Posiedzenie pojednawcze – przebaczać czy nie?

Szczególne przestępstwa wymagają szczególnych środków i narzędzi. I nie dotyczy to tak ciężkich uczynków jak zabójstwo czy zgwałcenie, ale pomniejszych zachowań, które środowisko prawnicze określa mianem „prywatek”. Przestępstwa prywatnoskargowe już wielokrotnie gościły na stronach portalu Kruczek.pl, dlatego ten artykuł zostanie poświęcony jedynie posiedzeniu pojednawczemu.

Jak śmiesz!? Idziemy do sądu!

Ze względu na ustawowe znamiona przestępstw prywatnoskargowych o „prywatkę” w społeczeństwie nietrudno. Kilka słów więcej wypowiedzianych bez zastanowienia czy złapanie za przysłowiowe „fraki” mogą wystarczyć, by skutecznie uruchomić młyny wymiaru sprawiedliwości. W końcu służyć ma on ochronie wartości o szczególnym znaczeniu dla człowieka – w tym przypadku godności i czci. Konia z rzędem temu, kto w sposób wyczerpujący i pełny wskazałby krąg desygnatów podanych słów. Nie może to jednak blokować karnoprawnej ochrony, w toku której sąd ocenia, do naruszenia jakiego dobra prawnego doszło i jakie ustawodawca przewiduje sankcje. Ze względu na specyfikę „prywatek” oraz stosunkowo niedużą społeczną szkodliwość tych czynów, ustawodawca przygotował w procedurze karnej postępowanie szczególne. Czy to wystarcza?

Wzywam strony do pojednania!

Zastosowanie do „prywatek” standardowej procedury karnej (w zakresie postępowania sądowego, bowiem nie ma w tym przypadku klasycznego postępowania przygotowawczego) wtłoczyłoby znieważenia czy zniesławienia w masę innych przestępstw, znacznie poważniejszych. W konsekwencji wydłużyłby się czas rozpoznawania wskazanych przestępstw – zarówno tych poważniejszych, jak i „prywatek”. Sądy musiałyby odraczać terminy ze względu na rozprawy prywatnoskargowe. Doprowadziłoby to do pewnego rodzaju paraliżu, bowiem bez „prywatek” sądy mogłyby efektywniej rozporządzać swoim czasem.

Dlatego też art. 489 KPK ustanawia obowiązek przeprowadzenia posiedzenia pojednawczego, zanim dojdzie do rozprawy. Jest to prawdziwy ewenement na gruncie procedury karnej, bowiem pod okiem sądu strony w sposób bezpośredni decydują o dalszych losach postępowania.[1] W zasadzie takie porozumienia powinny być zawierane „na uboczu” postępowania sądowego jak np. postępowanie mediacyjne czy skazanie bez rozprawy (w toku postępowania przygotowawczego), po to, by sąd mógł się zająć konkretną sprawą o znanych już stanowiskach stron. W tej sytuacji – oczywiście gdy strony się stawią – sąd (lub ewentualnie referendarz sądowy) uroczyście wzywa strony do pojednania. Posiedzenie jest rzecz jasna protokołowane.

Albo wóz, albo przewóz

Posiedzenie pojednawcze jest szczególnie ważne również dla sędziego, bowiem od wyniku pojednania zależy, czy będzie konieczność wyznaczania rozprawy sądowej. Jeżeli strony się pogodzą, treść pojednania zostanie skrupulatnie zapisana w protokole. Powinien być on podpisany także przez zwaśnione strony. Na tej podstawie sąd (lub referendarz sądowy) umorzą postępowanie w sprawie o przestępstwo prywatnoskargowe.

Można pokusić się o refleksję, na jakiej podstawie postępowanie zostaje umorzone. Art. 492 § 1 KPK jest bowiem samodzielną podstawą umorzenia i organ nie ma potrzeby sięgania po art. 17 KPK. Czy na tej podstawie można wnioskować, że umorzenie następuje ze względu na brak przedmiotu postępowania? Ale przecież przestępstwo mogło mieć miejsce – ktoś mógł zostać znieważony czy zniesławiony, choć tego jeszcze nie wiemy, póki nie przeprowadziliśmy postępowania dowodowego. Czy zatem fakt pojednania czyni z oskarżonego przestępcę, choć nie było rozprawy?

Pojednanie w komentarzach

Komentatorzy[2] reprezentują pogląd, że pojednanie jest wyrazem woli oskarżyciela prywatnoskargowego, który decyduje się nie podtrzymywać swojego oskarżenia, co potwierdza umorzenie (zwróćmy uwagę, że nie jest to uniewinnienie). Trzeba natomiast podkreślić jedną rzecz – mamy pewien problem natury językowej. Jeżeli pojednanie powoduje umorzenie i de facto świadczy o tym, że nie wiadomo, czy doszło do przestępstwa, nie powinno nazywać się pojednaniem. To słowo zakłada wspólne darowanie sobie pewnych przewinień. Ba! W doktrynie podkreśla się, że w pojednaniu muszą uczestniczyć obydwie strony – muszą wyjawić swoją wolę wzajemnego pogodzenia się.

W takim przypadku oskarżony niejako przyznaje się do winy, oświadcza przed sądem, że zniesławił czy znieważył. Być może ustawodawca doszedł do wniosku, że każdorazowe pojednanie się stron obniża szkodliwość społeczną „prywatki”, a tym samym jedynym słusznym rozwiązaniem jest umorzenie. Poza tym działa ta sama zasada co w przypadku wniosku pokrzywdzonego o ściganie przestępcy. Jeżeli organ nie otrzyma wniosku, nie może prowadzić postępowania (lub powinien je umorzyć), choćby miał potencjalne dowody obciążające oskarżonego. Sytuacja komplikuje się, gdy dojdzie do tzw. skargi wzajemnej. Wtedy słowo „pojednanie” spełnia swoje zadanie. Ze względu jednak na wątpliwości narosłe wokół konstrukcji wzajemnego oskarżenia, nie będę kontynuował tego zagadnienia.

Wskazane rozważania nie mają raczej wpływu na prowadzenie postępowań w sprawach o przestępstwa prywatnoskargowe. Zasadne są bowiem dążenia do skrócenia samego postępowania i próby rozwiązania sporu poza wymiarem sprawiedliwości. Można się teraz jedynie zastanawiać, czy musi być w to angażowany sąd – a jeżeli tak, to czy w takiej postaci?

[1] Vide: K. Eichstaedt [w:] Kodeks postępowania karnego. Komentarz, pod red. D. Świeckiego, LEX 2018.

[2] A. Światłowski [w:] Kodeks postępowania karnego. Komentarz, red. J. Skorupka, Warszawa 2018, s. 1178.

Czytaj również:

Specyfika prywatnego aktu oskarżenia

Czy warto pisać odpowiedź na akt oskarżenia?