Syndrom sztokholmski - geneza i objawy

28 marca 2019
/

Człowiek, choć jest istotą myślącą, nie zawsze myśli logicznie. Każdy z nas może kochać i może nienawidzić, a także zmienić miłość w nienawiść i na odwrót. Strach natomiast może towarzyszyć człowiekowi tak długo, że w końcu stanie się on stanem naturalnym. To, co wydawało się odrażające, po czasie może obudzić w nas poczucie bliskości. Są również takie sytuacje, gdzie wspomniane emocje zostają spotęgowane przez sprzyjające temu okoliczności. Lęk przed utratą życia i chęć przetrwania, jak również poczucie samotności i odrzucenia mogą zmieszać się z wdzięcznością i oddaniem za odrobinę chwilowej uwagi przyprawionej ciepłym słowem. Ten ciekawy stan psychiczny często sprawia, że ofiara potrafi przyzwyczaić się do obecności swojego oprawcy... a nawet go pokochać.

Syndrom sztokholmski - czym jest?

Dopiero teraz odkryłam, że mam mylne pojęcie miłości, bo to nie jest miłość tylko przywiązanie.

autor nieznany

Syndromem sztokholmskim nazywamy stan psychiczny występujący u ofiar porwania i przetrzymywania. Nie dotyczy on jednak każdej wspomnianej osoby, a jedynie tych, u których stwierdzono pewne ciekawe zjawisko - przywiązanie się do oprawcy, próba zrozumienia jego intencji, okazywanie mu sympatii itp. Najczęściej takie zachowanie wiąże się z poczuciem zależności.

Syndrom sztokholmski powstaje w wyniku silnego stresu. Jego rozwój polega zazwyczaj na groźbach pozbawienia życia i potęgowania w ofierze poczucia bezsensowności, istnienia poza toksyczną relacją. W ten sposób oprawca budzi w niej stresujące i traumatyczne doświadczenia. Każda porwana i przetrzymywana osoba, nawet jeśli początkowo stara się buntować, po pewnym czasie zdaje sobie sprawę, że by przetrwać, musi się podporządkować. Jeśli nie ma możliwości ucieczki i wezwania pomocy, ofiara próbuje nawiązać kontakt ze sprawcą. Chodzi o wynikającą z samotności próbę zwrócenia na siebie uwagi lub motywowaną potrzebą bliskości chęć wzbudzenia współczucia.

Z upływem czasu coraz lepiej poznaje sprawcę, wie, co wyzwala łańcuch agresywnych reakcji i co może temu zapobiec. Najmniejszy przejaw pozytywnych uczuć ze strony sprawcy sprawia, że ofiara zaczyna dostrzegać w nim wybawcę, a nawet przyjaciela. (...) Ludzie z zewnątrz, którzy starają się uwolnić ofiarę, nie są już w jej oczach wyzwolicielami, lecz osobami, które chcą skrzywdzić jej jedynego obrońcę.

Psycholog Anna Błoch-Gnych - Niebieska Linia

Skąd syndrom sztokholmski wziął swoją nazwę?

Każdy z nas potrzebuje czasami ręki, która wyciągnęłaby go z kłopotów.

Alba de Céspedes, Lala

Zjawisko przywiązania się ofiary do swojego oprawcy jest znane ludzkości od najdawniejszych czasów. Termin - syndrom sztokholmski powstał jednak stosunkowo niedawno, a mianowicie w 1973 roku, kiedy 23 sierpnia doszło do napadu na bank znajdujący się na Placu Norrmalmstorg w Sztokholmie.

Sprawcą był Jan Erik, który chciał w ten sposób uwolnić swojego przyjaciela odsiadującego wyrok w więzieniu. W tym celu postanowił wcielić się w rabusia. Jego głównym zadaniem było więc wkroczenie do placówki, wzięcie zakładników, wystosowanie żądania o sprowadzeniu uwięzionego przestępcy i pozwolenie na bezpieczne opuszczenie miejsca zdarzenia. Trzeba przyznać, że Erik, mimo małego doświadczenia, dokonał napadu w iście filmowym stylu. Wpadł do budynku, wystrzelił serię w sufit i krzyknął:

The party has only started!

Bank znajdował się w dość zurbanizowanym miejscu, na policję nie trzeba było zatem długo czekać. Dwoje funkcjonariuszy wtargnęło do budynku. Sprawca strzelił z pistoletu, postrzał nie był jednak śmiertelny. Podczas chaosu, który zapanował, większość rezydentów banku po prostu uciekła. Na miejscu zostało czterech zakładników - trzy kobiety i jeden mężczyzna. Policja, przybywszy na miejsce, musiała zacząć pertraktacje z przestępcą, gdyż miał on zakładników. Czego więc zażądał Jan Erik? Lista była dość konkretna:

  • 3 miliony szwedzkich koron;
  • kamizelka kuloodporna (2 sztuki);
  • hełm (2 sztuki);
  • broń palna (2 sztuki);
  • szybki samochód
  • doprowadzenie z więzienia Klarka Olofssona.

Jak to bywa podczas napadu na bank - sprawa się skomplikowała. W sumie to podwójnie. Po pierwsze, tylko jedno żądanie Erika zostało spełnione, to, które dotyczyło jego przyjaciela przebywającego w więzieniu. Rozpoczęło się oblężenie banku, które trwało... 6 dni. A drugi problem?

Od porwania do przyjaźni w 6 dni

Oblężenie Kreditbank trwało od 23 sierpnia do 29 sierpnia 1973 roku. Taki czas wystarczył, by pomiędzy rabusiami a zakładnikami doszło do zawiązania pewnego rodzaju relacji. Wspólny kilkudniowy pobyt oraz dość szarmanckie zachowanie Olssona i Olofssona doprowadziły do stworzenia nici sympatii pomiędzy nimi a zakładnikami. Organizowanie jedzenia, zaufanie przy wypuszczaniu do toalety, zwykła rozmowa - czasem tyle wystarczy, by rozbudzić wiele pozytywnych uczuć, nawet w stosunku do porywacza.

Zakładnicy: Gunnel Birgitta Lundbald (32 lata), Kristin Enmark (23), Elisabeth Oldgren i Sven Safstrom (25)/Getty Images

Zakładnicy: Gunnel Birgitta Lundbald (32 lata), Kristin Enmark (23 lata), Elisabeth Oldgren (25 lat) i Sven Safstrom (25 lat)

Po 6 dniach policja straciła cierpliwość. Przy użyciu gazu zmusili porywaczy i zakładników do wyjścia na zewnątrz. Co ciekawe, ofiary zasłaniały własnymi ciałami swoich dotychczasowych oprawców, w obawie, że zginą od snajperskiej kuli. Jan Erik Olsson, za napad na bank, trafił na 10 lat do więzienia. Klark Olofsson nie poniósł dodatkowych konsekwencji, a jedynie wrócił dokończyć swój 6-letni wyrok. Podczas aresztowania kobiety rzuciły się na szyje porywaczom, obsypując ich pocałunkami. Wyglądało to tak, jakby zła policja próbowała rozdzielić najbliższych przyjaciół.

Po złapaniu napastników i uwolnieniu przetrzymywanych przez nich osób, te ostatnie broniły przestępców pomimo sześciodniowego uwięzienia. W czasie przesłuchań odmawiały współpracy z policją. Termin został użyty przez szwedzkiego kryminologa i psychologa, Nilsa Bejerota, który współpracował z policją podczas tego napadu i który przedstawił swoje obserwacje dziennikarzom. Pojęcie "syndrom sztokholmski" wkrótce przyjęło się wśród psychologów na całym świecie.

Wikipedia

Syndrom sztokholmski jako mobbing w pracy

Sprawca: Jan Erik Olsson

Syndrom sztokholmski a toksyczne związki – jak poznać chorobliwą miłość?

Przyjaciel sprawcy: Clark Olofsson

Syndrom sztokholmski - przebieg

Zazwyczaj ofiara, która posiada zadatki na rozwinięcie się u niej syndromu sztokholmskiego, przechodzi przez cztery fazy. Na samym początku występuje tzw. wyparcie. W stresowych sytuacjach wiele osób nie dopuszcza do siebie faktu o stanie, w jakim się znalazły. Potem przychodzi czas na fazę drugą, czyli uświadomienie sobie własnego położenia, co bezpośrednio prowadzi do kolejnego etapu - depresji i stresu.

Całość negatywnych odczuć spowodowana jest przede wszystkim ograniczeniem wolności. Jeżeli człowiek nie jest w stanie samostanowić o sobie, stara się dopasować do danej sytuacji. Tak działa instynkt przetrwania. Ofiara stara się odnaleźć w nowej roli. Jest to kulminacyjny i najbardziej niebezpieczny moment, ponieważ dochodzi do przewartościowania. Agresor w oczach przetrzymywanej osoby staje się mniej zły, a w skrajnych przypadkach zamienia się nawet w coś na kształt bóstwa, które zapewnia podstawowe potrzeby. Do pojawienia się syndromu sztokholmskiego dochodzi w momencie, kiedy opisany stan zaczyna się utrwalać.

Kogo dotyczy syndrom sztokholmski?

Syndrom sztokholmski nie jest zjawiskiem występującym często. Zazwyczaj do takiego rodzaju chorobliwego przywiązania dochodzi u 5% osób, które były przetrzymywane przez oprawcę. Syndrom sztokholmski nie jest jednak problemem występującym u konkretnej grupy ludzi, co znaczy że może dotknąć każdego. Wystarczy, że wystąpią odpowiednie czynniki:

  • poczucie zagrożenia życia;
  • brak przekonania o możliwości ucieczki (lub faktyczna niemożność);
  • odcięcie od świata zewnętrznego;
  • w zachowaniu oprawcy pojawiają się przejawy pozytywnych cech (okazanie czułości, bycie uprzejmym, przygotowanie jedzenia, pozwolenie na pójście do toalety, itp.).

Objawy syndromu sztokholmskiego

Jak można rozpoznać symptomy syndromu sztokholmskiego? Przede wszystkim ofiara obdarza sprawcę pozytywnymi uczuciami (on jest dobry, tylko czasami się za bardzo denerwuje), a ten w pewien sposób odwzajemnia uczucia (np. dotkliwe pobicie ofiary, a następnie przepraszanie, obiecywanie poprawy, zapewnianie o miłości, itp.).

Osoba uwikłana w syndrom sztokholmski często odczuwa negatywne uczucia wobec ludzi i instytucji, którzy próbują ją ratować. Mowa tu m.in. o odrzuceniu wsparcia rodziny, przyjaciół, policji, ośrodków pomocy społecznej i autorytetów. Ofiara ma również problemy z przyswojeniem zachowań, które doprowadziłyby do wyswobodzenia się z rąk oprawcy.

Każda z osób, u której pojawia się syndrom sztokholmski, zaczyna odczuwać pragnienie, by poznać i zrozumieć zachowanie oraz motywacje sprawcy, a nawet może mieć potrzebę pomocy w realizacji jego celów. Ofiara jest przekonana, że oprawca potrzebuje jej, ponieważ brakuje mu miłości i tylko ona potrafi go zrozumieć.

Syndrom sztokholmski w związku

Pojęcie syndromu sztokholmskiego kojarzy się przede wszystkim z filmowym obrazem oprawcy i jego ofiary. Żyjemy jednak w czasach, gdzie poczucie toksycznego przywiązania do swojego dręczyciela jest widoczne również w relacjach codziennych, takich jak chociażby związek dwojga ludzi. Dominująca jednostka uzależnia od siebie słabszą i bardziej uległą. Nie jest to uwarunkowane płciowo - rolę dominującą mogą objąć zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Związek budowany na przymusie, szantażu, przemocy fizycznej i psychicznej tworzy u ofiary poczucie słabości. Wzmacnia też uzależnienie od osoby dominującej. Cały schemat polega na tym, by ofiara odczuwała konieczność egzystencji przy oprawcy.

Albo on albo nikt...

Bez niej nic nie znaczę...

Charakterystyczne jest również to, że ofiara cierpiąca na syndrom sztokholmski nie interesuje się swoimi potrzebami. Jej głównym celem jest poznać oprawcę i sprawić, by czuł się dobrze. Zachowanie zostaje ukształtowane tak, by nie wzbudzić agresji i niezadowolenia dominującego partnera. Jak to się czasem mówi: może pił, może bił, ale ważne, że był.

Warto zapamiętać, że syndrom sztokholmski to nie jest to stan, z którego można wyjść samodzielnie. Bez wsparcia rodziny, przyjaciół, lekarza lub psychologa taka relacja może trwać latami. Nie powinno się więc krytykować osób żyjących w takiej stagnacji, tylko próbować im pomóc. Przede wszystkim należy okazać wsparcie, które ukaże ofierze, że jest szansa na inne, lepsze życie.

Dlaczego ofiara toksycznego związku nie chce odejść od oprawcy?

Osobie, która ma możliwość przyglądania się tego typu relacji (np. toksyczny związek), może się wydawać, że ofiara nie chce odejść od oprawcy i pozwala się źle traktować. Często słyszy się zdania typu:

Jakby mnie tak traktował, to od razu bym odeszła.

Jeśli byłaby taka dla mnie, jak dla niego, to dawno bym już ją zostawił.

Ludzie łatwo osądzają, szczególnie w sytuacji, której nie odczuli na własnej skórze. Należy pamiętać, że syndrom sztokholmski nie zawsze jest ekspresową traumą. Często rozwija się latami (np. długi staż małżeństwa) i w pewnym momencie u ofiary pojawia się uczucie, że już jest za późno. Mimo poczucia zagrożenia nie ma wiary w możliwość ucieczki. Takie osoby często pozostają przy partnerze/partnerce do samego końca. Bywa także, że takie toksyczne uczucie zamienia się w chęć naprawy i złość. Najczęściej ostatnim etapem blokującym odejście jest strach.

Najtrudniejsze w odejściu z takiej relacji jest ciągłe manipulowanie uczuciami ofiary. Objawia się to poprzez mieszanie negatywnych zachowań z bardzo pozytywnymi, które łagodzą zadany ból i tworzą w jej głowie myśli typu: "może jednak wszystko zmieni się i będzie dobrze".

Jak to wygląda w praktyce? Sprawca może grozić ofierze, mówiąc że osoby, które go opuściły spotkała kara. W takim związku może również dochodzić do szczególnej kontroli każdego zachowania i agresji fizycznej. Często jednak pojawia się także wątek romantyczny w postaci prezentów, czułych słów i zapewnień zmiany. Dodajmy do tego fizyczność, poczucie bliskości i miłości, której ofiara tak bardzo potrzebuje. Gdy je otrzyma, budzi się w niej nadzieja. Wtedy jest gotowa ponownie znieść ból, by otrzymać kolejną dawkę ciepła.

Dlaczego ofiara syndromu sztokholmskiego spełnia wszystkie zachcianki sprawcy?

Strach przed kolejnym wybuchem agresji połączony z instynktem przetrwania nakazuje ofierze poznać swojego oprawcę, zrozumieć go i zapobiegać kolejnym negatywnym zachowaniom z jego strony. Z tego powodu stara się ona spełniać wszystkie zachcianki, by go zadowolić. Podporządkowanie się tym potrzebom i oczekiwaniom tylko napędza działania oprawcy, ponieważ odczuwa on coraz większą kontrolę. Relacja partnerska zmienia się w zwykłe niewolnictwo. Sporym zagrożeniem jest również fakt, że zazwyczaj oprawca motywuje ofiarę do zerwania wszelkich kontaktów z jej bliskimi i znajomymi, czym de facto odcina ją od podstawowego wsparcia i możliwości ucieczki. Sama ofiara zaś decyduje się na to z tego samego powodu jak wyżej - strach przed agresją, samotność i pragnienie bliskości.

Syndrom sztokholmski w pracy

Pojęcie syndromu sztokholmskiego znajduje swoje odbicie także w sferze kontaktów zawodowych. Są miejsca, gdzie pracownik jest w stanie zrobić wszystko, by nie stracić swojej posady. Są też pracodawcy, którzy są w stanie podle to wykorzystać. Często do takich przypadków dochodziło w Polsce tuż po zakończeniu okresu komunizmu. Wiele osób, posiadających stanowisko, dzięki któremu przynosili pieniądze do domu, czuło, że ma ogromne szczęście. Nawet w sytuacjach, kiedy tracili stałe umowy i musieli działać na bardziej elastycznych zasadach, chcieli pozostać przy pracodawcy. Było to spowodowane ogromny bezrobociem.

Tracąc zatrudnienie, pracownik jest zdany właściwie tylko na siebie, bo polski system zabezpieczeń społecznych na wypadek bezrobocia jest nawet na tle Europy niezwykle skąpy.

Rafał Woś - interia.pl

Każdy pracownik, który informował o swoich roszczeniach, mógł usłyszeć, ile to chętnych jest na jego miejsce. A wtedy mógł zdecydować się na jedną z dwóch ścieżek: bunt i utrata pracy lub podjęcie próby zrozumienia swojego oprawcy i tkwienia w wizji pt. "tak musi być". Całość tych zachowań prowadzi do patologicznego uzależnienia pracownika od pracodawcy.

Syndrom sztokholmski u osób wykorzystanych seksualnie

Syndrom sztokholmski występuje również u ofiar wykorzystania seksualnego, szczególnie u dzieci. Skrzywdzone osoby bardzo niechętnie ujawniają swój problem. Jeśli jednak się na to zdecydują, to rzadko któraś z nich zgłosi go na policję. Często jest to spowodowane niską pozycją w rodzinie czy brakiem świadomości problemu. Nie można uznać jednak tych powodów za jedyne i decydujące. Gdyby tak było, większość osób, osiągnąwszy wiek dorosły, ujawniłaby pewne nadużycia. W statystyce podkreśla się, że zarówno w przypadku ofiar przemocy domowej, jak również ofiar wykorzystania seksualnego tylko niecałe 8% zdecydowało się ujawnić swoje problemy.

Problemem jest silny związek rodzący się pomiędzy ofiarą a oprawcą. Co jest szczególnie widziane u dzieci, które, będąc zależne od dorosłej osoby, akceptują cierpienie i dyskomfort, sądząc, że tak musi być. Z drugiej zaś strony oprawca zawsze w jakiś sposób wynagradza ofierze swoje zachowanie, czy to przez okazanie czułości, zwykłą miłą rozmowę, czy też przez podarowanie słodyczy i zabawek.

Podsumowanie

Przy wystąpieniu syndromu sztokholmskiego ofiara nie posiada poczucia odrębnego "ja". Identyfikuje się z oprawcą, myśląc, że razem z nimi tworzy całość. W przypadku walki o separację występuje ucieczka w nieznane i pełne bólu odczucia związane z osamotnieniem i cierpieniem. Lęk ten nakazuje ofierze być posłusznym i lojalnym, ponieważ tylko wtedy uniknie dodatkowego dyskomfortu. Taki stan rzeczy może utrzymywać się miesiącami, latami, a nawet całe życie.  Rzadko kiedy ofiara ma możliwość opuścić ten stan samodzielnie. Bardzo ważne jest wsparcie bliskich, jak również otwartość wszelkich instytucji, które będą gotowe interweniować w przypadkach wykrycia syndromu sztokholmskiego.

Źródło:

  • aleksandrowemysli.blogspot.com;
  • Psycholog Anna Błoch-Gnych - Niebieska Linia;
  • Wikipedia.pl;
  • interia.pl;
  • Agnieszka Grygorczuk, Krzysztof Dzierżanowski, Tomasz Kiluk - Mechanizmy psychologiczne występujące w relacji ofiara-sprawca przemocy;
  • Monika Malessa - Syndrom sztokholmski w kontekście przemocy domowej;
  • Shirley Jülich - Syndrom sztokholmski u osób wykorzystywanych seksualnie w dzieciństwie.