Zarysowałeś na parkingu inne auto? Lepiej poczekaj na jego kierowcę

Niemal każdy kierowca uczestniczył kiedyś w drobnej stłuczce. Te przydarzają się często podczas manewrowania na ciasnym parkingu. Łatwo w takiej sytuacji uszkodzić inny samochód – zarysować czy lekko uderzyć. Niestety, wielu sprawców takich zdarzeń pospiesznie odjeżdża, wykorzystując nieobecność drugiego kierowcy. Ci bardziej uczciwi zostawiają kartkę z numerem telefonu i również nie czekają na poszkodowanego. Czy to wystarczy, aby uniknąć finansowych konsekwencji i przekazać sprawę ubezpieczycielowi?

Okazuje się, że niekoniecznie. Takie wnioski płyną z niedawnego wyroku Sądu Okręgowego w Sieradzu. Rozpatrywał on sprawę z powództwa zakładu ubezpieczeń przeciwko ubezpieczonej o zwrot odszkodowania wypłaconego poszkodowanemu.

Drobna stłuczka, a problem duży

Postępowanie dotyczyło stanu faktycznego, w którym pozwana uszkodziła inne auto podczas wykonywania manewru cofania na jednym z miejskich parkingów. Na rozprawie zeznała, że czekała na kierowcę drugiego pojazdu, lecz ten nie pojawiał się. Po upływie pewnego czasu postanowiła zostawić za wycieraczką kartkę z numerem telefonu. Ku swojemu zdziwieniu, po kilku dniach została wezwana przez policję. Okazało się, że właścicielka uszkodzonego pojazdu zgłosiła sprawę organom ścigania. Jak później stwierdziła, nie znalazła żadnej kartki z numerem telefonu, a o sprawczyni dowiedziała się z informacji od naocznego świadka.

Mamy więc nie do końca jasny stan faktyczny. Sprawczyni twierdzi bowiem, że zostawiła swoje dane w widocznym miejscu. Poszkodowana z kolei podnosi, że żadnej informacji nie znalazła. Albo jedna z osób kłamie, albo kartka w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęła przed przybyciem właścicielki uszkodzonego pojazdu.

Ubezpieczyciel skutecznie skorzystał z roszczenia regresowego

Po analizie wszystkich dowodów sądy obydwu instancji przyznały rację ubezpieczycielowi. Uznano, że ten miał prawo żądać od ubezpieczonej zwrotu odszkodowania wypłaconego na rzecz poszkodowanej. Jest to tak zwane roszczenie regresowe. Jego podstawa prawna to art. 43 pkt 4 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. W przepisie tym czytamy, że:

Zakładowi ubezpieczeń oraz Ubezpieczeniowemu Funduszowi Gwarancyjnemu, w przypadkach określonych w art. 98 ust. 2 pkt 1, przysługuje prawo dochodzenia od kierującego pojazdem mechanicznym zwrotu wypłaconego z tytułu ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych odszkodowania, jeżeli kierujący: (…)  zbiegł z miejsca zdarzenia.

Według sędziów pozwana nie udowodniła, że zrobiła wszystko, co w jej mocy, w celu poinformowania poszkodowanej o zdarzeniu. Trzeba więc uznać, że oddaliła się ona z miejsca kolizji. Może nie była to jedna z klasycznych ucieczek, o których można przeczytać w mediach. Nie da się jednak ukryć, że przesłanka zacytowanego artykułu została spełniona.

Co więcej, pozwana nie byłaby w lepszej sytuacji nawet, gdyby jednoznacznie wykazała, że kartkę faktycznie zostawiła. Zdaniem sądów przekazanie poszkodowanemu tylko i wyłącznie numeru telefonu nie jest wystarczające. Nie dochodzi bowiem w takiej sytuacji do poinformowania o danych zakładu ubezpieczeń pojazdu sprawcy, co jest obowiązkowe. Oznacza to, że ubezpieczyciel mógłby wystąpić z roszczeniem regresowym również wobec osoby, która odjechała z miejsca zdarzenia dopiero po pozostawieniu swoich danych.

Czy sąd miał rację?

Można mieć wątpliwości co do słuszności takiego poglądu. Po pierwsze, trudno wymagać od sprawcy kolizji, aby zawsze oczekiwał na drugiego kierowcę aż do skutku. Często przecież właściciele zostawiają swoje pojazdy w jednym miejscu nawet na kilka dni. Zbytnim obciążeniem byłoby również nakładanie na ubezpieczonego obowiązku podjęcia nadzwyczajnych starań w celu odnalezienia poszkodowanego. Pewnie dałoby się to zrobić na podstawie numerów rejestracyjnych, ale z pewnością byłoby to dość uciążliwe.

Po drugie, nie jest również uprawnione wymaganie od sprawcy, aby pozostawił on za szybą – poza numerem telefonu – swoje nazwisko wraz z numerem polisy ubezpieczeniowej. Są to bowiem dane wrażliwe i nie należy zmuszać do ich publikacji. Ponadto warto zauważyć, że ustalenie danych ubezpieczyciela na podstawie numeru rejestracyjnego pojazdu jest łatwe. Wystarczy wypełnić odpowiedni formularz w bazie OC na stronie internetowej Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.

Ucieczka się nie opłaca

Mimo istotnych zarzutów co do prawidłowości rozstrzygnięcia Sądu Okręgowego w Sieradzu, należy mieć to orzeczenie na względzie. Może być ono bowiem wykorzystywane w innych sprawach. Jeśli więc wyrządzi się szkodę parkingową, warto postarać się zidentyfikować poszkodowanego i dokumentować podejmowane w tym celu kroki. Zostawioną kartkę z danymi należy sfotografować. Warto też odnaleźć we wspomnianej bazie dane ubezpieczyciela uszkodzonego pojazdu i podjąć próbę ustalenia właściciela za jego pośrednictwem. Można również poszukać informacji o drugim kierowcy za pomocą mediów społecznościowych. Najlepiej od razu poinformować o zajściu własnego ubezpieczyciela.

Omawiana sprawa pokazuje, że nie można liczyć na szczęście. Ucieczka z miejsca zdarzenia czy pozostawienie lakonicznej wiadomości dla poszkodowanego może się zwyczajnie nie opłacać. Szczególnie w dobie samochodowych rejestratorów wideo, które pozostają aktywne nawet na postoju. Zidentyfikowanie sprawcy i zgłoszenie się do jego zakładu ubezpieczeń czy na policję nie jest więc trudne.