatrzymała go i ruszyła przed siebie. Po kilku "rundach" postanowiła wrócić do swojego mieszkania. Kobiety spotkały się jeszcze jeden raz. Rozstały się pokojowo i już więcej się nie odsiedziały.

Olga Hepnarova

Po Oldze pozostała jedynie czarno-biała fotografia.

Zemsta na niewinnych ludziach

To był ogromny cios dla Olgi. W jednym z ostatnich listów napisała, że jest kaleką seksualną i nie potrafi stworzyć prawdziwego związku. Jej zdaniem winni tego stanu są inni ludzie. Podkreśliła, że ma jedynie dwa wyjścia - zabić siebie albo kogoś innego. Postanowiła "odpłacić swoicm wrogom" w domyśle - ludziom.

Nie minęło wiele czasu, a Olga Hepnarova dała o sobie znać w bardzo brutalny i zaskakujący sposób. Dnia 10 lipca 1973 r. zabiła - przy użyciu ciężarówki - osiem osób, wjeżdżając w tłum składający się z dwudziestu pięciu osób, które czekały na tramwaj w Pradze, na dzisiejszej ulicy Milady Horáková. Trzy osoby poniosły śmierć na miejscu, kolejne trzy zmarły później, tego samego dnia, zaś dwie ostatnie, w ciągu kilku następnych dni. Wszystkie ofiary były w wieku od 60 do 79 lat. Sześć osób odniosło ciężkie obrażenia, zaś kolejne sześć otrzymało lekkie rany.

List morderczyni

Szanowni Państwo,

Potraktujcie, proszę, ten list jako dowód. Został napisany jako obrona przed ewentualnym znieważeniem czy ośmieszeniem mojego czynu; a także jako dowód, że jestem osobą dotąd poruszającą się w granicach norm psychicznych (gdybym - oczywiście w wyniku niedopatrzenia - została umieszczona w miejscu, gdzie władze pozbywają się więźniów politycznych).

Nazywam się Olga Hepnarova. Urodziłam się 30.06.1951 w Pradze. Pochodzę z rodziny inteligencji pracującej, ojciec jest urzędnikiem w banku, a matka stomatologiem. Mam siostrę Evę, urodzoną w 1949 w Pradze. Ukończyłam dziewięć klas szkoły podstawowej, następnie skończyłam introligatorską szkołę zawodową. Od roku 1970 pracuję w zawodzie kierowcy. Mam kwalifikacje kierowcy trzeciej klasy, dwa i pół roku doświadczenia w zawodzie, w tym 10 miesięcy na SC [prawdopodobnie chodzi o samochody ciężarowe - przyp. aut.]. Jestem zatrudniona w zakładzie

Komunikacje Praskie, Praga 7, Bubenska 8, zakład 02. Odkąd tam pracuję, nie miałam żadnych wypadków drogowych. Dodatkowo podaję swój adres: Praga 10, Plańanska 524, hotel pracowniczy, pokój numer 502/II. Po przedstawieniu faktów o sobie przechodzę do rzeczy.
Dziś, dnia 8.07., ukradnę autobus i z pełną prędkością wjadę w tłum ludzi. Wydarzy się to prawdopodobnie w Pradze 7 przy Parku Kultury i Wypoczynku im. Juliusa Fucika.

"Będę winna śmierci x osób. Zostanę osądzona i ukarana"

A oto moja spowiedź (nie wierzę już w księży ani lekarzy, wciąż jednak wierzę, że znajdzie się choć jeden uczciwy dziennikarz).

Przez 13 lat dorastam w szponach tak zwanej dobrej rodziny. Jestem bita i dręczona - ofiara dorosłych i zabawka w rękach dzieci (na zawsze już outsider wśród rówieśników). Mam przezwiska: BABOCHŁOP, MUMIA, TARZAN, UPADŁY ANIOŁ, KAMIENNY KWIATEK, ŚPIĄCA LALECZKA i tym podobne.

Moi prześladowcy są bezlitośni. Jestem pokracznym członkiem stada i czarną owcą w rodzinie. Odkąd sięgam pamięcią, jestem samotna. Nie mam przyjaciół i nigdy mieć nie będę. Popadam w rozpacz, wynikiem są ucieczki. Ucieczki ze szkoły, z domu, z życia. Potem znów (w wieku 13 lat) zostaję wciśnięta w nieznośne życie pełne poniżeń, drwin i krzywd. W Szpitalu Psychiatrycznym dla Dzieci w Oparanach uświadamiam sobie ignorancję i zbędność (dla mnie) psychiatrii. Kończę szkołę podstawową. W zawodówce jest trochę mniej rasizmu, ale potem, w zawodzie kierowcy, znów jestem zmuszona walczyć (uprzedzenia i tym podobne). Jesienią 1971 wprowadzam się do domku letniskowego, który kupuję za własne pieniądze. To symbol mojego osamotnienia. Półtora roku później, u kresu sił, przeprowadzam się do zakładowego hotelu pracowniczego, pensjonatu, który okazuje się potwornym Babilonem, gdzie można przetrwać tylko dzięki silnej woli.
To przypadkowe zapiski z różnych lat.

Jestem nędzna jak ostatni narkoman. Tak. Tylko gdzie moje prochy? Gdzie? Gdzie jest to, co trzyma mnie przy życiu (dzisiejszy czyn)?
Wszystkie uczucia na skraju wyczerpania, nadziei tyle, co na lekarstwo. Ale upadły anioł jeszcze nie upadł do końca. Dlaczego to robię? Żeby zrozumieli, że istnieje kres bezsilności jednostki. Jestem w gorszej sytuacji niż Murzyn w Ameryce. Dlaczego? Dlatego, że jestem sama.

"Tysiące razy byłam linczowana"

W dalszej części listu Olga podkreśliła, że w swoim życiu zadano jej bardzo wiele cierpienia. Wymienia chociażby bicie przez ojca, Antonina Hepnara, jak również kilka innych przykładów takich jak:

  • zaciągnięcie pod prysznic i pobicie do krwi (Szpital Psychiatryczny - 1965 r.),
  • obrażanie przez znajomych i nieznajomych chłopców, kopnięcie w krocze na terenie kamienicy, w której mieszkała z rodzicami,
  • pobicie na ulicy przez obcą dziewczynę na Placu Betlemskim,
  • napadnięcie przez kierownika introligatorni (Cheb -1969 r.),
  • x razy za pomocą niewybrednych słów dawano jej odczuć, "że jestem śmieciem, który nie ma czego szukać w towarzystwie porządnych ludzi"
  • x razy przechodnie, mijając ją na ulicy, spluwali czasem na ziemię, czasem na nią,
  • we wszystkich zakładach pracy oczerniano ją, obmawiano, wyśmiewano, poniżano, za wyjątkiem Komunikacji Praskich, gdzie - jej zdaniem - była traktowana godziwie.

A oto mój wyrok:

Ja, Olga HEPNAROVA, ofiara waszego bestialstwa, skazuję was na śmierć przez przejechanie i oświadczam, że tych x ofiar to i tak za mało za moje życie.

Acta non verba.

Na koniec mam jedno żałosne życzenie. Szanowni dziennikarze, podajcie, proszę, treść tego listu dc wiadomości publicznej lub przekażcie ją przynajmniej pisarzowi Branaldowi, kiedy będzie pracował nad kolejną książką o współczesnych zbrodniarzach.

Dziękuję,

Praga, (...) lipca 1973 r.

Fragment listu Olgi Hepnarovej

Powyższy list znaleziono w hotelu pracowniczym na Maleśicach, a dokładniej - w pokoju nr 502. W miejscu, gdzie powinien być wpisany dzień pozostała luka. Najwyraźniej Olga nie była zdecydowana, kiedy zrealizuje swój plan. We wtorek 10 lipca 1973 r., zapewne myślała że wszystko uzupełniła i nie spoglądając na kartkę wrzuciła ją do skrzynki pocztowej.

Przyznanie się do winy

Po aresztowaniu, podczas przesłuchania Olga Hepnarova przyznała się do winy. Co warte uwagi, podkreśliła że nie chciała przejechać pojedynczego pieszego, a wręcz nie chciała nikogo zabić, jednakże liczyła się z tym, że jej działanie do śmierci doprowadzi. Kapitan Vaclav F., który prowadził sprawę wspominał, że było to dla niego ciężkie przeżycie, ponieważ pracując w Wydziale Dochodzeniowo-Śledczym przy ulicy Konviktskiej, zza biurka w swoim gabinecie widział okna rodziny Hepnerów.

Gdy ją przyprowadzili, określił dziewczynę jako dość ładną z wyglądu, podobną do piosenkarki Jany Robbovej. Później zauważył także, że porusza się jakoś dziwnie, "jak kukła". Jeden z funkcjonariuszy nazwał ją wtedy "Sfinksem".

"Kiedy tylko zaczynałem czuć coś w rodzaju żalu, od razu przypominali mi się ci starsi ludzie na chodniku. Nie byłem jednak w stanie poczuć do Hepnarovej nienawiści. Ona po prostu zamknęła się w swoich emocjach, krzywdach, nie potrafiła się od nich uwolnić, a doprowadziło ją to aż tam, gdzie teraz się znajduje. Jako laik nie zamierzam klasyfikować jej stanu, to sprawa dla psychologów, psychiatrów."

Wypadek sfotografowany z lotu ptaka

Vaclav podkreślił, że dziewczyna była bardzo inteligentna i potrafiła pięknie się wysławiać. Rozumiała każde jego pytanie i imponowała mu swoją wiedzą. Jego zdaniem, co od razu rzucało się w oczy - oczytana była jedynie z lektur, które odpowiadały jej filozofii życia.

Funkcjonariusz zauważył również, że geneza tego problemu musiała rozwijać się i rzutować na całą rodzinę. Ojciec całkowicie odciął się od sprawy, zaś matka w trakcie składania zeznań, mimo iż wiedziała że jej córka prawdopodobnie skończy na szubienicy, była całkowicie obojętna.

"Co pani czuła przejeżdżając tych ludzi?"

Zdziwienie i strach. Te uczucia okazały jej ofiary przed zderzeniem. Olga ani na chwilę nie zamknęła oczu, bała się że uderzy w budynek. Oprócz tych uczuć czuła coś więcej, czuła jak uderza w ludzi. Chciała jechać dalej, jednakże zapomniała zredukować biegu i samochód zgasł. Jak sama wspomina, nie było to miłe uczucie, jednakże nie robiła tego dla przyjemności a jedynie po to, by zapewnić sobie osobistą sprawiedliwość.

Test na inteligencję

W skali Wechslera-Bellevue określono inteligencję Olgi jako umożliwiającą ukończenie liceum. Wykryto u niej rozbieżność poszczególnych funkcji intelektualnych. Jedne były znacząco zawyżone, inne proporcjonalnie zaniżone. Wiedza kształtowała się na wysokim poziomie, jednakże zdolność zrozumienia sytuacji społecznych i ogólna orientacja w społeczeństwie była bardzo niska. Całość jej osobowości może wskazywać na coś pokroju schizofrenicznego.

Osobowość Olgi Hepnarovej

Po badaniu przy pomocy Testu Rorschacha wykryto u niej wyraźnie oznaki agresji. Dziewczyna posiadała także bardzo wyraźne skłonności do opozycji. Jako dziecko charakteryzowała się osobowością introwertyczna, jednakże w chwili morderstwa, jak również po nim wystąpiły u niej zaburzenia schizoidalne, które z biegiem czasu mogą doprowadzić do psychozy.

"Odchylenie w zakresie seksualności jest widoczne w tematycznym teście apercepcyjnym, gdzie w trzech wypadkach błędnie rozpoznaje płeć przedstawionych osób. Jedna z ich interpretacji (pochyła ściana) świadczy o obniżonej zdolności kontaktu emocjonalnego. Z innych interpretacji można rozpoznać identyfikację z osobą młodszą (odważniejszą), zainteresowanie tematem samobójstwa i oczekiwanie agresji wobec swojej osoby. W teście projekcyjnym uzupełniania zdań przejawia się silna potrzeba wykazywania słuszności swoich racji, wysoka samoocena, w pełni identyfikuje się z osobą odważną czy dzielną. Wyraźnie podwyższona pewność siebie, niektóre wypowiedzi idą wręcz w stronę megalomanii, nie zawierają jednak nic odrealnionego."

Żaden z lekarzy psychiatrów nie zdecydował się jednak określić, że u oskarżonej w momencie popełnienia czynu doszło do utraty lub obniżenia świadomości.

Czy Olga Hepnarova działała świadomie?

Sąd otrzymał więc od psychiatrów jednoznaczną informację, że Olga Hepnarova nie cierpi na żadną chorobę psychiczną, która zaburzałaby świadomość. Jej zbrodnia była całkowicie umyślna, o czym świadczą długie i staranne przygotowanie, jak również świadomość konsekwencji. Zgodnie z tym, nie należy podejmować decyzji o dalszym leczeniu oskarżonej, szczególnie że ta w pełni rozumie wagę swoich czynów i jest świadoma ich konsekwencji. Przeciwko niej występuje także jej iloraz inteligencji, który plasuje się na 119 punktach, zaś przeciętnym wynikiem jest liczba 100.

Pobudki oskarżonej zasługują na szczególne potępienie, ponieważ dążyła ona do zemsty na społeczeństwie, wynikającej z przewlekłej i narastającej nienawiści do ludzi.

Olga Hepnarova i niehumanitarne powieszenie

Według oskarżenia Olga Hepnarova dopuściła się popełnienia przestępstwa zabójstwa, jak również usiłowania popełnienia zabójstwa. Została skazana na karę śmierci za pomocą wieszania na krótki sznurze. Była ostatnią kobietą w Czechosłowacji, którą to spotkało. Pozbawienie życia w taki sposób było bardzo kontrowersyjne, przez wzgląd na to iż z powodu długości sznura skazaniec opada nisko lub zawisa od razu. Rdzeń kręgowy nie zostaje więc przerwany, albo zostaje przerwany dużo później, zaś sam skazaniec umiera bardzo powoli.

Olga Hepnarova - zdjęcie policyjne

Sama zainteresowana przyjęła wyrok śmierci bez cienia żalu i skruchy, oświadczając, że nie odwołuje się od niego i odwoływać nie będzie.

Kat zapisał w terminarzu datę: 12 marca 1975.

 

Poprzedni artykuł z tej serii - Historia Bonnie i Clyde'a

 

Źródła:

Zdjęcia:

  • Archiv bezpečnostních složek
chevron-down
Copy link