Polscy seryjni mordercy - Bogdan Arnold

15 kwietnia 2019
/

Wezwany na miejsce zdarzenia patrol policyjny nie mógł dostać się do mieszkania. Funkcjonariusze, nie mogąc sobie poradzić z zaistniałą sytuacją, poprosili o pomoc miejscową straż pożarną. Wejście do lokum okazało się możliwe po wybiciu okna. Gdy na ziemię opadły ostatnie kawałki pękającego szkła, na zewnątrz wydobył się niemożliwy do zniesienia fetor. Jak się okazało później, był to zapach rozkładających się zwłok...


Wyzywał mnie od najgorszych. Wiązał ręce i nogi drutem, a do pochwy wkładał butelki po wódce. Dopiero kiedy mnie upokorzył, osiągał satysfakcję seksualną. Bił mnie, katował, a później przytulał i przepraszał. Wtedy osiągał orgazm.

Wypowiedź jednej z byłych żon Bogdana Arnolda


Jakiś czas wcześniej...

8 czerwca 1967 roku jeden z mieszkańców katowickiej kamienicy poskarżył się na Komendzie Milicji Obywatelskiej na trudny do wytrzymania zapach. Opowiedział funkcjonariuszom, że prócz tego zauważył ogromną ilość much i innego robactwa gnieżdżącego się na oknie mieszkania znajdującego się na poddaszu. Padło podejrzenie, że właściciel mógł umrzeć, a jego ciało znajduje się w stanie rozkładu. W tamtym momencie żaden z zainteresowanych rozmówców nie spodziewał się, co czeka ich na miejscu zdarzenia.

Mieszkanie Bogdana Arnolda w Katowicach (Screenshot - Discovery/YouTube)

Mieszkanie Bogdana Arnolda w Katowicach (Screenshot - Discovery/YouTube)


Pod parapetem leżały ludzkie zwłoki w stanie daleko posuniętego rozkładu. W łazience stała duża drewniana skrzynia murarska, obita cynkową blachą (służąca jako wanna - red.). W jej wnętrzu ujawniono kilka ciał. Nie mogliśmy określić płci, ani nawet liczby zwłok. W cuchnącej, rozkładającej się ludzkiej tkance ruszały się tysiące larw, poczwarek, owadów. Spod wanny wystawało owinięte w gazetę podudzie. Weszliśmy do kuchni. Na piecu stał garnek. (...) a na jego powierzchni pływała rozgotowana ludzka głowa. Na stole tykał budzik. Obok niego leżał mokry pędzel do golenia. Nie mieliśmy wątpliwości, że tutaj cały czas ktoś mieszkał.

Sprawozdanie z oględzin miejsca zbrodni


Alkoholik i brutal

Bogdan Arnold urodził się w 1933 roku, w Kaliszu. Pochodził z zamożnej rodziny inteligenckiej. Był najstarszym z trójki rodzeństwa. Jego ojciec, Eugeniusz Arnold, zajmował się lutnictwem, zaś matka opiekowała się domem.

Bogdan Arnold

Bogdan Arnold

W wieku 18 lat Bogdan Arnold ożenił się po raz pierwszy. Niedługo później (może jednak nie tak niedługo, bo po 7 latach) związek skończył się rozwodem, Mężczyzna okazał się brutalem z ewidentnym problemem niewylewania za kołnierz. W dalszych latach życia Bogdan Arnold przeprowadził się z Brzegu nad Odrą do Katowic i zdobył jeszcze dwa serca, lecz i w tych przypadkach długo się nimi nie nacieszył. Każda ślubująca mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską decydowała się uciekać jak najdalej zaledwie po kilku miesiącach znajomości.


Uprawiał ze mną od 2 do 5 stosunków seksualnych dziennie. Pewnego razu, gdy przyszedł do domu pijany, w ciągu nocy zgwałcił mnie osiem razy. Kazał się gryźć po plecach i piersiach.

Wypowiedź jednej z byłych żon Bogdana Arnolda


Zobacz również:

Zgwałcenie w małżeństwie - czy jest możliwe?

Mimo jego wcześniejszych przygód, w nowym miejscu zamieszkania uchodził za spokojnego i dobrego człowieka. Z zawodu był elektrykiem, jednak przez swoje problemy alkoholowe zaniedbywał obowiązki i często zmieniał miejsce pracy.

ul. Dąbrowskiego 14, Katowice - W 1967 r. miejsce zbrodni dokonanej przez Bogdana Arnolda

Przeciętny człowiek, nieprzeciętny morderca

12 października 1966 roku Arnold postanowił udać się do baru. W pewnym momencie przysiadła się do niego kobieta. Przedstawiła się jako Maria i zapytała, czy postawi jej drinka. Podpity mężczyzna zgodził się i jednocześnie zamówił kilka setek, które również razem wypili. Będąca pod wpływem alkoholu 30-latka zaproponowała Bogdanowi, żeby razem udali się do jego mieszkania. Mężczyzny nie trzeba było długo namawiać.

Wejście do mieszkania Bogdana Arnolda - 1967 r.

Wejście do mieszkania Bogdana Arnolda - 1967 r.

Na miejscu, gdy miało dojść do zbliżenia, kobieta zażądała od Arnolda 500 zł. Mężczyzna wyraził swoje oburzenie, ponieważ odkrył, że ma do czynienia z prostytutką. Nie tak wyobrażał sobie zakończenie tego dnia. W zeznaniach tłumaczył się, że kazał kobiecie opuścić mieszkanie. Kobieta, w akcie desperacji i ewidentnej potrzeby pieniądza, rozdarła na sobie ubranie i zagroziła, że albo nastąpi przepływ gotówki w formie 5 banknotów stuzłotowych, albo Bogdan będzie miał sprawę o gwałt.


Nie chcąc dopuścić do skandalu podszedłem do niej i kopnąłem w okolicę zginania kolan, wskutek czego B. zachwiała się. Ja chwyciłem ją przedramieniem od tyłu za szyję i rękę tę zacząłem zaciskać. Ponieważ B. broniąc się zadrapała mnie w okolicę nadgarstka, pod wpływem bólu chwyciłem leżący na kuchence młotek murarski, którym uderzyłem ją dwa lub trzy razy w głowę i poczułem, że jej ciało wiotczeje. (...) Obawiając się, że ktoś odkryje zwłoki, schowałem je do tapczanu.

Zeznanie Bogdana Arnolda


Alkoholowa libacja i głowa w garnku

Od tego czasu przez 3 dni Arnold był w cugu alkoholowym, a ciało ex-prostytutki gniło w jego tapczanie. Gdy zrozumiał, że musi zatrzeć ślady swojego czynu, postanowił pozbyć się problemu. Po próbach palenia części ciała postanowił otworzyć jamę brzuszną denatki przy pomocy noża kuchennego. Wyjął jej wszystkie wnętrzności i krojąc pozbywał się ich poprzez otwór kanalizacyjny. To, co zostało, schował do skrzyni zrobionej z drewna (wnętrze było obite blachą) i zalał je wodą z chlorem. Głowa kobiety została ugotowana w garnku.

Czaszka ofiary Bogdana Arnolda

Czaszka ofiary Bogdana Arnolda


Obciętą głowę włożyłem do garnka z ciepłą wodą. Nie mogłem znieść tego widoku, dlatego poszedłem się napić do baru. Kiedy wróciłem, postawiłem kociołek na elektryczny grzejnik. Zasnąłem. Po obudzeniu stwierdziłem, że zawartość kociołka zagotowała się.

Zeznanie Bogdana Arnolda


Gwałciciel – sadysta

10 dni po pierwszym morderstwie "spokojny, cichy elektryk" poznał kolejną prostytutkę. Po zaproszeniu jej do mieszkania, przy użyciu ręcznika, poddusił, związał i zaczął gwałcić. Ludmiła G. miała ogromne szczęście (jeżeli można tak to nazwać), ponieważ udało jej się uciec, gdy Arnold zapadł w sen po spożyciu ogromnej ilości alkoholu. Wyswobodziła się z więzów i naga wybiegła z jego mieszkania.

Nad ranem wychodzący do pracy ludzie spostrzegli na klatce schodowej półnagą kobietę, która chciała opuścić obszar kamienicy. Nie mogła otworzyć zamkniętych drzwi i z tego powodu prawie całą noc przesiedziała na zewnątrz.

Bogdan Arnold rekonstruuje próbę zabójstwa przed funkcjonariuszami

Bogdan Arnold rekonstruuje morderstwo

Mimo zeznań świadków, jak i samej pokrzywdzonej, milicja nie uwierzyła, że mogło dojść do próby zabójstwa. Funkcjonariusze byli zdania, że prostytutkom nie można wierzyć. Ich opinię utwierdził fakt, że sama zainteresowana nie potrafiła nawet podać danych personalnych sprawcy, z którym przecież dobrowolnie wyszła z baru.

"Policji nie udało się zidentyfikować kobiety"

12 marca 1967 roku Bogdan Arnold, przebywając w barze "Mazur", poznał pewną 40-latkę. Tak jak w poprzednich sytuacjach najpierw był alkohol, a później propozycja pójścia do łóżka, co dla samej zainteresowanej skończyło się tragicznie. Po przybyciu na miejsce przyszła ofiara szybko zasnęła. Nie dlatego, że była zmęczona, tylko dlatego, że Arnold okazał się na tyle pijany, iż nie mógł już stanąć na wysokości zadania.


Aby po przebudzeniu się tej kobiety nie było jakichś komplikacji, postanowiłem ją związać i sam zasnąłem obok niej. Na drugi dzień rano, w trakcie odbywania stosunku, kobieta będąc ciągle związana, usłyszawszy, że ktoś idzie po strychu, chciała krzyknąć, ale ja nacisnąłem ręką na jej krtań i to spowodowało śmierć.

Zeznanie Bogdana Arnolda


Przed śmiercią kobieta była bita batem i pięściami. Wielokrotnie gwałcona i zmuszana do zachowań, które podobały się Arnoldowi. Gdy ją zabił, poćwiartował jej ciało, wyjął wnętrzności i potraktował je tak samo jak te należące do pierwszej ofiary. To co mógł zmielił w maszynce do mięsa, korpus trafił do wanny, a głowa została zanurzona w naczyniu z gorącą wodą.

Screenshot - Discovery/YouTube

Fragmenty odnalezionego ciała jednej z ofiar (Screenshot - Discovery/YouTube)

"Prąd wyzwala większą ochotę seksualną"

Kolejna ofiara i klasyczny już początek: bar, alkohol i propozycja seksu...


Spałem w nocy czujnie, by ona przypadkiem nie natknęła się na zwłoki tamtych dwóch ofiar. Rano postanowiłem tę kobietę obezwładnić i w tym celu posunąłem się do fortelu twierdząc, że muszę iść do pracy, wobec czego i ona musi wstać. Oświadczyła, że jest śpiąca i prosiła, aby jej nie wyrzucać, abym ja zamknął, a gdy wrócę, to ją wypuszczę. Powiedziałem na to, że mam obawy, bo już raz zostałem w ten sposób okradziony, owszem, mogę ją zostawić, ale żeby się zabezpieczyć przed jakąś niespodzianką z jej strony, zwiążę jej ręce. Wyraziła na to zgodę.

Musiała tańczyć nago i prosić o odbycie stosunku seksualnego; płacz był karany uderzeniami grubego pręta. Około czternastej doszedłem do wniosku, że trzeba zawiadomić zakład, dlaczego nie przychodzę do pracy, a ponieważ trudno mi było zostawić tę kobietę w mieszkaniu, spowodowałem jej śmierć przez zaciśnięcie przewodu igielitowego na szyi”.

Zeznanie Bogdana Arnolda


W zeznaniach sadysta podkreślił, że raził prądem swoją ofiarę i argumentował to zwiększeniem jej popędu seksualnego. Według niego spora ilość "prądu dobrej jakości" była znakomitym afrodyzjakiem. Zakończenie również było klasyczne: pozbycie się zwłok w sposób nieodbiegający wyrafinowaniem od poprzednich. Na ten moment mamy przed oczami wizję elektryka-mordercy, który przebywa w mieszkaniu z rozkładającymi się zwłokami trzech kobiet.

Bogdan Arnold - rekonstrukcja wydarzeń przed funkcjonariuszami

Bogdan Arnold rekonstruuje morderstwo (Screenshot - Discovery/YouTube)

Ostatnia ofiara

22 maja 1967 roku życie straciła Helga Erika S., 30-letnia prostytutka, która również była upośledzona umysłowo. Tym razem Arnold wykorzystał fakt, że kobieta stoi obok dworca PKP i z jej zachowania wywnioskował, że marznie. Zaprosił ją do domu w celu ogrzania...


W mieszkaniu dałem jej coś przegryźć, postawiłem ćwiartkę i położyliśmy się spać. Pomyślałem sobie wówczas, że już za dużo tego wszystkiego i powiedziałem jej, że muszę się udać do kolegi w celu załatwienia delegacji. Odpowiedziała, że można to przecież zrobić i rano. Upierałem się jednak przy swoim, a chodziło mi głównie o to, by doprowadzić do związania jej rąk. W rezultacie pozwoliła na to i oczywiście już nigdzie wtedy nie poszedłem.

Zeznanie Bogdana Arnolda


W dalszej części swojej wypowiedzi skierowanej do funkcjonariuszy oznajmił, że odbywał z ofiarą orgie od niedzieli do poniedziałku. Kiedy ofiara opadała z sił, używał transformatora elektrycznego w celu jej "rozbudzenia". W dniu, kiedy musiał wyjść do pracy postanowił ją uśmiercić. Zabójstwa dokonał pończochą, którą zacisnął na gardle kobiety. Zwłoki nie zmieściły się już do wanny, dlatego Arnold ułożył je koło okna swojego mieszkania.

Władca Much

Po czwartym zabójstwie Bogdan Arnold wiedział, że nie zdoła ukryć swojej zbrodni. Wielu z jego sąsiadów od jakiegoś czasu skarżyło się na dziwny smród wydobywający się z jego mieszkania. Zauważono także zwiększenie się ilości robactwa, które drogą kanalizacyjną przemieszczało się po całej kamienicy.

Janina Franek, sąsiadka mordercy, w pewnym momencie zrozumiała, że odór, który coraz częściej jej towarzyszy to nic innego jak zapach rozkładających się zwłok. W momencie, gdy powiedziała Arnoldowi o swoim spostrzeżeniu, ten zapierał się, że to wina braku toalety. Wszelkie oskarżenia rozmyły się tak szybko, jak się pojawiły.

Józef Rybosz był mniej cierpliwy od swojej sąsiadki i 8 czerwca 1967 roku postanowił udać się na posterunek milicji. Mężczyzna powiadomił funkcjonariuszy, że od dłuższego czasu obserwuje okno mieszkania na poddaszu i stwierdza, że pojawia się na nim coraz więcej much.

Oględziny miejsca zbrodni

Funkcjonariusze mieli za zadanie zabezpieczyć ślady w dwóch pomieszczeniach, z których składało się lokum śmierci. Jedno zajmowało 14 m², drugie zaś 12 m². Pierwszym śladem odkrytym na miejscu zdarzenia był zegar z nastawionym budzikiem, który zatrzymał się o godz. 4.45. Sugerowałoby to, że ktoś jednak tu mieszka ponieważ ówczesne czasomierze mogły być nakręcane maksymalnie na 24 godziny w przód. Drugim śladem był mokry pędzel do golenia.

Oględziny mieszkania trwały aż 5 dni, od 9 czerwca 1967 roku do 14 czerwca 1967 roku. Milicjanci znaleźli i zabezpieczyli ok 300 przedmiotów i śladów zbrodni, w tym elementy damskiej garderoby takie jak: pończochy, bluzki, sukienki, biustonosze, halki.

Bielizna ofiar Bogdana Arnolda

Bielizna ofiar Bogdana Arnolda (Screenshot Discovery/YouTube)

Gdy milicjanci znaleźli pierwsze zwłoki, rozpoczęli szczegółowe przeszukanie mieszkania. W drugim pomieszczeniu znaleźli drewnianą skrzynię, w której pływała... szarobrunatna masa, a w niej części ludzkich szkieletów, takie jak: klatka piersiowa, kości biodrowe i dwie czaszki.

Przekrój mieszkania Bogdana Arnolda

Przekrój mieszkania Bogdana Arnolda

1 - drzwi wejściowe, 2 – szafka nocna, 3 – radio, 4 – budzik, 5 – damska halka, 6 – tapczan, 7 – plama na tapczanie, 8 – płaszcz pod tapczanem, 9 – zwłoki, 10 – okno, 11 – stół, 12 – pędzel do golenia,  13 – zlew, 14 – młotek, 15 – kuchnia, 16 – szafka, 17 – halka i pończocha damska, 18 – świetlik, 19 – drewniana skrzynia, 20 – okno-świetlik, 21 – skrzynia od tapczanu, 22 – drewniana skrzynia ze zwłokami, 23 – kości ludzkie owinięte w gazetę, 24 – szafa,  25 – torba i sweter damski, 26 – szafka, 27 – stół, 28 – deska ze śladami tkanki tłuszczowej, 29 – kocioł z ludzką czaszką.

Protokół z miejsca zdarzenia zajął 54 strony maszynopisu. Ostatecznie ustalono, że w zabezpieczonym lokalu znajduje się kilka ciał w różnym stanie rozkładu. Przez wzgląd na okoliczności funkcjonariusze byli zdecydowani postawić tezę, że znalezione ofiary zginęły w działaniu przestępczym. Taki obraz dopełniał zwłok mężczyzny – właściciela. Cele były dwa – ustalić tożsamość ofiar i znaleźć zabójcę.

Identyfikacja ofiar Bogdana Arnolda

Ciała przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Zabrzu. Na miejscu specjaliści podjęli się próby skompletowania zwłok i odtworzenia ich wyglądu za życia. Na samym początku udało się ustalić, że ofiarami były 4 kobiety, a ich ciała (właściwie stan rozkładu) wskazywały, że nie zginęły tego samego dnia.

Ciało kobiety znalezione pod oknem oznaczono nr 1. W toku badań ustalono:

  • wiek w chwili śmierci: ok. 30 lat;
  • wzrost: 166 cm.

Samo ciało zaczęło podlegać procesowi mumifikacji, nie stwierdzono w nim ubytków układu kostnego, jak również nie znaleziono żadnych urazów mechanicznych. Śmierć spowodowała zadzierzgnięta na szyi pętla zrobiona z... pończochy. Medycy sądowi stwierdzili, że przypuszczalny czas zgonu nastąpił 2 tygodnie przed odkryciem zbrodni.

Druga ofiara, a dokładniej ta znaleziona na wierzchu skrzyni, miała:

  • ok 40 lat;
  • 163 cm wzrostu.

Całe jej nagie ciało było już w stanie gnicia. W tym przypadku również układ kostny był kompletny i nie stwierdzono żadnych urazów mechanicznych. W stosunku do kobiety z nr 1 ta nie różniła się niczym innym jak tylko rodzajem pętli na szyi. Tutaj Bogdan Arnold posłużył się kablem elektrycznym. Przypuszczalny czas zgonu datowano na 4 miesiące wcześniej.

Bogdan Arnold rekonstruuje morderstwo

Bogdan Arnold rekonstruuje morderstwo

Trzecie zwłoki również wyciągnięto ze wspomnianej skrzyni.

  • wiek w chwili śmierci określany był na 35-40 lat;
  • wzrost: 159 cm.

Te znajdowały się już w zaawansowanym stanie rozkładu. Układ kostny był naruszony – brakowało głowy, części nóg do wysokości kolan i obu przedramion. Resztę szczątków, możliwych do odzyskania, znaleziono w garnku (głowa), na dnie skrzyni (prawe podudzie) i na ziemi, gdzie były owinięte gazetą (lewe podudzie). Czas zgonu szacowany na ok. 4 miesiące przed odkryciem ciała.

6 miesięcy w skrzyni

Na samym dnie skrzyni spoczywała pierwsza ofiara Bogdana Arnolda.

  • wiek w chwili śmierci: ok 30 lat;
  • wzrost: 170 cm.

Całe zwłoki powoli zaczęły zamieniać się w rozmiękłą masę. Przy ciele stwierdzono brak głowy i lewej dłoni. Pierwszy fragment odnaleziono w głębi skrzyni. Na nim też znajdowała się odpowiedź na przyczynę zgonu - kilka pęknięć w okolicach skroni z lewej i z prawej strony. Kobieta zginęła pół roku przed odkryciem zbrodni.

Bogdan Arnold rekonstruuje morderstwo

Bogdan Arnold rekonstruuje morderstwo

Przy żadnej z ofiar nie udało się odnaleźć dokumentów, które pomogłyby w identyfikacji. Stan rozkładu zwłok był w tak zaawansowanym stanie, że niemożliwe okazało się również wykonanie daktyloskopii, jak również gipsowych odlewów twarzy.

Poszukiwanie mordercy

Na samym początku śledztwa stwierdzono, że sprawcą morderstw może być jedynie właściciel (a właściwie najemca) mieszkania na poddaszu. Przez wzgląd, że ujęcie Bogdana Arnolda stało się priorytetem dla katowickiej milicji, nie szczędzono środków: blokowano drogi, kontrolowano dworce i środki lokomocji, jak również sprawdzano okoliczne miejsca o złej reputacji i domy jego bliskich i znajomych. Poszukiwania nabrały charakteru ogólnokrajowego. Do akcji włączyła się również prasa, radio i telewizja.

Sam sprawca wiedział, że jest poszukiwany. Ukrywał się w Katowicach, najczęściej na hałdach węglowych. Znaleźli go przypadkowi ludzie, którzy zauważyli że człowiek z rysopisu pojawił się niedaleko huty Silesia. Zatrzymania dokonano 14 czerwca 1967 roku.

Fragment protokołu z przesłuchania (Screenshot - Discovery/YouTube)

Fragment protokołu z przesłuchania (Screenshot - Discovery/YouTube)

"Wyżyć się i mordować"

Bogdan Arnold beż żadnej skruchy wyznał, że każda z jego zbrodni miała charakter seksualny.


Do chwili dokonywania morderstw, perwersje uprawiałem za zgodą partnerek. Przyszłe ofiary zwracały się do mnie z prośbą o odwiązanie rąk, a ja mówiłem, że zrobię to wtedy, kiedy uznam za stosowne. Potem biłem te kobiety i zastraszałem, przez co doprowadzałem je do całkowitej apatii, po czym były mi powolne. Innego nacisku nie stosowałem.

Zeznanie Bogdana Arnolda przed funkcjonariuszami


Osiągał spełnienie dopiero, kiedy dał upust swoim sadystycznym żądzom. Sam oskarżony stwierdził, że kierował się nienawiścią do kobiet. Ten stan miał się zrodzić, gdy wstąpił w pierwszy i kolejne związki małżeńskie.

Sznur i papieros

Bogdan Arnold został wysłany do szpitala psychiatrycznego, gdzie przez pół roku badano jego poczytalność.


W toku aktualnych badań, obserwacji i w zebranej dokumentacji dodatkowej nie dostrzeżono objawów mogących świadczyć o istnieniu procesu psychotycznego. Pacjent przeczył omamom, jego wypowiedzi nie nosiły cech urojeniowych, zachowanie w życiu codziennym nie nasuwało podejrzenia, by je symulował. Sugerowana przez niego nienawiść do kobiet, mająca być motywem zarzucanych mu czynów, co mogłoby nasuwać podejrzenie zaburzeń psychicznych, nie znajduje potwierdzenia.

Fragment z opinii biegłych


Przez tak skonstruowaną opinię nie było mowy o zastosowaniu prawa łaski lub nadzwyczajnego złagodzenia kary. Za swoje czyny Bogdan Arnold mógł otrzymać tylko jeden wyrok - śmierć przez powieszenie. Przed wykonaniem egzekucji Bogdan Arnold w ramach ostatniego życzenia otrzymał ostatniego w swoim życiu papierosa.

Odmowa zastosowania prawa łaski w stosunku do Bogdana Arnolda (Screenshot - Discovery/YouTube)

Kryminalistyka okiem prawnika - zabójstwo i zgwałcenie w KK

Gdyby Bogdan Arnold żył w czasach współczesnych, byłby oskarżony za poczwórne zabójstwo. Każdy jego czyn wynikał z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Chęć rozładowania napięcia seksualnego kosztem poniżenia i morderstwa drugiej osoby nie może być inaczej potraktowana.


Kto zabija człowieka (...) w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie  podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.

art. 148 § 2 ust. 3 - ustawa Kodeks karny


Nie ulega wątpliwości, że zwyrodnialec dopuścił się także przestępstwa zgwałcenia, które również jest surowo karane w kodeksie karnym.


Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

art. 197 § 1 - ustawa Kodeks karny

Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1-3 działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5.

art. 197 § 5 - ustawa Kodeks karny


Kryminalistyka okiem prawnika - przetrzymywanie osoby w KK

Powyżej opisane czyny już skazywały Arnolda na dożywotnią odsiadkę, warto jednak również wspomnieć, co grozi za każde inne przestępstwo, którego się dopuścił. Przed dokonaniem zabójstwa Bogdan Arnold wabił ofiary do mieszkania, w kilku przypadkach również je przetrzymywał przez jakiś czas.


Kto pozbawia człowieka wolności, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

art. 189 § 1 - ustawa Kodeks karny

Jeżeli pozbawienie wolności, o którym mowa w § 2, dotyczy osoby nieporadnej ze względu na jej wiek, stan psychiczny lub fizyczny, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

art. 189 § 2a - ustawa Kodeks karny

Jeżeli pozbawienie wolności, o którym mowa w § 1–2a, łączyło się ze szczególnym udręczeniem, sprawca podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.

art. 189 § 3 - ustawa Kodeks karny


Przez wzgląd na to, że dwie z czterech ofiar miały problemy natury psychicznej, a wszystkie łącznie były przetrzymywane w związku ze szczególnym udręczeniem Bogdan Arnold również otrzymałby stosowną karę.

Kryminalistyka okiem prawnika - bezczeszczenie zwłok w KK

Warto również zauważyć, że w powyższych przypadkach doszło do znieważenia zwłok ludzkich. Nie można inaczej nazwać rozczłonkowywania ciała martwej osoby (o gotowaniu głowy w garnku i spłukiwaniu fragmentów w toalecie nie wspominając) i traktowanie go jak kawałek zgniłego mięsa.


Kto znieważa zwłoki, prochy ludzkie lub miejsce spoczynku zmarłego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

art. 262 § 1 - ustawa Kodeks karny


Do napisania powyższego tekstu zainspirował nas dokument Discovery o Bogdanie Arnoldzie.

Dodatkowym źródłem przy tworzeniu artykułu był blog Pana Andrzeja Gawlińskiego - kryminalistyczny.pl